Nie chcą, ale muszą latać na Bliski Wschód. "Teraz będziemy bać się podwójnie"
Nawet jeśli przez kilka dni nie ma kolejnych informacji o zaostrzeniu konfliktu na Bliskim Wchodzie, liniom lotniczym brakuje personelu pokładowego na loty do Izraela. - Wiemy, co się dzieje za naszą wschodnią granicą: rejsy nie są planowane, bo jeden z uczestników wojny jest nieprzewidywalny. Dokładnie to samo ma miejsce na Bliskim Wschodzie. Przecież Hamas jest równie nieprzewidywalny co Putin. W jakimś sensie Izrael też. Po co mam się narażać na to, że nie wrócę? Zostanę zakładnikiem? Albo np. kilka godzin spędzę w schronie, bo nagle coś się zadzieje na lotnisku?! Na cholerę mi cały ten stres?! - pyta retorycznie w rozmowie z tokfm.pl Piotr Kościelny, wieloletni pracownik Wizz Air. Do Izraela latać nie zamierza. Nawet jeśli grożą mu za to surowe konsekwencje.
Władze firm znalazły jednak sposób, by stewardes i stewardów na pokładach samolotów im nie zabrakło. To system ostrzeżeń, który ma dyscyplinować pracowników. Sami zainteresowani mówią o nim krótko: przymus pracy. - Pierwsze ostrzeżenie oznacza brak podwyżki, możliwości awansu, a także szans na premię, która w wysokim sezonie może sięgnąć 75 proc. podstawy, czyli od 2 do nawet 3,5 tys. zł. Kara obowiązuje przez pół roku. Drugie ostrzeżenie to pozbawienie wszelkich dodatków na rok, a trzecie to już wilczy bilet - tłumaczy.
"Wymaga się od nas heroizmu, jakbyśmy byli wojskowymi"
Według siatki lotów w każdym tygodniu - i to tylko z Warszawy - Wizz Air ma pięć lotów do Tel Awiwu. Samoloty latają codziennie, z wyjątkiem poniedziałków i piątków. Rejs trwa z reguły ok. czterech godzin, na płycie izraelskiego lotniska samolot spędza ok. 40 min. Tyle czasu potrzeba, by jedni pasażerowie opuścili maszynę, a drudzy do niej wsiedli. Stawka dla personelu pokładowego za lot do Izraela waha się od ok. 100 do 320 zł brutto (za rejs w jedną stronę i w zależności od pozycji: juniora, zwykłego członka załogi lub szefa pokładu). - Niewiele, biorąc pod uwagę, że nie wiemy, co zastaniemy na miejscu i czy w ogóle będzie tam na tyle bezpiecznie, by posadzić samolot - ocenia Hubert Malicki, pracownik linii. Piotra Kościelnego najbardziej boli fakt, że Wizz Air wychodzi z założenia: Izrael to kierunek jak każdy inny. - Odmowa takiego rejsu równa się odmowie lotu do Londynu, Paryża czy np. Madrytu - żali się.
Pracownicy linii nie czują się bezpieczni na trasach do Izraela głównie dlatego, że trudno im w ogóle zaufać firmie. Nadal pamiętają sytuację na kilka godzin przed wybuchem wojny w Ukrainie. - Wizz Air cisnął do końca i przespał moment, kiedy zaczął się konflikt; podobnie zresztą jak i kilka innych linii lotniczych. Tego dnia personel pokładowy stawił się, jak co dzień, na odprawę. Potem naprędce organizowano ich ewakuację. Efekt był taki, że na miejscu zostały trzy samoloty, w tym jeden we Lwowie - opowiada Kamil Stolarek, pilot z ponad 30-letnim doświadczeniem.
Załoga otwarcie mówi też o tym, że brakuje im informacji. Listę pytań bez odpowiedzi wyliczają jak procedury bezpieczeństwa obowiązujące na pokładzie. Jak chroniony jest samolot w czasie lotu? A jak samo lotnisko? Czy starczy paliwa w przypadku nieprzewidzianych sytuacji? Co się dzieje w kokpicie przed wylotem? - Ze strony szefostwa to tylko jedna krótka informacja, dokładnie jeden mail pod hasłem: jest bezpiecznie. Nie możemy powiedzieć, dlaczego, ale jest bezpiecznie. Latamy - mówi Igor Pokojski, wieloletni pracownik linii lotniczych. Dodaje od razu, że do tej pory nie ma innych dodatkowych informacji. W tym, dlaczego można latać do Tel Awiwu, podczas gdy inne linie lotnicze, takie jak np. Lot czy Ryanair anulowały rejsy, kiedy tylko było podejrzenie, że mogłoby się tam cokolwiek wydarzyć. - Jaką tajną wiedzę może mieć Wizz Air, skoro to Ryanair jest największą niskokosztową linią w Europie?! - ironizuje Hubert Malicki. I deklaruje, że polega teraz tylko i wyłącznie na informacjach z mediów.
