W Izraelu ciągle gorąco. Wrogowie to wykorzystają? "Wojna byłaby teraz na rękę Netanjahu"
Szacuje się, że ponad 200 tys. Izraelczyków protestowało w sobotę w całym kraju przeciwko forsowanej przez rząd premiera Benjamina Netanjahu reformie sądownictwa. Jest to pierwszy weekend protestów od czasu przyjęcia przez parlament głosami koalicji rządzącej pierwszego z kontrowersyjnych aktów prawnych - poinformował portal Times od Israel. Jak poinformował kanał Channel 13, w Tel Awiwie zgromadziło się ponad 170 tysięcy Izraelczyków. Demonstranci zablokowali przebiegającą przez miasto autostradę, jednak zostali usunięci przez policję. Protesty odbywały się również w dziesiątkach innych miastach Izraela. W Jerozolimie manifestanci zgromadzili się przed siedzibą prezydenta. W Tel Awiwie pojazd staranował grupę protestujących, lekko raniąc jednego z demonstrantów.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Jak mówił w TOK FM Maciej Kozłowski, były ambasador Polski w Izraelu, protesty mają coraz gwałtowniejszy przebieg, bo władza je ignoruje. – Tak to właśnie jest, kiedy ludzie wychodzą pokojowo na ulice, a rząd sobie z tym nic nie robi – ocenił gość Przemysława Iwańczyka. Aczkolwiek, zdaniem dyplomaty, protesty to "broń obosieczna". - Z badań sprzed dwóch tygodni wynika, że 49 procent ankietowanych w Izraelu je popiera. 59 procent jest przeciw niszczeniu sądów. Ale już 76 procent badanych nie popiera blokowania ulic. Jeśli ktoś jedzie coś załatwić i napotyka blokadę, to raczej jest wkurzony na blokujących, niż na jakieś abstrakcyjne sprawy istnienia demokracji w Izraelu - podkreślał ekspert.
Jednak cała sytuacja wokół reformy sądownictwa w Izraelu odbija się krajowi coraz większą czkawką. Były szef Banku Izraela Jakob Frenkel, który przemawiał na głównym wiecu w Tel Awiwie, powiedział: 'gospodarka Izraela ucierpiała, szekel traci na wartości, inwestycje gwałtownie spadły, giełda chwieje się, a sektor zaawansowanych technologii otrzymał wielki cios'. A Kozłowski dodał, że już europejska prasa pisze o końcu demokracji w Izraelu. - Cały świat patrzy, jak Izrael stacza się w kierunku państwa autorytarnego. To o tyle niebezpieczne w tym przypadku, że doprowadziła do tego nie tylko prawica, ale jej jeszcze bardziej skrajne skrzydło. Nie można też zapominać o Zachodnim Brzegu i Autonomii Palestyńskiej. To jest sytuacja bardzo niebezpieczna dla regionu. Implozja Izraela może oznaczać kolejne ruchy tektoniczne - wskazywał gość TOK FM.
Iwańczyk dopytywał zatem, czy wrogowie państwa Izrael mogą wykorzystać wewnętrzne zamieszanie w kraju. - Oni są chyba mądrzejsi. Przywódca Hezbollahu Hasan Nasr Allah mówił dwa dni temu, że 'my nic nie będziemy robić, bo Izrael sam się rozpadnie'. Podobnie Hamas. Wrogowie Tel Awiwu zdają sobie sprawę, że nawet taka mała wojna byłaby teraz na rękę Netanjahu. Protesty w wojsku, który są teraz jego największym zmartwieniem, musiałyby zostać zawieszone. Natomiast zarówno Hamas, jak i Hezbollah, są sterowane z Teheranu. Jak widać, główny wróg Izraela Iran, nie myśli o żadnych ruchach, które skonsolidowałoby państwo. Konflikt o sądu to jest woda na ich polityczny młyn - podsumował Maciej Kozłowski.