"Dyktatura albo wojna domowa". Tak skończy Izrael, jeśli Netanjahu się nie ugnie
Izraelskie związki zawodowe grożą kolejnym strajkiem generalnym w całym kraju. To odpowiedź na przyjęcie w miniony wtorek przez Kneset - w pierwszym czytaniu - jednego z kluczowych elementów kontrowersyjnej reformy sprawiedliwości, Zmiany przygotowane przez rząd są powodem protestów, które trwają w Izraelu od początku roku. We wtorek większość deputowanych poparła ograniczenie uprawnień nadzorczych Sądu Najwyższego.
W geście sprzeciwu na ulice izraelskich miast wyszły tłumy przeciwników reformy. Ok. 10 tys. osób - przez kilka godzin - oblegało międzynarodowe lotnisko Ben Guriona. Protestujący zatrzymywali ruch na głównych autostradach. W kilku miejscach kraju doszło do starć z policją.
Dlaczego w obliczu masowych protestów, które trwają od siedmiu miesięcy, udziału tysięcy ludzi w tradycyjnych sobotnich demonstracjach premier Izraela nie zdecydował się na złagodzenie kursu? - Czy to jest walka Netanjahu w związku z jego zarzutami kryminalnymi? Przecież cały czas ma proces sądowy. Czy to jego dążenie do autorytaryzmu? A może chęć utrzymania koalicji z religijnymi ekstremistami jak Becalel Smotricz czy Itamar Ben-Gewir? - rozważał w TOK FM były ambasador Polski w Izraelu Maciej Kozłowski.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Trudno oczekiwać, że emocje wokół reformy forsowane przez Netanjahu nagle ucichną. Skoro przeciwnicy reformy konsekwentnie od 27 tygodni wychodzą na ulice. - Istnieje ogromne niebezpieczeństwo, że jeżeli te zmiany zostaną wprowadzone, to Izraelowi grożą dwa wyjścia: dyktatura albo wojna domowa. Izrael nie ma konstytucji, w związku z czym nie ma czegoś takiego jak sąd konstytucyjny. Sąd Najwyższy jest jedynym czynnikiem, który może ograniczać rząd. Jeżeli w rządzie są ludzie o skrajnych poglądach - powiedzmy szczerze - neofaszyści, to oddanie rządowi pełnej władzy bez żadnej kontroli z wewnątrz jest bardzo niebezpieczne - podkreślił gość audycji "A teraz na poważnie".
"Los Izraela w dużej mierze zależy od kilkuset pilotów"
Krytycy reformy nie tylko protestują na ulicach. Piloci myśliwców i rezerwiści innych elitarnych jednostek zagrozili zaprzestaniem zgłaszania się do służby. Według ministra obrony Yoava Gallanta zagraża to bezpieczeństwu kraju i jest "prezentem dla wrogów".
Jak podkreślił Maciej Kozłowski, "potęga militarna Izraela zasadza się przede wszystkim na lotnictwie". - To najbardziej doświadczeni, najlepsi piloci, wykonujący najtrudniejsze misje bojowe, np. nad Syrią. Bez ich służby izraelskie lotnictwo byłoby sparaliżowane, a tym samym bojowa gotowość Izraela stanęłaby pod znakiem zapytania. Jest słynne powiedzenie Winstona Churchilla w czasie bitwy o Anglię: "Nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak nielicznym". I rzeczywiście, los Izraela w dużej mierze zależy od kilkuset pilotów - komentował rozmówca Mikołaja Lizuta.