,
Obserwuj
Świat

Stracił, ale zyskał. Trump zarabia na kryptowalutach lepiej niż na nieruchomościach

Wojciech Kowalik
4 min. czytania
30.11.2025 15:59

Amerykański prezydent, po tym jak zapałał wielką miłością do kryptowalut, zarabia na nich już więcej niż na imperium nieruchomości, które buduje od 40 lat. Od styczniowej inauguracji Trump swoimi obietnicami "kryptostolicy świata" napędził rekordy wszech czasów także na bitcoinie, który odpowiada za większość całego rynku krypto. Wyemitował również własny cyfrowy pieniądz, ale ci, którzy rzucili się wtedy do kupowania $Trumpa, teraz liczą dotkliwe straty.

Trump Bitcoin Statue w Waszyngtonie
Trump Bitcoin Statue w Waszyngtonie
fot. Rex Features/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak wygląda "kryptowalutowy" majątek Trumpa?
  • Co z projektami $Trump i $Melania?
  • Czy to już koniec hossy?

Majątek rodziny Trumpów skurczył się o miliard dolarów w osiem tygodni. Jeszcze we wrześniu było to 7 miliardów 700 milionów dolarów, a teraz - jak szacuje Bloomberg - to 6 miliardów 700 milionów. Kwota wciąż kosmiczna, ale mieć miliard albo go nie mieć - robi różnicę. To wina krachu na rynku kryptowalut, po tym jak bitcoin osiągnął w październiku rekord na poziomie 125 tysięcy dolarów, a później osunął się o jedną trzecią. Z całego rynku krypto wyparował w kilka tygodni bilion dolarów. Inwestorzy - ci więksi i ci mniejsi - widząc co się dzieje, sprzedawali kryptowaluty na potęgę, jeden z gigantycznych funduszy inwestycyjnych jednego dnia sprzedał bitcoina za miliard dolarów. A skoro sprzedają wielcy, to ci mali wpadli w panikę. I to pociągnęło za sobą lawinę strat inwestorów, a jednymi z największych jest właśnie rodzina Trumpów.

Pieniądze i głosy

Donald Trump pokochał bitcoina przed ubiegłorocznymi wyborami, bo zwietrzył tam podwójny interes. Po pierwsze - możliwość zarobku, a po drugie - możliwość pozyskania głosów elektoratu, bo według szacunków, w kryptowaluty inwestuje nawet 15 procent Amerykanów. Branży krypto Trump obiecał więc złote góry. Do kupowania kryptowalut rzucili się wszyscy - od wielkich inwestorów po drobnych ciułaczy, a bitcoin wszedł w "tryb bestii" i zaczął rosnąć jak na drożdżach, stanowiąc alternatywę dla słabnącego coraz mocniej dolara. Razem z tym jak na drożdżach rósł majątek Trumpów: latem wystartował projekt World Liberty Financial - to wspierane przez Trumpa przedsięwzięcie kryptowalutowe, które na krótko wygenerowało dla rodziny 5 miliardów dolarów. Jednak losy szybko się odwróciły: tokeny WLFI, niegdyś warte 6 miliardów dolarów, spadły o połowę. Ale wracając do bitcoina: szczyt osiągnął w październiku, na fali paraliżu budżetowego w USA, po czym bestia się schowała do swojej jaskini.

Ze złotych gór Trumpa niewiele powstało, może tylko pozłacane pagórki, bo jakieś tam obietnice Trump spełnił, ale rynek zdaje się nie wierzyć już w świetlaną wizję kryptostolicy świata jaką Trump roztaczał przed nim rok temu. Za to sam prezydent na tym wszystkim wyszedł całkiem nieźle. Szacuje się, że rodzina Trumpa zarobiła w ostatni rok więcej pieniędzy z kryptowalut niż z nieruchomości, w których przecież Trump siedzi od 40 lat i tam pomnażał swój kapitał. Prezydent zwietrzył interes tak bardzo, że w styczniu wyemitował własną kryptowalutę.

Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w mijającym tygodniu. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi...

Quiz: Myślisz, że jesteś na bieżąco? Sprawdź się w quizie o najważniejszych wydarzeniach ostatniego tygodnia!

1/10 Na początku coś prostego. Jaki afrykański kraj odwiedzili w tym tygodniu przywódcy państw Unii Europejskiej, w tym Donald Tusk?

Co tam na $Trumpie słychać?

Jest nieciekawie. W styczniu wystrzelił o setki procent, po czym równie szybko wpadł do dziury. Moneta Trumpa, wprowadzona na rynek krótko przed prezydencką inauguracją, straciła ponad 90 proc. swojej wartości od szczytu z 19 stycznia. Wtedy kosztowała 75 dolarów, teraz sześć. Każdy inwestor, który zainwestował w monetę Trumpa w jej wczesnej fazie, poniósł dotkliwą stratę, jeśli nadal ją trzyma. Szacuje się, że najwięcej pieniędzy straciło 35 tysięcy osób, które kupiły w szczycie, czyli najdrożej. Jeszcze gorzej radzi sobie moneta prezydenckiej małżonki, $Melania straciła od stycznia 96 procent. Choć na oficjalnych stronach obu walut można przeczytać, że nie mają one nic wspólnego z inwestowaniem, a są wyrazem poparcia dla ideałów, które reprezentują. Obie waluty rodziny Trumpów to zresztą tak zwane memecoiny, a więc kryptowaluty oparte na nazwiskach popularnych osób, memach internetowych, nastawione wyłącznie na spekulację i podążanie za trendami - a skoro tak, to trudno uznać je za poważne inwestowanie.

Ale są jeszcze dodatkowe elementy, które uszczuplają majątek pierwszej rodziny Stanów Zjednoczonych. American Bitcoin, firma zajmująca się wydobyciem kryptowalut, wspierana przez synów Trumpa, zadebiutowała na amerykańskiej giełdzie Nasdaq 3 września i od tego czasu jej akcje spadły o jedną trzecią.

Mimo wzlotów i upadków, kryptowaluty okazały się lukratywnym sposobem pomnażania majątku Trumpów. Czy dalej tak będzie? Rynek od długiego już czasu, mniej więcej dwóch lat oczekiwał, że koniec bieżącego roku to będzie już koniec kryptowalutowej hossy, bo tak wynika z czteroletnich cykli. A wahania między szczytem i dołkiem bitcoina mogą sięgać 80-85 procent. Jeśli spełniłby się czarny scenariusz, to niewykluczona jest cena bitcoina na poziomie 50 tysięcy dolarów, a więc jeszcze 40 procent niżej niż teraz. Czy tak się stanie - nic pewnego nie można powiedzieć, bo kryptowaluty i Trump mają jedną wspólną cechę: absolutną nieprzewidywalność.