,
Obserwuj
Świat

Jaki obraz wojny pokazuje Rosjanom propaganda? "Widzowie słyszą, że wojska są witane z radością, a Ukraińcy się poddają"

oprac. tokfm.pl
3 min. czytania
26.02.2022 22:33
- Rosjanie, którzy śledzą państwowe media, mają wyobrażenie, że rosyjskie wojska są witane z radością, jako wyzwoliciele, że ukraińscy żołnierze poddają się - mówiła Wiktoria Bieliaszyn, dziennikarka "Gazety Wyborczej" na antenie TOK FM. Dodała, że dla Rosjan wojna jest czymś jednoznacznie złym, dlatego Kreml atak na Ukrainę nazywa "specjalną operacją wojskową".
|
|
fot. Mikhail Klimentyev / AP / AP

Bieliaszyn była pytana o to, co o trwającej od czwartku rosyjskiej napaści na Ukrainę wiedzą sami Rosjanie. A ściślej - czego mogą się dowiedzieć z oficjalnych przekazów medialnych. Dziennikarka podkreślała, że odbiorcy mediów państwowych i kontrolowanych przez władze w ogóle nie są informowani, że toczy się wojna. - Te przekazy mówią, że Putin rozpoczął nie wojnę, która dla Rosjan jest czymś jednoznacznie złym, a specjalną operację wojenną, której celem jest demilitaryzacja i denazyfikacja Ukrainy - tłumaczyła dziennikarka.

W oficjalnych przekazach nie ma też mowy o toczących się walkach czy ponoszonych przez rosyjską armię stratach. - Rosjanie mają wyobrażenie, że rosyjskie wojska są witane z radością, jako wyzwoliciele, że ukraińscy żołnierze się poddają. Nie wiedzą, że dochodzi do bombardowań, ostrzałów miast, że cywile muszą uciekać, ukrywać się w schronach. Zamiast tego są informacje, że ukraińscy żołnierze przechodzą na rosyjską stronę i są wdzięczni, że Rosjanie próbują pozbawić władzy rząd podporządkowany NATO i USA - tłumaczyła w rozmowie z Wojciechem Muzalem.

Bieliaszyn podkreślała, że jeśli ktoś w Rosji wierzy w tę propagandę, to nie będzie szukał innych źródeł. - Ci, którzy weryfikują informacje, wiedzą, co się dzieje. Wychodzą na ulice w dziesiątkach miast, co kończy się dla nich zwolnieniem dyscyplinarnym, sprawą karną albo oskarżeniem o zdradę narodową - wskazywała. 

Niezależne media o blokadach ze strony Kremla

W Rosji wciąż są i działają niezależne media, choć ich praca jest utrudniana. Niepokojące są chociażby ostatnie decyzje władz o częściowym ograniczeniu dostępu do platform społecznościowych jak Facebook czy Twitter. - Rosyjskie niezależne media przygotowują się do tego, że skoro blokowane są zagraniczne portale społecznościowe, to władze będą blokować też portale niezależnych mediów. Dlatego media instruują Rosjan, jak obejść te blokady i skąd czerpać wiedzę o świecie - mówiła Bielaszyn. Wskazała, że władze próbują ingerować w sposób przedstawiania sytuacji na Ukrainie. Dziś władze zażądały od 10 niezależnych redakcji, by usunęły wszystkie treści, w których 'specjalna wojenna operacja' została nazwana wojną. Żądanie to dotyczyło m.in. 'Nowoj Gaziety', która odmówiła. 

Dodała jednak, że niektórzy spośród deputowanych, którzy jeszcze w poniedziałek 21 lutego poparli w głosowaniu uznanie niepodległości dwóch separatystycznych republik na wschodzie Ukrainy, dziś zmieniają zdanie. - Mówią, że nie głosowali za wojną - wskazała. 

Putin wywołał wojnę ze strachu?

Czy to oznacza, że otoczenie Putina przestaje być monolitem? - Istnieją hipotezy, że wojna wybuchła, bo Putin bał się przewrotu, że dochodzi do pęknięcia w elitach, że może spodziewać się, że ludzie, którzy są blisko niego, wykorzystają jego osłabioną pozycję i odsuną go od władzy - przyznała Wiktoria Bieliaszyn. Ale zaraz dodała, że jej samej dziś trudno sobie wyobrazić, że cokolwiek jest w stanie zagrozić Putinowi w Rosji. - Chyba tylko obywatele, którzy zbuntowaliby się przeciw władzy - dodała. 

Jak dodała, wiedza o tym, jak działa Kreml, pozwala twierdzić, że jest bardzo wąska grupa osób, którym ufa Władimir Putin i które miały świadomość tego, co się będzie działo. - Trudno powiedzieć, co wie Putin. Wielu ekspertów podkreśla, że opiera się on najprawdopodobniej na raportach FSB - dodała dziennikarka.