Tajemnica decyzji Bidena ws. rakiet. Dlaczego akurat teraz? Ekspert wskazuje na Trumpa
Prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden zgodził się, żeby Ukraina wykorzystywała amerykańską broń do rażenia celów w głębi Rosji. Chodzi głównie o pociski ATACMS. - To artyleria rakietowa służąca do zwalczania celów na lądzie. W zależności od generacji ma zasięg od 160 do 300 kilometrów. Może przenosić nawet półtonową głowicę bojową, w tym z amunicją kasetową - wyjaśniał w tokfm.pl Mariusz Cielma, ekspert ds. wojskowości i redaktor naczelny 'Nowej Techniki Wojskowej'.
Marek Świerczyński, szef działu bezpieczeństwa i spraw międzynarodowych Polityki Insight, który w poniedziałek późnym popołudniem był gościem "Wywiadu Politycznego" w TOK FM, podkreślił, że mimo upływu już wielu godzin od ujawnienia tej informacji, nie odczekaliśmy się żadnego oficjalnego komunikatu ze strony amerykańskich władz.
Skąd zmiana frontu u Bidena? Raczej nie chodzi o siły z Korei Północnej
Pytany o powody podjęcia takiej decyzji akurat teraz, przyznał, że widzi kilka warstw. I co ciekawe, nie jest to raczej pojawienie się żołnierzy z Korei Północnej, którzy mieli pomóc Rosji w walce z siłami ukraińskimi w tzw. Obwodzie Kurskim. To ok. 1500 kilometrów kwadratowych, które zostały zajęte i wciąż są okupowane przez Ukraińców.
Marek Świerczyński przypomniał, że dotychczasowy brak zgody na użycie rakiet dalekiego zasięgu miał wynikać z obaw o eskalację konfliktu. - Szczerze mówiąc, nie potrafię sobie w tym momencie logicznie wytłumaczyć, dlaczego akurat przybycie oddziałów z Korei Północnej - niezależnie, w jakiej liczbie pojawili się akurat w Obwodzie Kurskim - miałoby redukować ryzyko eskalacji ze strony rosyjskiej. Więc tutaj mi się troszeczkę ta logika rozjeżdża - przyznał.
Trump przygotowuje 'kapitulację Ukrainy'? Tak twierdzi były prezydent Francji
Biden zgadza się na użycie ATACMS na cele w Rosji. Dlaczego?
Jego zdaniem znaczenie dla decyzji Joego Bidena miała m.in. symbolika. - Jutro (we wtorek) jest 19 listopada, czyli tysięczny dzień od początku tej wojny. Tę datę już odnotowujemy, opowiadamy o niej, próbujemy wokół niej kreślić rozmaite oceny i przewidywania. I sądzę, że też Joe Biden musiał spojrzeć w kalendarz - mówił gość Karoliny Lewickiej.
Drugą datą, o której wspomniał, jest 20 stycznia 2025 roku i koniec prezydentury Joego Bidena. - Być może ta decyzja to jeden z takich ostatnich akordów, które miałyby odbudować jego wizerunek jako tego pierwszego sojusznika Ukrainy, na którym to wizerunku, również przez przez to bardzo długie zwlekanie ze zgodą na użycie broni dalekiego zasięgu, powstało bardzo wiele rys - podnosił Świerczyński, dodając, że obecnie już sami Ukraińcy przestają postrzegać na Bidena z wielką przychylnością, a zaczynają patrzeć realistycznie.
Decyzja Bidena to game changer? Ekspert nie ma wątpliwości
Biden chce związać decyzją Trumpa?
Zagrożone jest również dziedzictwo Bidena jako "pierwszego sojusznika Ukrainy", ponieważ sytuacja frontowa jest dla Kijowa niekorzystna. - Rosja od wielu miesięcy posiada inicjatywę, ma przewagę. Ukraina cofa się w Donbasie i zaczyna się cofać również w Obwodzie Kurskim. Więc nawet jeżeli ta zgoda jest terytorialnie ograniczona, to może uchronić to dziedzictwo Bidena od perspektywy porażki - mówił gość TOK FM.
Jest jeszcze jeden istotny aspekt, na który zwracał uwagę. Decyzja prezydenta USA, którego kadencja dobiega końca, może niejako wiązać jego następcę. - Joe Biden usiłuje nałożyć pewnego rodzaju polityczne czy też propagandowe ograniczenia na przyszłą prezydenturę Donalda Trumpa. Jeżeli on wydał taką zgodę i te uderzenia rzeczywiście się zaczną i rzeczywiście dadzą Ukrainie pewnego rodzaju oddech, pewnego rodzaju przewagę, być może na pewien czas jakiś impet, to chyba trudniej będzie w tym momencie Donaldowi Trumpowi to wsparcie zredukować - wskazywał Marek Świerczyński. Podkreślał przy tym, że Trump opowiada się za ograniczeniem wsparcia militarnego dla Ukrainy ze strony USA.