Kontrofensywa lubi ciszę i toczy się powoli. Ekspert mówi o "przełamaniu" i "zasłonie dymnej"
4 czerwca rozpoczęła się długo wyczekiwana ukraińska kontrofensywa. Jak dotąd nie mamy jednak zbyt wielu informacji co do jej przebiegu, bo Kijów dba o ciszę operacyjną. - Ukraińcy bardzo pilnowali, żeby nie pojawiały się informacje o przemieszczaniu ich wojsk, zwłaszcza jeśli chodzi o te jednostki, które były wyposażone w dostawy zachodniego sprzętu. Podobną sytuację mamy tutaj z tą ofensywą na południu Ukrainy. Jest wiele niewiadomych - mówił w "Światopodglądzie" w TOK FM Mariusz Cielma z miesięcznika "Nowa Technika Wojskowa".
Gość Agnieszki Lichnerowicz zauważył, że niewiele informacji przedostaje się przez tę "barierę mgły" narzucaną przez stronę ukraińską. Natomiast doniesienia, które znamy, wskazują, że w dalszym ciągu nie mamy więc do czynienia z walką o tę główną pozycję obronną, jaką zbudowali Rosjanie w ostatnich miesiącach na południu. - Cały czas jest niewiadoma. Wynika ona z tego, że dotychczas Ukraińcy zaangażowali tylko część swoich nowo tworzonych sił. Więc można powiedzieć, że ciągle mamy do czynienia z wymianą ciosów. Jedni się bronią, a drudzy próbują znaleźć trochę miejsca, żeby zdobyć ten teren - powiedział Cielma.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Czy Zaporoże jest traktowane jak "zasłona dymna"?
Zdaniem specjalisty, na ocenę efektów ukraińskiej ofensywy jest jednak zdecydowanie za wcześnie. Wielu ekspertów spekulowało, że Ukraińcy będą chcieli przerwać słynny korytarz łączący Rosję z Krymem. Według Cielmy wszystko może potoczyć się jednak inaczej, niż przypuszczaliśmy. - Wcale nie byłbym zaskoczony, gdybyśmy pewnego dnia się obudzili i to nie Zaporoże, ale inne miejsce, będzie tą próbą przełamania. A Zaporoże miało służyć tylko do ściągnięcia rosyjskiej uwagi i maksymalnych sił, jakimi dysponuje wróg. Bo nie da się ukryć, że ten kierunek zaporoski jest najbardziej oczywisty. Przeciwnik też miał tego świadomość - mówił ekspert.
W jego ocenie, decyzja nie jest jeszcze podjęta, a wojskowi mają wiele scenariuszy, w zależności od rozwoju sytuacji. - Jeżeli dojdzie do przełamania tych rosyjskich pozycji na południu, to nie jest wykluczone, że w pewnym momencie to Rosjanom zabraknie zasobów - wskazał.
Gość TOK FM odniósł się także do doniesień o śmierci szefa sztabu 35. Armii Ogólnowojskowej Rosji - generała dywizji Siergieja Goriaczowa. Poinformowali o tym rosyjscy blogerzy wojenni. Według nich, wojskowy miał zginąć w ukraińskim ataku rakietowym. - Jego śmierć, jeżeli by się potwierdziła, a nawet jeśli byłby tylko raniony, oznaczałaby, że Ukraińcy skutecznie atakują ten nerw dowodzenia na tym odcinku. To kluczowe, bo w armii, która jest tak bardzo oparta na rozkazach, pozbycie się dowódcy może przynieść efekt na samej linii frontu - ocenił Cielma.
'Wiemy, że to nie będzie szybki skok'. Kontrofensywa Ukrainy ma już trwać. 'Czekają nas duże straty'