,
Obserwuj
Świat

"Grozi nam głód na niespotykaną skalę". Jak uniknąć katastrofy?

Agnieszka Lichnerowicz
7 min. czytania
10.12.2023 14:00
Wstrząs nas zaskoczy. Jesteśmy nieprzygotowani i zostaniemy powaleni - alarmował w TOK FM George Monbiot. Dziennikarz "Guardiana" ostrzegał przed wielkim krachem na rynku żywności. - Wielu ludzi zostanie odciętych od dostaw żywności. Jeśli nie naprawimy systemu bardzo szybko, grozi nam głód - mówił autor książki "Regenesis. Jak wyżywić świat nie pożerając planety" w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

George Monbiot: System jest rzeczywiście kruchy. Nie wiemy, kiedy może się załamać, ale są warunki, by do tego doszło. Globalny system żywnościowy nękają bowiem te same problemy, co światowy system finansowy w 2008 roku, przed wybuchem kryzysu. Ogólnie rzecz biorąc, chodzi o to, że system jest zdominowany przez niewielką liczbę dużych korporacji. Widać to szczególnie w takich obszarach jak globalny handel zbożem, którego 90 proc. jest w rękach zaledwie czterech korporacji. (...)

Oczywiście, mówi się o różnych problemach w systemie żywnościowym, ale nie o tym, że sam globalny system stał się kruchy z podobnych powodów, co system finansowy. Brak dyskusji politycznej jest najbardziej przerażający. Wstrząs nas zaskoczy. Jesteśmy nieprzygotowani i zostaniemy powaleni.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>


Prawdopodobnie stalibyśmy się świadkami kaskady porażek. W pierwszej kolejności można się spodziewać upadku jednej dużej firmy. Ale ponieważ korporacje są ze sobą zintegrowane i realizują te same strategie, tak jak banki w 2008 roku, to jeśli któraś upadnie, łatwo pociągnie kolejne. Następnie upadnie światowy system handlu i globalny system dostaw. A jeśli tak się stanie, wielu ludzi na świecie zostanie odciętych od dostaw żywności. Jeśli w sytuacji kryzysu nie naprawimy systemu bardzo szybko, potencjalnie grozi nam głód na niespotykaną skalę. Problem z systemowym upadkiem polega na tym, że bardzo trudno jest go szybko naprawić. Jeśli system się zawali, odbudowa może potrwać wiele lat. Nie da się wykluczyć, że już nigdy byśmy się nie podnieśli.

Jedną z pilnych spraw do zrobienia jest rozbicie dużych korporacji. Podobne zagrożenia występują w kilku sektorach, ale żaden nie jest tak ważny, jak produkcja żywności. Koncentracja wzrosła poprzez fuzje i przejęcia, głównie dlatego, że firmy integrowały się pionowo, aby kontrolować jak największą część łańcucha produkcji żywnościowego, od farmy do talerza. Byliśmy świadkami wielkiej konsolidacji własności ziemi, w szczególności konsolidacji władzy korporacji. To jest bardzo niebezpieczne, rządy muszą egzekwować silne ustawodawstwo antymonopolowe, aby rozbić duże korporacje.

Jednocześnie pilnie potrzebujemy zdywersyfikować system żywnościowy, tak byśmy mieli systemy zapasowe, różne sposoby produkcji żywności i różne sposoby jej dostarczania. Szczególnie potrzebne jest to krajom w dużym stopniu zależnym od importu. Kiedy Rosja najechała Ukrainę, bardzo szybko pojawiły się zakłócenia w dostawach żywności na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, które były niezwykle zależne od dostaw zbóż z Ukrainy i Rosji.

Sytuacja robi się jeszcze trudniejsza, gdy weźmiemy pod uwagę liczbę ludzi na świecie oraz kryzysy bioróżnorodności i klimatyczny. Rozbicie korporacji i uniezależnienie się od importu raczej nie rozwiążą tych problemów.

Rzeczywiście, ważne jest, aby rozróżnić te rzeczy. Bo to dwie odrębne kwestie, choć wpływają na siebie. System żywność jest z natury delikatny, może się załamać tylko z powodu problemów systemowych. Innymi słowy, największym zagrożeniem dla globalnego systemu żywnościowego jest jego konstrukcja i sposób działania.

