Pożary na Rodos. 7 km z bagażami po plaży w 40 stopniach. Turyści ratują się na własną rękę
Od kilku dni pożary trawią greckie wyspy m.in.: Kretę, Korfu, Rodos, Eubei. Tylko minionej nocy z samej wyspy Korfu ewakuowano prawie 2500 osób . Natomiast w niedzielę, jak przekazali strażacy, wybuchły 64 nowe pożary, a straż walczyła łącznie tego dnia z 82. W nocy z niedzieli na poniedziałek kontynuowano walkę z ogniem na Rodos, od poniedziałkowego poranka wzmożono działania gaśnicze z powietrza.
Największa ewakuacja w historii kraju
- Pożar na Rodos doprowadził do największej ewakuacji w historii Grecji - poinformowała w niedzielę grecka policja. Niemiecki koncern turystyczny TUI odwołał do 25 lipca wszystkie loty na wyspę, a brytyjskie tanie linie lotnicze Jet2 odwołały loty na Rodos.
Ogień, który do soboty płonął w górzystej, środkowej części wyspy, ogarnął w niedzielę również jej wschodnie wybrzeże. Lokalne media podały, że płonie kilka hoteli, z których ewakuowano turystów. Z pożarem walczy 200 strażaków, wspieranych z powietrza przez trzy samoloty i pięć śmigłowców - pisze Associated Press.
Zastępca burmistrza Rodos Thanasis Wirinis poinformował, że w tymczasowych centrach pomocy ulokowano od 4 do 5 tys. ewakuowanych osób. Mężczyzna poprosił o przekazywanie darów w postaci materacy i pościeli, by zapewnić lepsze warunki ludziom, którzy muszą spać w szkołach, klubach sportowych i centrach konferencyjnych.
Wirinis przekazał, że osobom ewakuowanym zapewniono posiłki i opiekę medyczną, a grecki resort spraw zagranicznych udzieli pomocy zagranicznym turystom, którzy chcą wylecieć z lotniska na Rodos.
Pożary na Rodos. Relacje polskich turystów
W związku z sytuacją zagrażającą życiu, wielu polskich turystów przebywających na Rodos musiało uciekać przed ogniem. Pani Małgorzata wraz z rodziną przyleciała na Rodos na początku ubiegłego tygodnia, gdy o pożarach jeszcze nikt nie mówił. - Jednak w czwartek i piątek już czuliśmy swąd i wszędzie pojawiał się popiół jak z ogniska, ale nikt wówczas jeszcze nie myślał o ewakuacji, zwłaszcza na tak wielką skalę - przyznała w rozmowie z tokfm.pl.
Pani Małgorzata dodała, że już w piątek, widać było pojawiające się kłęby dymu. W ten dzień dostała też alert o ewakuacji, jednak nikt z obsługi hotelu i biura podróży - tematu nie podjął. - Czekaliśmy na decyzję biura, które miało podstawić autokary. Widzieliśmy, że turyści z innych krajów byli ewakuowani, my czekaliśmy prawie do ostatniej chwili- dodała turystka.
Pani Małgorzata w rozmowie z nami przyznała, że noc z piątku na sobotę spędziła na dworze, próbując spać na leżaku, jednak w miejscu w miarę bezpiecznym od pożaru. Sobotę natomiast i noc z soboty na niedzielę spędziła w hali sportowej na obrzeżach wyspy.
Kobieta zdradziła nam, że zdążyła zabrać swoje rzeczy, jednak przyznała, że wiele osób uciekało przed pożarem prosto z plaży. - Nie mają swoich rzeczy, nie mają dokumentów, ubrań, nic - mówiła.
Kobieta wciąż nie wie kiedy będzie mogła wrócić do kraju, gdyż nie ma na ten moment żadnych konkretnych informacji. - Czekamy, pojawiają się sprzeczne informacje, a ogień wciąż się rozprzestrzenia - dodała zdenerwowana.
Na Rodos są też turyści, którzy nie zdążyli się rozpakować, bo od razu w dzień przylotu zostali ewakuowani.
"W piątek przed południem, kazano nam zebrać się w lobby hotelu Sunrise w kurorcie Pefkos. Spędziliśmy tam około dwóch godzin, po czym ewakuacja została odwołana i mogliśmy wrócić do swoich pokoi. Mówiono wtedy, że jest bezpiecznie, ponieważ zmienił się kierunek wiatru. Niestety, ten kierunek zmienił się znów wieczorem i ponownie zostaliśmy wezwani do lobby, gdzie przez jakieś dwie godziny czekaliśmy na autokary, cały czas patrząc na to, jak inni turyści byli już w tym czasie ewakuowani" - relacjonował dla tvn24.pl pan Grzegorz.
Mężczyzna przyznał, że ok. 200 osób zostało przewiezionych 3 autokarami o kilkadziesiąt kilometrów dalej. "Nie mieliśmy żadnych rzeczy, spaliśmy na podłodze, niektóry ściągali obrusy ze stołów, żeby się na nich położyć" - czytamy na tvn24.pl.
