,
Obserwuj
Świat

Rosja miała "zaraz się wywalić", a wojna trwa. "Serka francuskiego nie będzie, ale Krym jest nasz"

3 min. czytania
25.02.2024 13:00
Gdy dwa lata temu wybuchła wojna Zachód był pewien, że rosyjska gospodarka ugnie się pod kolejnymi sankcjami. Ale nic takiego się nie stało. Sankcje, tysiące zabitych żołnierzy i wielkie ilości zniszczonego sprzętu wojskowego zapału Moskwy nie osłabiły. - Możemy mówić wręcz o optymizmie - tak w TOK FM o nastrojach w Rosji mówił Paweł Reszka.
|
|
fot. Kremlin.ru

24 lutego 2024 roku miną dwa lata od rosyjskiej agresji na Ukrainę. Jak szacują amerykańscy urzędnicy, jeszcze w 2023 roku łączna liczba ofiar śmiertelnych i rannych sięgnęła 500 tys. A na szybki koniec wojny wcale się nie zanosi.

Ukraina zmaga się - i będzie się zmagać - z koniecznością odbudowy zniszczonych miast, z kryzysem demograficznym oraz gospodarczym. Tymczasem Rosja z utratą swoich ludzi się nie liczy, a ekonomicznie - wbrew wcześniejszym prognozom o rychłym krachu i upadku, radzi sobie nieźle.

Jak z ironią komentował w TOK FM Zbigniew Parafianowicz, rosyjska gospodarka "upada często, ale tylko na trzecich stronach gazet". Bo - jak wskazał - Rosja wprawia się w radzeniu sobie z narzucanymi przez Zachód sankcjami już od 2014 roku, czyli od czasu aneksji Krymu. - Od tego momentu to myślenie o tym, jak ustawić gospodarkę jest myśleniem o uniezależnianiu jej od całego systemu sankcyjnego - mówił w "Poranku Radia TOK FM" dziennikarz "Dziennika Gazety Prawnej" i autor książek o Ukrainie.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Parafianowicz, żeby wyjaśnić, jak działa Rosja, wspominał swoją wizytę w 2017 roku na zaanektowanym Krymie. - Okazało się, że do tamtejszych portów wpływają statki pod fałszywymi banderami, które wywożą z Krymu towary. Duże koncerny energetyczne dowoziły tam na przykład turbinę do elektrowni gazowej, która miała zacząć działać na Krymie, by uniezależnić cały półwysep od energii, sprowadzanej z Ukrainy przed aneksją - wspominał w rozmowie z Janem Wróblem.

"Putonomika" nadal "dowozi wynik"

Jak ocenił dziennikarz, równie sprawnie działa rosyjski system finansowy. - Na Krymie działa cała masa bankierów, z którymi rozmawiałem o stworzeniu alternatywnego systemu, żeby móc korzystać z kart płatniczych i kredytowych. I tym samym omijać cały system międzynarodowych ograniczeń. Jak się głębiej poskrobie, to okazuje się, że na zapleczu tego takiego reżimu KGB-istowskiego, który wydaje się nie rozumieć ekonomii, są ludzie mentalnie poukładani jak ze świata Zachodu, doskonale znający się na ekonomii, władający zachodnimi językami. - Ludzi takich jak Elwira Nabiullina, czyli szefowa banku centralnego, którzy tę "putinomikę" ustawiają tak, że ona w warunkach sankcji wojennych ciągle dowozi wynik - tłumaczył Parafianowicz.

Paweł Reszka zwrócił uwagę na to, że Putin potrafił "wykorzystać moment" i nawiązać gospodarczą współpracę z krajami Azji i tzw. globalnego Południa. - Plus potrafił postawić troszeczkę na samowystarczalność, na przykład w dziedzinie rolnictwa. To też widać, że mu bardzo wychodzi - ocenił dziennikarz tygodnika "Polityka", który wydał niedawno książkę "Stolik z widokiem na Krem".

Jak czytać słowa Putina o ataku na Polskę? 'To było pierwsze, co wynotowałem z wywiadu Carlsona'

Nastroje w Rosji? "Musimy się trzymać. Serka francuskiego nie będzie, ale Krym nasz"

Jak mówił gość TOK FM, Rosjanom po wybuchu pełnoskalowej wojny towarzyszyły obawy o stan ich gospodarki. - Były badania, z których wynikało, że optymizm konsumencki tam nie istniał. Ludzie uciekali od rubla, były nawet ograniczenia w wymianie, musiano stosować bardzo brutalne metody, żeby to wszystko utrzymać w karbach - wspominał Reszka.

Ale trwało to tylko przez pewien czas. Teraz sytuacja jest diametralnie inna. - Możemy mówić wręcz o optymizmie. Ludzie nie odczuwają strachu. Plus mamy nadbudowę ideologiczną, która cały czas powtarza:

Mamy wojnę i to nie jest jakaś tam Ukraina, która w zasadzie nie istnieje, tylko z całym Zachodem. Musimy więc być razem, musimy się trzymać i jeszcze tego serka francuskiego nie będzie, ale jakoś to przeżyjemy - najważniejsze, że Krym nasz - Paweł Reszka

Rosja Putina się rozpadnie, ale najpierw pogrąży nas we krwi? 'Trzęsienie ziemi już trwa'