Ale w ten wadliwie skonstruowany system uderzają też wstrząsy środowiskowe. Obecnie kilka głównych regionów produkujących żywność zmaga się ze skutkami susz, ale także powodzi; obserwujemy wysychanie rzek, (...) zmagamy się też ze skutkami huraganów, które stały się ostrzejsze z powodu globalnego ocieplenia. A do tego, mamy wyjałowienie gleby, o czym się zdecydowanie za mało mówi. (...) Tak jak kryzys na rynku kredytów mieszkaniowych w USA rozlał się na globalny system finansowy, tak teraz stosunkowo niewielkie zakłócenia mogą spowodować szok, który rozejdzie się po systemie, co ostatecznie może spowodować upadek systemu.

Szlaban na Kanale Panamskim i góry cukry w brazylijskich portach. Zmiany klimatu dają o sobie znać

A do tego jeszcze zabraknie gruntów. Jak rozumiem, to najbardziej przegapiony kryzys.

Mówimy o emisji gazów cieplarnianych, zanieczyszczeniu wody, powietrza. Wszystkie te rzeczy są bardzo ważne, ale jest coś, o czym nie mówimy, a mianowicie użytkowanie gruntów. Każdy hektar ziemi, którego używamy do celów wydobywczych, to hektar ziemi, którym nie można wspierać dzikich ekosystemów, a przetrwanie większości gatunków na świecie zależy właśnie od dzikich ekosystemów. (...) Jeśli stracimy lasy, tereny podmokłe, czy inne kluczowe dzikie ekosystemy, to może to spowodować załamanie środowiska na bardzo dużą skalę. A co jest największym zagrożeniem dla dzikich ekosystemów? System żywnościowy, i to tylko ze względu na potężną ilość powierzchni, którą zajmuje. (...) Ok. 38 proc. powierzchni lądów jest wykorzystywane do celów rolniczych. Tylko 12 proc. z tych powierzchni oddanych jest pod uprawę roślin. A z tego tylko na nieco ponad połowie uprawia się rośliny bezpośrednio dla ludzi. Podsumowując, około 6-7 proc. powierzchni lądowej świata jest przeznaczonych na uprawy bezpośrednio dla ludzi.

Co z resztą?

Pozostałe 5-6 proc. jest wykorzystywanych na uprawy roślin do karmienia zwierząt hodowlanych, które następnie karmią ludzi. (...) Co z pozostałymi 26 proc., które są przeznaczone na cele rolnicze? Cóż, wszystkie te lądy służą do wypasu zwierząt, które jedzą głównie trawę. (...) Ogromna ilość ziemi wykorzystywana jest do wyprodukowania niewielkiej ilości żywności.

Największy sprzeciw wywołuje jednak przemysłowa hodowla zwierząt.

I dobrze, że wywołuje sprzeciw. Pakowanie tysięcy świń i kurczaków do ogromnych fabryk i karmienie ich zbożem, powoduje, że nawóz wypływa na grunty i zanieczyszcza rzek. To okropny biznes. Jako nastolatek pracowałem przy intensywnej hodowli trzody chlewnej i było to okropne miejsce. Gdyby na tej farmie były psy, a nie świnie, to wszyscy zostalibyśmy aresztowani i wtrąceni do więzienia, ponieważ nie wolno tak traktować psów. Ale z jakiegoś powodu wolno nam tak traktować świnie. Jest jednak coś gorszego niż taka fabryka. To ekstensywna hodowla zwierząt, czyli wypasanie ich. Ma to potężny negatywny wpływ na środowisko.

Myślę, że to teza, która będzie trudna do zaakceptowania dla tych, którzy starają się jeść względnie etycznie, unikać hodowli przemysłowej.

Tak, to rzeczywiście coś, czego ludzie po prostu nie chcą słyszeć. To jest sprzeczne z opowieściami o rolnictwie, w których symbolem niewinności i czystości jest pasterz lub kowboj ze stadem bydła. To są bohaterowie naszej wyobraźni. A teraz przychodzę ja i stwierdzam, że to naprawdę zły sposób produkcji żywności. Ludzie naprawdę się wówczas denerwują, ale w dotychczasowy sposób nie da się długo jeść.

W USA sprawdzano, co by było, gdybyśmy jedli wypasane zwierzęta zamiast wołowiny z tuczarni. Okazało się, że zastąpienie wołowiny paszowej taką z wypasu, wymagałoby rozszerzenia powierzchni hodowli o 270 proc. Trzeba by wyciąć wszystkie lasy, osuszyć wszystkie tereny podmokłe, zburzyć wszystkie miasta. Musieliby przekopać wszystkie parki narodowe, a i tak dużo wołowiny musieliby importować z Brazylii.