Inni widzą to podobnie. - Wymaga się od nas heroizmu, jakbyśmy byli wojskowymi. Wydaje się rozkazy, po czym wymaga bezwzględnego posłuszeństwa - mówią pracownicy załogi już na pokładach samolotów. Można tam także usłyszeć: "Pasażer ma wybór: może lecieć, albo i nie. Nas o zdanie nikt nie pyta". Albo "Przecież nawet polskie MSZ odradza podróże do Izraela, Iranu i Libanu. Tylko co z tego. Załogi muszą lam lecieć. Obowiązek służbowy".
'Strażnicy się zlecieli, afera na cały Watykan'. Do czego zdolny jest Polak na wakacjach?
"Po czwartym Tel Awiwie każdy jest antysemitą"
Problem w tym, że braki w personelu pokładowym bywają nieraz na tyle poważne, że część lotów na europejskich kierunkach jest nawet odwoływana. Byle tylko rejs do Tel Awiwu mógł się w ogóle odbyć. - Tylko w ostatnim czasie wypadły co najmniej dwa rejsy do Luton i jeden do Bergamo, także z powodu opóźnień i slotów. Personel pokładowy przerzucono na lot do Tel Awiwu - potwierdza Piotr Kościelny.
Najgorzej było na początku miesiąca, kiedy doszło do gwałtownego wzrostu napięcia pomiędzy Izraelem a wspieranym przez Iran, działającym z terytorium Libanu, Hezbollahem. A z każdym dniem konflikt tylko narastał. Najpierw terrorystyczny Hezbollah ostrzelał rakietami nadgraniczną miejscowość Madżdal Szams - zginęło 12 dzieci i nastolatków, bo pocisk trafił w boisko piłki nożnej. Potem w odwecie siły izraelskie dokonały w Bejrucie ataku na dowódcę operacyjnego militarnego skrzydła Hezbollahu, Fuada Szukra, który, jak oświadczyła armia, był "odpowiedzialny za śmierć dzieci w Madżdal Szams i zabicie licznych innych izraelskich cywilów". A na koniec dokonano kolejnego ataku w Teheranie, którego ofiarą padł szef terrorystycznej organizacji Hamas, Ismail Hanije, który z Kataru, gdzie mieszkał od wielu lat, udał się do stolicy Iranu na zaprzysiężenie nowego prezydenta.
Ostatecznie Wizz Air jako jeden z ostatnich, bo w sobotę 3 sierpnia, poinformował o odwołaniu lotów na Bliski Wschód - w krótkim komunikacie dostępnym wyłącznie w języku angielskim. Wcześniej, bo od piątku, rejsy do Izraela zawiesiły PLL LOT, z kolei od czwartku kilku innych przewoźników - m.in. linie Delta, United Airlines, Lufthansa, Austrian Airlines, Brussels Airlines i Air India. Po kilku dniach połączenia jednak przywrócono.
Dlatego bywa i tak, że teraz organizowane są w liniach lotniczych… łapanki. - Pilotów prosi się, by dzwonili po swoich kobietach, żonach, partnerkach i kochankach, które pracują na pokładzie, by te stawiły się na lot do Tel Awiwu - dopowiada Marek Kowalski.
Ci, którzy trafiają z dnia na dzień na rejs do Izraela mówią wprost: "Nie mogłem spać". "Całą noc oka nie zmrużyłem". A przecież, jak tłumaczy pracownik linii, wymaga się od nich przytomnego umysłu. - Odpowiadamy za bezpieczeństwo lotu w każdej sytuacji - niezależnie od tego, czy wojna jest czy jej nie ma - tłumaczy Marek Kowalski.
Inna rzecz, jak zauważa też personel pokładowy, że loty do Tel Awiwu same w sobie są bardzo stresujące i męczące. I nawet nie chodzi o rytuały i zasady wynikające z nakazów religii (np. zakaz siadania obok kobiet), ale o ciągły kontakt personel-pasażer. - Stale są jakieś pytania i ciągłe prośby, w tym np. o wodę. Choć wiadomo, że jesteśmy tanią linią i nie mamy darmowego serwisu. Bardzo często wybuchają afery, a sprawa staje na ostrzu noża. O co? A to że np., nad ich głową nie ma miejsca na bagaż. Pasażerowie na tej trasie są roszczeniowi, konfliktowi i problematyczni, a dodatkowo jeszcze często nie słuchają poleceń i nie lubią współpracować - opowiada Hubert Malicki. Jak podkreśla, zawsze są nerwy, napięcie i harmider, nad którym trudno czasem zapanować. - Obiegowe opinia mówi, że po czwartym Tel Awiwie każdy jest antysemitą. Taka jest też prawda - potwierdza Kamil Stolarek.
