Konflikt izraelsko-palestyński przeniósł się na ulice Berlina. Kto na tym zyskuje?
Konflikt izraelsko-palestyński we wtorek wieczorem przeniósł się na ulice Berlina. Chodzi o protesty i demonstracje propalestyńskie, które odbyły się koło Bramy Brandenburskiej oraz przy Pomniku Pomordowanych Żydów Europy. Drzwi domów, w których mieszkają Izraelczycy, demonstranci oznaczyli gwiazdami Dawida, a we środę rano miała miejsce próba podpalenia synagogi za pomocą koktajli Mołotowa. Bilans ubiegłej nocy to 174 aresztowanych oraz 65 rannych policjantów.
Demonstracje antyizraelskie w Berlinie nastąpiły po doniesieniach o ostrzale szpitala w palestyńskiej Strefie Gazy i setkach zabitych. Oburzenie budzi także prawdopodobne używanie przez Izrael pocisków zawierających biały fosfor - silnie trującą substancję, zakazaną na mocy międzynarodowego prawa humanitarnego.
Zamieszki w Berlinie skupiły się głównie w dzielnicach Mitte i Neukoelln - choć nie w tych samych demonstracjach, to w tej samej sprawie protestowały tam zarówno osoby o korzeniach migracyjnych, jak i Niemcy o lewicowych poglądach oraz neofaszyści. Jak zauważyła w TOK FM dr Anna Kwiatkowska z Ośrodka Studiów Wschodnich, mamy tu do czynienia ze "szczególnym sojuszem".
- Największe demonstracje są organizowane przez Palestyńczyków mieszkających w Niemczech albo Arabów z obywatelstwem niemieckim, którzy popierają Palestyńczyków. Była też wielka demonstracja środowisk uniwersyteckich, młodych lewicujących, którzy śpiewali przed Ministerstwem Spraw Zagranicznych, by Niemcy opowiedziały się po stronie Palestyny, a nie agresora, czyli Izraela. Ludzie, którzy normalnie się zwalczają, teraz zawierają sojusz - tłumaczyła gościni "Połączenia".
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Na antyimigranckich nastrojach zyskuje AfD
Dr Anna Kwiatkowska wskazała, że demonstrującymi, którzy zachowywali się ubiegłej nocy najbardziej agresywnie, są osoby o migracyjnych korzeniach. - Nienawidzą Izraela i uważają, że powinien zniknąć z mapy. Nie utożsamiają się z Niemcami, w których żyją i to jest ogromny problem. Całe prawo i cały mindset niemieckiego społeczeństwa jest przez tych ludzi poddawany w wątpliwość, a przecież część z nich jest obywatelami Niemiec, więc problem jest gigantyczny - zwróciła uwagę ekspertka OSW w rozmowie z Jakubem Janiszewskim.
Tę sytuację odzwierciedla porażka Socjaldemokratycznej Partii Niemiec Olafa Scholza. SPD w połowie październik zanotowała druzgocące wyniki w wyborach landowych. Zyskała za to partia Alternatywa dla Niemiec (AfD), która dzięki swojemu programowi antyemigracyjnemu miała najlepszy wynik w historii wyborów w Hesji i Bawarii.
- Sytuacja migracyjna Niemiec jest zła - generuje mnóstwo problemów i to napędza poparcie dla AfD. AfD artykułuje takie obawy, z których inne partie zdają sobie sprawę, ale boją się je wypowiedzieć. Sytuacja w Niemczech jest zła, polaryzacja jest ogromna - skomentowała dr Anna Kwiatkowska w rozmowie w TOK FM.
Wizyta Bidena w Izraelu to dla USA 'katastrofa'. Kto jest teraz 'jedynym rozdającym'?