,
Obserwuj
Świat

Król Bibi "próbuje ugasić pożar, który sam wywołał". Ma w rządzie groźnych podżegaczy

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl, oprac. AS tokfm.pl
3 min. czytania
11.04.2023 20:00
Premier Izraela Netanjahu przywrócił na stanowisko ministra obrony Yoava Gallanta i ściągnął do Jerozolimy dodatkowe jednostki policji, w reakcji na piątkowe ataki terrorystyczne. Ale zdaniem dr Agnieszki Bryc sytuacji w kraju nie uda się łatwo uspokoić. Jak mówiła, "Netanjahu próbuje ugasić pożar, który sam wywołał".
|
|
fot. Ohad Zwigenberg / AP Photo

Gdyby wybory parlamentarne przeprowadzono w Izraelu w poniedziałek 10 kwietnia, to partia Likud premiera Benjamina Netanjahu straciłaby 12 miejsc w 120-osobowym parlamencie - wynika z opublikowanego wczoraj sondażu portalu Kanał 12. To najniższe notowania Likudu od niemal 20 lat. Tworzące większość parlamentarną ugrupowania również straciły, koalicja rządząca Izraelem, która obecnie posiada 64 miejsca w Knesecie, uzyskałaby w hipotetycznych wyborach tylko 46 miejsc.

Coraz niższe poparcie to skutek trwających od ponad trzech miesięcy antyrządowych protestów przeciwników firmowanej przez Netanjahu reformy wymiary sprawiedliwości. Do tego dodać trzeba wzrost napięcia w relacjach izraelsko-palestyńskich: zamachy, samosądy oraz eskalację konfliktu z Libanem.

Choć w Izraelu obchodzono Pesach, to i tak na ulice wyszły dziesiątki tysięcy ludzi, by protestować przeciwko rządowi. Nastrojów nie uspokoiła decyzja premiera, że na stanowisku pozostanie jednak minister obrony Yoav Gallant, który został przez Netanjahu pod koniec marca zwolniony, po tym, jak wezwał do wycofania się z kontrowersyjnej reformy.

10 kwietnia odbył się znacznie mniej liczny - niż sobotnie protesty - marsz zwolenników izraelskich osiedli na Zachodnim Brzegu, które są uznawane za nielegalne w świetle prawa międzynarodowego. W demonstracji wzięli udział m.in. członkowie izraelskiego rządu: szef resortu bezpieczeństwa wewnętrznego Itamar Ben-Gewir oraz minister finansów Bezalel Smotrich.

Netanjahu i 'podżegacze' w izraelskim rządzie

Jak komentowała w TOK FM dr Agnieszka Bryc, Netanjahu cofając decyzję o wyrzuceniu z rządu ministra obrony, "próbuje ugasić pożar, który sam wywołał". 

- Próbuje nie prowokować, a z drugiej strony ma podżegaczy politycznych (Ben-Gewira i Smotricha - red.), którzy nie patrzą na swojego premiera i potrafią razem właśnie z radykałami maszerować w naprawdę sporym tłumie w obronie w nielegalnego osiedla - oceniła gościni "Pierwszego Śniadania w TOK-u".

Ekspertka z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu przypomniała, że Netanjahu do tej pory wielokrotnie pokazywał, jak dobrze umie zarządzać kryzysami. - Jest na tyle sprawny, że potrafi wywołać kryzys, a później skutecznie nim zarządzać i, jak trzeba, ugasić, a do tego jeszcze coś zyskać. Pod tym względem zasłużył na miano 'króla Bibiego' - mówiła w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

Ale obecna sytuacja jest wyjątkowa. A premier Izraela "znajduje się w naprawdę bardzo trudnej sytuacji". 

- Z uwagi na własny interes polityczny, nie partyjny, desperacko będzie starał się  doprowadzić reformę sądownictwa do końca. Wiadomo, że nie odpuści i protestujący także nie odpuszczą - uważa dr Bryc.

'Inwestorzy uznają Izrael za ryzykowne miejsce'

Na niestabilnej sytuacji w Izraelu traci tamtejsza gospodarka. Z kraju uciekają inwestorzy, a także startupy, które stanowią bardzo dużą siłę gospodarczą tego kraju. Branża hi-tech zapewnia w Izraelu 10 proc. zatrudnienia oraz połowę eksportu. 

- Trudności w tym sektorze, czyli konsekwencje niestabilności obniżania standardów izraelskich demokracji, powodują, że inwestorzy uznają Izrael za ryzykowne miejsce. Co więcej, największy sojusznik polityczny, czyli Stany Zjednoczone także usztywniają swoje stanowisko. To wszystko powoduje więc, że Izrael w najbliższym czasie zapłaci za ten kryzys dużym kryzysem gospodarczym. A na to Izrael po prostu nie stać - podsumowała rozmówczyni Piotra Maślaka.

Eskalacja konfliktu Izrael-Liban. 'Pytanie, czy uruchomię się piromani z koalicji Netanjahu'