Nie mamy pańskiego miejsca i co nam pan zrobi? 'Prawo to jedno, a praktyka drugie'
"Świetnie, że potrafią przewidzieć, co zrobi Iran wraz z Hezbollahem"
Na ile sposobów można odmówić lotu do Tel Awiwu? Jak mówi Maciej Kurski kiedyś wystarczyło wysłać maila z informacją: "Boję się o swoje zdrowie i życie" albo np. "Z powodów osobistych, proszę o anulowanie mojego lotu". Dziś to za mało. Konieczne są: albo deklaracja odmowy lotu na dany dzień (ceną jest pierwsze ostrzeżenie), albo zwolnienie lekarskie, można usłyszeć konkretne rady w nieoficjalnych rozmowach. Zawsze znajdzie się wtedy ktoś, kto zapyta: "Ale dlaczego w ogóle mam zgłaszać L4? Przecież nie jestem chory. Mogę polecieć 40 innych kierunków - dłuższych, krótszych, z innej bazy, z tej bazy. Bez znaczenia".
Na zamkniętych forach pracownicy są bardziej wylewni. Niektórym puszczają nerwy. "To nie jest fair. Gdyby coś się stało, ciekawe, jak się wytłumaczą z tego, że dawali warningi za odmowę lotu do Tel Aviwu" - pyta jedna z osób. Inna z kolei podnosi: "Czy to problem rozwiąże? Teraz będziemy bać się podwójnie, konsekwencji i samego lotu". Podczas gdy jeszcze inna zauważa: "Taka mentalność. Oni totalnie nie znają naszych przepisów kodeksu prawa pracy (art. 210, prawo powstrzymania się od wykonania niebezpiecznej pracy), tylko bazują na swoich domniemaniach dotyczących bezpieczeństwa, gdzie inne linia zawiesiły lub odwołały loty… Świetnie, że potrafią przewidzieć, co zrobi Iran wraz z Hezbollahem". Na uwagę, że jeden pracowników podał ten artykuł jako argument w rozmowie z szefem, w odpowiedzi miał usłyszeć: "nie każę wam wejść w ogień, więc to nieuzasadnione". "W ogień nie, ale na linii ognia to co innego" - skomentował ktoś ironicznie na forum. A inny zapytał wprost: "A takimi sprawami nie zajmuje się PIP?".
Na zamkniętej grupie są także zdjęcia. Np. członka załogi przebranego w ważący kilka kilogramów specjalistyczny kombinezon bojowy. Obowiązkowo z noktowizorem i butlą tlenową. Podpis głosi: "Wizz uniform 2024" lub "albo lepiej safety demo".
Kiedyś wakacyjny hit, teraz pełny kit. 'Wszystko przez Polaków'
"To byłby precedens"
Jeśli zapytać pracowników, czego dokładnie potrzebują teraz najbardziej, wskazują na konkrety. - Firma powinna wyjść nam naprzeciw i zaproponować jakiekolwiek rozmowy. Mamy cały czas spotkania na Teamsie, ale żadne nie dotyczy Tel Awiwu. Czytaj: linia uważa, że wszystko w porządku, nie musi nam nic tłumaczyć, a jedyną opcją jest: "Lecisz, Koniec. Kropka" - podkreśla Marek Kowalski.
W jego ocenie, obowiązkowe powinno być też wsparcie, w tym psychologiczne i nie tylko na papierze. - Chodzi o to, by osoby, które naprawdę boją się telefonu: "Pakuj się, lecisz do Tel Awiwu", mogły pójść, porozmawiać, wyżalić się, podzielić obawami i by te zostały w jakiś sposób zniwelowane - tłumaczy, podkreślając, że cokolwiek by to nie było, i tak mogłoby być pozytywnie odebrane przez załogę.
