To co wydawało się niemożliwe, staje się jedyną słuszną opcją. Zwrot Zachodu ws. Palestyny
Izrael kolejnymi atakami na Strefę Gazy osiągnął bez wątpienia jedno – stał się pariasem na arenie międzynarodowej. Nie krajem startupów, nie ostoją demokracji na Bliskim Wschodzie – pariasem, który zupełnie jak Rosja w Ukrainie, dopuszcza się ludobójstwa. Tyle osiągnął Benjamin Natenjahu.
Państwowość Palestyny uznana przez Wielką Brytanię, Francję, Australię, Kanadę
Ten wniosek przyklepały ostatnie uznania państwowości Palestyńskiej przez kluczowe kraje europejskie – Francję, Wielką Brytanię, a wcześniej także Hiszpanię. Nagle to, co przez lata jawiło się jako niemożliwe – czyli rozwiązanie konfliktu izraelsko-palestyńskiego w drodze dwupaństwowości – okazało się ponownie jedyną słuszną opcją.
Oczywiście można było zadawać pytania tym wszystkim, którzy opcję dwupaństwowości negowali, czy kiedykolwiek, na poważnie, dawało się rozważać inny sposób? Czy tym innym sposobem miała być ostatecznie aneksja Zachodniego Brzegu i Gazy w drodze polityki osadniczej, czy też może wprost ludobójstwo, które obserwujemy dziś? Opcja dwupaństwowa skompromitowana pospołu przez Hamas, Al-Fatah i sam Izrael była tak naprawdę jedyną. I to, co wróciło to świadomość, że jednak musi się w końcu urzeczywistnić.
Co będzie dalej? Póki co jasne jest jedno – nie ma zgody na to, co Izrael robi w Strefie Gazy. I to już nie są kampusy lewackich uniwersytetów. To jest rada bezpieczeństwa ONZ, w której do tej pory państwowość Palestyny uznawało tylko dwóch z pięciu stałych członków. Teraz jest tylko jeden, który tego nie zrobił – Stany Zjednoczone. Pytanie jak długo będzie mógł sobie na tę solową postawę pozwolić.