Teraz pewnie słuchacze spodziewają się, że zacznie pan wzywać do przejścia na weganizm. Czemu Pan tego nie postuluje?

W pewnym sensie postuluję, ale też wiem, że wzywanie ludzie, by przeszli na fasolę i tofu po prostu nie działa. Sam jestem weganinem z powodu wpływu produkcji mięsa na środowisko, a byłem smakoszem mięsa, kochałem sery. Ale gdy zdobyłem wiedzę, to nie mogłem usprawiedliwić skutków tego rodzaju konsumpcji. Na szczęście interesuję się gotowaniem i potrafię przyrządzać różne ciekawe i smaczne dania wegańskie. Jednak to zajmuje dużo czasu no i trzeba mieć kuchnię, a wiele osób nawet nie ma kuchni. Potrzebujemy więc znacznie lepszych zamienników dla produktów pochodzenia zwierzęcego. Powinny być równie smaczne, równie łatwe do przyrządzenia i tańsze (...).

Najwięcej emocji budzą obietnice rozwiązań problemów dzięki nowym technologiom. Jak panu smakowały naleśniki wyprodukowane przez bakterie?

Naleśnik był wspaniały, zdumiewające jest, że smakował zupełnie jak naleśnik. Ludzie, którzy go dla mnie zrobili, nie zajmują się tylko robieniem naleśników. Ich praca może przynieść naprawdę rewolucję w naszej diecie, na skalę porównywalną do rozwoju rolnictwa 12 000 lat temu. Przez ten czas uprawialiśmy rośliny i zwierzęta, i osiągnęliśmy absolutne granice ich wydajności. Jeśli spojrzeć na to, co robimy z kurczakami, jesteśmy już poza granicami. Wiele współczesnych kurczaków nie jest w stanie utrzymać własnej wagi, gdy są już gotowe do bycia zabitymi, przewracają się do przodu. Ich nogi nie są w stanie utrzymać ciężaru. Przez 12 000 lat całkowicie ignorowaliśmy wszystkie inne królestwa życia, które mogłyby nas potencjalnie wyżywić. A najbardziej obiecujące ze wszystkich są mikroby. Istnieją miliony gatunków, a niektóre z nich są bardzo pożywne. Ponadto mikroby mogą wytwarzać znacznie lepsze substytuty produktów zwierzęcych niż rośliny.

To realny scenariusz?

Kluczową kwestią jest skalowanie, czy dana innowacja staje się tańsze w miarę skalowania. Istnieją różne technologie, które nie stają się tańsze w miarę ich skalowania. Myślę, że to ślepe zaułki, jednym z nich jest mięso in vitro. Myślę, że prace nad nim zmierzają donikąd, produkcja jest niezwykle skomplikowana. Jest mnóstwo powodów, dla których po prostu nie sądzę, że powstanie sensowne rozwiązanie. Produkcja drobnoustrojów oferuje ogromne korzyści skali, koszty mogą bardzo szybko spaść. Zasadniczo używasz technologii bardzo podobnych do tych, które są w browarach. Cały ten proces tak naprawdę jest wykorzystywany od około 40. lat w produkcji insuliny lub chymozyny do produkcji sera. Żaden technologiczny przełom nie jest konieczny.

Ale kontrolę nad taką produkcją będą miały korporacje. To one mają pieniądze, by inwestować w badania i będą chronić własność intelektualną. Czy to nie pogłębi problemów?

To realne niebezpieczeństwo. Świat produkcji nowej żywności mogą opanować te same struktury co stare technologie żywności, gdzie mamy ekstremalną koncentrację mocy. Większości badań, o których rozmawiamy, prowadzonych jest na uczelniach publicznych. Prywatne korporacje nie powinny mieć możliwości przejąć wyłącznej kontroli nad wynikami tych badań. Cała gospodarka zmaga się z tym, że przepisy antymonopolowe są zbyt słabe, więc korporacje stają się coraz potężniejsze. Prawa własności intelektualnej są zbyt silne, dzięki czemu korporacjom udało się zdobyć coraz większą kontrolę nad systemem żywnościowym i innymi aspektami naszego życia. Wszędzie potrzebujemy silniejszych przepisów antymonopolowych, a słabszych praw ochrony własności intelektualnej.