W ocenie Huberta Malickiego, linia powinna więcej płacić za loty do Izraela lub przynajmniej zapytać, kto takie loty chce wykonywać, tak jest w niektórych liniach. Jak od razu dodaje, nie ma jednak złudzeń, że tak się stanie. - To byłby precedens. Po drugie: przyznanie się do tego, że faktycznie nie jest tam tak bezpiecznie, jak nas zapewniają. Po trzecie: natychmiast odezwaliby się inni, że loty na Maderę także są dla nich stresujące. W końcu jest tam jedno z najniebezpieczniejszych lotnisk na świecie, wybudowane na platformie na stromym zboczu, a wspierane jest przez 180 kolumn - mówi.
'Turystyka trzech 's'' ma się dobrze. Rekordowe upały i wielkie pożary turystów nie przestraszyły
"Ominę raz, ale za chwilę znów dostanę grafik"
Najczęściej jest tak, że pracownicy linii lotniczych zaciskają zęby i lecą albo ewentualnie próbują się zamienić. Choć nie zawsze jest to możliwe. - Podam przykład: koleżanka najpierw dostała Tel Awiw, bo została wywołana ze zmiany - to, że nie miała go wcześniej zaplanowanego, nie oznacza, że on się w grafiku nie pojawi. Nie zgodziła się, dostała pierwsze ostrzeżenie. Dosłownie na następny dzień wezwali ją z dyżuru, też Tel Awiw. Co miała zrobić? Poleciała, ze strachu przed zwolnieniem - opowiada Piotr Kościelny. Dlatego uważa, że linia lotnicza nie powinna uciekać się do straszenia utratą pracy. Ale, jak od razu dodaje, tak jest skuteczniej.
Kamil Stolarek rozumie to niezadowolenie, ale zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz. - Bezpieczeństwo na pierwszym miejscu, ale przecież podróże lotnicze to potężny biznes. Dlatego przewoźnikowi bardziej opłaca się np. ściągnięcie ludzi z dnia wolnego niż płacenie gigantycznego odszkodowanie za odwołany lot. Tym bardziej, że i ceny samych biletów do Tel Awiwu nie należą do najtańszych - mówi.
W jego ocenie loty do Izraela są jednak bezpieczne. - Przecież nie latają tam na głupa, byle tylko polecieć - mówi dosadnie. Jak tłumaczy, gdyby faktycznie istniało zagrożenie, firmy skasowałaby rejsy, a Izrael nikogo nie wpuściłby w swoją przestrzeń powietrzną. - Nie stać go, by cokolwiek się stało - to zbyt delikatna sytuacja, duża polityka. A poza tym obowiązują tam ostrzejsze procedury bezpieczeństwa - przed lotem, w trakcie i po nim. I tak np., żeby wlecieć w ich przestrzeń powietrzną, trzeba mieć zgodę wojskowych - wylicza. Podkreśla, że wie, co mówi, bo był tam podczas trzeciej intifady, kiedy do Izraela latały tylko Wizz Air, Lufthansa i ElAl. - Jak się zaczęło, to akurat kołowałem. Wstrzymali mnie, stałem 30 min., po czym dostałem zgodę na start. Jak po chwili wylatywaliśmy, miałem tyle paliwa, by móc tylko wystartować i dolecieć do Warszawy. Pamiętam, że powiedziałem wtedy do drugiego kapitana: "Stary nawet nie próbuj mnie zatrzymać, najwyżej w Larnace dotankujemy" - opowiada. Zastrzega, że gdyby coś się teraz zadziało w powietrzu, to zawsze ma większy zapas paliwa. - Poza tym jestem zaledwie 10 minut od Cypru - dopowiada.
Kamil Stolarek pytany wprost, czy jeśli trafi lot do Tel Awiwu, to poleci, odpowiada krótko. - Tak, bez wahania. Nawet żonę bym tam puścił. Kocham ją, żeby nie było - deklaruje.
Hubert Malicki także ostatecznie poleciałby do Tel Awiwu. Po ostatnich historiach, z zabójstwem szefa Hamasu, system komputerowy nie przydzielił mu jeszcze takiego lotu. Ostatni rejs miał tam trzy tygodnie temu. - Nie lubię tych lotów i najchętniej w ogóle bym zamknął ten kierunek, ale nie jestem aż tak zdeterminowany, żeby się zamieniać za wszelką cenę. Przecież ominę Tel Awiw raz, ale za chwilę znów będę go miał w grafiku.
- Ja? Do Izraela? Jeszcze mi życie miłe - to już Piotr Kościelny. Z kolei Marek Kowalski deklaruje: Prędzej sobie lewe L4 załatwię.Do czasu zamknięcia tego tekstu, nie dostaliśmy od Wizz Air odpowiedzi na przesłane pytania.
* imiona i nazwiska rozmówców zostały zmienione, na ich wyraźną prośbę
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>