Natomiast Kinga, która przyleciała na Rodos w poprzedni poniedziałek, została ewakuowana z hotelu w sobotę. Kobieta trafiła do sali gimnastycznej jednej z greckich szkół. W rozmowie z nami Kinga przyznała, że wśród turystów panuje chaos organizacyjny, nikt nic nie wie i dodała, że jednocześnie wiele osób ma problemy zdrowotne. - Jest ponad 40 stopni, zanieczyszczone powietrze, ciężko się oddycha. Są osoby, które trudno znoszą taki klimat i zanieczyszczenie powietrza. Wymiotują, skarżą się na problemy jelitowe i z oddychaniem - mówiła kobieta.
Kinga jednak chwali Greków, którzy w odróżnieniu od rezydentów hotelu, w którym przebywała - pomagają ewakuowanym. - Przynoszą wodę i jedzenie. Robią, co mogą, żeby nam pomóc - podkreśliła w rozmowie kobieta.
Poczuliśmy ogromny smród spalonego drzewa
Inna turystka, z którą rozmawiała PAP, razem ze swoją rodziną na Rodos przyleciała w piątek, gdzie mieszkała w jednym z hoteli w Kiotari. Stamtąd na własną rękę ewakuowała się statkiem do położonego na północy wyspy miasta Rodos. Turystka opowiedziała o chaosie na wyspie i chęci jak najszybszego powrotu do Polski.
- W piątek po wyjściu z autokaru poczuliśmy ogromny smród spalonego drzewa, w powietrzu latał popiół, nie dało się normalnie oddychać, a nad morzem nie było żadnego życia. Wszyscy zasłaniali usta. Mówiono nam, że to chwilowe, a pożar jest ok. 60 km od nas. Jeszcze wczoraj pani rezydent zapewniała nas, że nie ma żadnych podstaw do obaw - przekazała Anna Pondo.
Turystka ewakuowała się z południa wyspy z rodziną po tym, gdy zauważyła chmurę pomarańczowego dymu. - Słońce stało się czerwone, wszyscy z hotelu wyszli razem z obsługą. Nie dostaliśmy żadnych informacji czy ostrzeżeń - przekazała.
Dodała, że ona i jej rodzina ewakuowała się statkiem. - To było coś strasznego. Statek starał się odpłynąć daleko od lądu ze względu na duszący dym. Nikt nas nie zaopatrzył w maseczki. Nie było widać żadnej straży pożarnej, służb - opowiedziała.
- Dzisiaj dowiedzieliśmy się, że wioska, w której mieszkaliśmy, praktycznie została spalona, w tym nasz hotel. W niektórych miejscach jest stopiony asfalt - mówiła. Dodała, że w czasie ewakuacji zabrała jedynie najpotrzebniejsze rzeczy.
- Koczujemy w hotelu Rodos Palace, nie mamy pokoi, ale dzięki uprzejmości menadżera śpimy na korytarzach, dostajemy posiłki i napoje. Nie możemy się doczekać szybkiej ewakuacji do Polski. Wpisaliśmy się na listę i o każdej porze dnia i nocy jesteśmy przygotowani na wyjazd - przekazała.
"Musieliśmy iść z walizkami wzdłuż południowych plaż"
- Wszystko wydarzyło się w ciągu 24 godzin, musieliśmy iść z walizkami wzdłuż południowych plaż, niektórzy zostali zabrani łodzią, inni autobusem. Zatrzymywaliśmy się w szkołach, ale w środku nocy wszyscy otrzymaliśmy na telefon ostrzeżenie o ewakuacji, po raz trzeci musieliśmy się przenosić - opowiadała Camille stacji BFM TV.
Samolot, którym miała odlecieć turystka, został odwołany i kobieta szukała możliwości ewakuacji na własną rękę, czekając na oficjalne komunikaty. Przeszła 7 km pieszo z bagażami w temperaturze około 40 stopni C, aby dostać się do autobusu.
To samo spotkało inną turystkę z Francji, Natalie. Kobieta opowiada, jak personel jej hotelu zaczął panikować, zanim usłyszał syreny alarmowe i został poproszony o ewakuację. Następnie turyści uciekali wzdłuż plaż z bagażami. - Musieliśmy się ewakuować, ratować życie - relacjonuje Natalie stacji TF1. Kobieta wraz z rodziną spędziła dwie noce na lotnisku i nadal czeka na lot do Francji.
- Najbardziej ucierpieli ludzie starsi, matki, małe dzieci, które z powodu upału były wyczerpane - opowiadają turyści.
- Mamy nadzieję, że za kilka dni ujrzymy światło dzienne, że całe to piekło się skończy, wciąż się martwimy - powiedziała stacji BFM TV mieszkanka Rodos Despina Kokkinu, która podziela złość mieszkańców na władze. Jej zdaniem nie potraktowały one pożarów poważnie na samym początku. Kobieta podkreśla solidarność mieszkańców, którzy pomagają starszym osobom w ewakuacji.
Rodos płonie od prawie tygodnia. Ewakuowano już ponad 30 tys. osób, co jest największą operacją ewakuacyjną, jaką kiedykolwiek przeprowadzono w Grecji.
Polacy przebywający na Rodos mogą dzwonić pod numer +30 693 655 4629 w celu uzyskania pomocy konsularnej.
Źródło: Tvn24.pl / rmf24.pl / money.pl
Posłuchaj: