"To teraz najważniejszy punkt na mapie konfliktu". Ekspertka o rosyjskim kotle i żołnierzach drugiego rzutu
Szturmowany przez wojska rosyjskie Lisiczańsk w obwodzie ługańskim, na wschodzie Ukrainy, jest wciąż ostrzeliwany i ewakuacja z miasta jest niemożliwa - oświadczył w czwartek szef władz obwodowych Serhij Hajdaj. Mówił też o wielkiej liczbie atakujących miasto żołnierzy rosyjskich i "nieprawdopodobnej ilości sprzętu i artylerii" przeciwnika. Zdaniem ekspertów zdobycie przez Rosjan Lisiczańska oznaczałoby niemal całkowitą dominację wroga w obwodzie ługańskim.
Jak podkreśliła w TOK FM Anna Maria Dyner, Lisiczańsk "to w tej chwili najważniejszy punkt na mapie konfliktu". Ale nie można wykluczyć, jak oceniła ekspertka z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, że strona ukraińska może niedługo zdecydować się na wycofanie się z tego miasta. - Lisiczańsk wybija się klinem między tereny zajęte przez wojska rosyjskie. A biorąc pod uwagę , że Rosjanie bywają w stanie kontrolować drogę między Bachmutem a Lisiczańskiem, to można sobie wyobrazić sytuację, w której jednostki ukraińskie zostaną odcięte i trafią to tzw. kotła - tłumaczyła w rozmowie z Adamem Ozgą.
- Po drugie, to kwestia odpowiedzi na pytanie, czy jest sens bronić niektórych miejscowości, kiedy będzie to powodowało tylko wykrwawianie się jednostek - dodała. Tym bardziej, że "najlepiej wyszkolone oddziały i tak wykrwawiły się w pierwszych tygodniach walk". - Teraz w zasadzie częściowo są to żołnierze drugiego rzutu. Mniej przygotowani bojowo - oceniła.
"Rosjanie nauczyli się na błędach"
Anna Maria Dyner przypomniała, że od pewnego czasu znacznie rzadziej słyszymy informacje na temat sukcesów wojsk ukraińskich. Od kilku tygodni coraz więcej jest informacji o tym, że Ukraińcy się wycofują. T ak było np. w wypadku długo bronionego Siewierodoniecka.
Jak oceniła, powodem obecnej - niekorzystnej dla Ukrainy sytuacji - jest to, że kraj broni się przed Rosjanami już od ponad czterech miesięcy. - W zasadzie nikt w najlepszych prognozach nie stawiał na to, że państwo ukraińskie będzie w stanie tak długo powstrzymywać ofensywę rosyjską. A przecież musimy brać pod uwagę to, że np. potrzebny jest czas na regenerację, na uzupełnienie składu jednostek wojskowych, dostawy sprzętu wojskowego - argumentowała.
A poza tym, jak dodała, "Rosjanie też się nauczyli na własnych błędach". - Mocno skrócili linię frontu. Rzucili wszystko to, co mieli na krótszy odcinek i ciągle mają też przewagę w sprzęcie. Trudno się więc dziwić, że w sytuacji przeważających sił wroga, część terenów będzie utracona przez Ukrainę. Przynajmniej w najbliższym czasie - oceniła.
"Kropeczka na mapie, ale ma znaczenie"
Największym w ostatnich dobach zwycięstwem Ukraińców stało się odbicie Wyspy Węży o powierzchni zaledwie 0,17 km kw. Wojska rosyjskie zajęły ten obszar w początkowej fazie inwazji na Ukrainę (najazd nastąpił 24 lutego).
- Kropeczka na mapie, ale ma znaczenie - skomentowała Anna Maria Dyner. Głównie, jak przekonywała, znaczenie symboliczne. Ale także wojskowe i obronne, np. jeśli chodzi o podejście do portu w Odessie czy też prawa do szelfu transkontynentalnego, wyliczyła.
Wyspa Węży położona w północno-zachodniej części Morza Czarnego, około 35 km na wschód od delty Dunaju na granicy Ukrainy z Rumunią. - Dodatkowo na wyspie znajdują się złoża węglowodorów. Jest ropa, gaz ziemny - dopowiedziała eksperta PISM.
"Gra na podwyższenie ceny"
Strona rosyjska potwierdziła wycofanie swoich wojsk z Wyspy Węży, tłumacząc je "dobrą wolą". Celem, jak wskazywała, ma być ułatwienie transportu ukraińskiego zboża.
- Trudno się dziwić stronie ukraińskiej, bo to ona zaminowała wejście do portu w Odessie. Bała się, że okręty rosyjskiej Floty Czarnomorskiej, które operują z okupowanego Krymu, będą w stanie bardzo szybko wpłynąć do portu, co wpłynęłoby na możliwości obrony tego terytorium - tłumaczyła gościni TOK FM. Ale jak zastrzegła, "Odessa, choć jest kluczowym portem, by eksportować ukraiński zboże, jest jednak fragmentem większej całości".
- Nie ma się co oszukiwać, że kluczowymi portami dla ukraińskiej gospodarki były też porty na Morzu Azowskim. Czyli m.in. Mariupol, którego obronę śledziliśmy z ciarkami na plecach. Jest też Berdiańsk - wyliczyła. - Tych portach Rosja nie ma zamiaru w dającej się przewidzieć przyszłości oddawać - stwierdziła.
W ocenie ekspertki, działania Rosji są celowe i obliczone na wstrzymanie eksportu swojego zboża. - To gra na podwyższenie ceny. Nie wszystko jest tylko kwestią zablokowania jednego portu w Odessie - podsumowała.
Czy wiesz, że możesz słuchać TOK FM przez internet bez reklam? W Radiu TOK + Muzyka zamiast reklam usłyszysz muzykę. Kup TOK FM Premium w promocyjnej cenie 1 zł za pierwszy miesiąc, później 13,99 zł za każdy kolejny. Nie czekaj, wypróbuj Radio TOK FM bez reklam!