Jak Putin rozegra atak Hamasu na Izrael? "Chce wbić klin we wsparcie dla Ukrainy"
W sobotę nad ranem Hamas zaskoczył Izrael zmasowanym atakiem z powietrza i ziemi. Ze Strefy Gazy wystrzelono według izraelskich źródeł około 3,5 tys. rakiet. Kilkudziesięciu bojowników Hamasu przedarło się z objętej blokadą Strefy Gazy do pobliskich miejscowości izraelskich, zabijając co najmniej 300 osób i porywając kilkudziesięciu obywateli Izraela.
Niektórzy komentatorzy wiążą Rosję ze sprawą ataku Hamasu na Izrael. Wskazują, że Władimir Putin jest w sojuszu z Iranem, a ten dozbraja Hamas. Jednak w ocenie dr Agnieszki Bryc, która była gościnią TOK FM, to nadmierne uproszczenie. - Sojusz Rosji z Iranem nie ma wymiaru strategicznego, ale taktyczny – na zasadzie "wróg mojego wroga jest moim przyjacielem". Oba kraje znajdują się w podobnej sytuacji, bo są państwami sankcjonowanymi, wykluczonymi i zbójeckimi. Jednak Rosja nie wywołała wojny między Hamasem a Izraelem. Nie ma tutaj inspiracji ze strony Kremla, jest tylko i wyłącznie czerpanie korzyści przez Rosję – mówiła ekspertka Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Rozmówczyni Anny Piekutowskiej wyjaśniała, że po ataku Hamasu na Izrael rosyjska dyplomacja dostała "fantastyczny argument" i będzie go wykorzystywała w prowadzonej przez siebie wojnie informacyjnej. - Wcześniej Siergiej Ławrow (szef dyplomacji Rosji – przyp. red.) na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ zarzucał zachodniej społeczności, że ukrainizuje debatę międzynarodową, czyli skupia uwagę na Kijowie. A przecież jest nierozwiązany konflikt izraelsko-palestyński i są inne liczne trudne konflikty, które zeszły na margines w obliczu – jak to określał - "kryzysu ukraińskiego". Teraz Ławrow będzie mógł pokazywać, w jaki sposób Rosja jest neutralna, zachowuje dystans i ma świetne relacje z Hamasem i Izraelem. Będzie mógł ich wzywać do rozwiązania konfliktu drogą pokojową. To oczywiście zapachnie wielką hipokryzją – podkreśliła.
Jak dodała, Ławrow będzie mógł również dalej umniejszać znaczenie wojny w Ukrainie. - Będzie mógł mówić: "Mieliśmy rację. Świat niepotrzebnie koncentruje się na nas, a tutaj dzieją się takie ważne i niebezpieczne sprawy dla sytuacji międzynarodowej. Więc wszelka uwaga powinna być skupiona nie na Ukrainie ani Rosji, tylko na Bliskim Wschodzie" - stwierdziła gościni TOK FM.
"Rosja chce wbić klin w wojskowe wsparcie dla Ukrainy"
Podobnego zdania są eksperci z amerykańskiego Instytutu Badań nad Wojną (ISW). W najnowszym raporcie zwracają uwagę, że władze rosyjskie nasiliły po sobotnich atakach Hamasu na Izrael kilka operacji informacyjnych. Mają osłabić wsparcie Zachodu dla Ukrainy i odwrócić uwagę od tego kraju.
Według ISW Kreml zarzuca Zachodowi lekceważenie konfliktów na Bliskim Wschodzie na rzecz wspierania Ukrainy i będzie się starał przedstawić poświęcanie uwagi Ukrainie jako zero-jedynkową alternatywę wobec Bliskiego Wschodu.
ISW podkreśla, że wiceszef rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew oświadczył, że USA i ich sojusznicy powinni zajmować się pracą nad rozwiązaniem konfliktu palestyńsko-izraelskiego zamiast "przeszkadzać" Rosji i dostarczać Ukrainie pomoc wojskową.
Znany rosyjski propagandzista Siergiej Mardan wprost oznajmił, że Rosja skorzysta na eskalacji sytuacji na Bliskim Wschodzie, bo świat "na chwilę przestanie myśleć o Ukrainie i ponownie zajmie się ugaszaniem wiecznego pożaru na Bliskim Wschodzie".
Taka narracja Kremla jest skierowana do społeczeństw Zachodu, by "wbić klin w wojskowe wsparcie dla Ukrainy, starać się zdemoralizować ukraińskie społeczeństwo twierdzeniami, że Ukraina straci wsparcie międzynarodowe. Kreml ma też spróbować przekonać rosyjskie audytorium krajowe, że społeczność międzynarodowa zapomni o wysiłku wojennym Ukrainy".
Dlaczego Hamas uderzył w Izrael? Na co liczy? Ekspert wskazuje dwa elementy