Wojna w Ukrainie oczami Polaka. "Wejście Rosjan oznacza zawsze początek terroru"
- Damian Duda wspiera Ukraińców na froncie. Polski medyk pola walki relacjonował w TOK FM, jak wygląda obecnie sytuacja.
- Jak mówił, Ukraina cały czas cierpi na brak żołnierzy i wyczerpanie walczących. Mimo tego walczą, bo wiedzą, że kiedy Rosjanie wchodzą do miast i wiosek, to "zaczyna się terror".
- Fundacja "W międzyczasie" to około 40 medyków pola walki, którzy wolontariacko wyjeżdżają na front na miesięczne tury, by tam ratować ludzkie życia.
Damian Duda, choć przed laty zdecydował, że przestanie jeździć na wojnę, pomaga na ukraińskim froncie. Decyzję podjął po tym, jak 24 grudnia 2022 roku Rosja rozpoczęła pełnoskalową inwazję. - Rosjanie idą pomału do przodu. Nie są to działania błyskawicznych szturmów, działań, które dałyby im bezwzględnie impet i zwycięstwo. Natomiast małymi kroczkami powoli wypychają ukraińskich obrońców w głąb Ukrainy, co jest zjawiskiem bardzo mocno niepokojącym - relacjonował w TOK FM założyciel Fundacji "W międzyczasie", były szef Wydziału Polityki Informacyjnej Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.
Wojna widziana z okopów. "Wszystko to, co może przylecieć z nieba"
Damian Duda jest na froncie, w okopach spędził też ostatnie święta. - Dla nas poza tym, że zjedliśmy barszcz z kartonu i posłuchaliśmy kolęd, nie różniły się one niczym innym od pozostałych dni, kiedy po prostu walczymy o życie ukraińskich żołnierzy. Mieliśmy rannych, po których musieliśmy wyjeżdżać niemalże kilkaset metrów od Rosjan, mieliśmy zabitych - wspominał w programie "Światodpogląd". Dodał, nie wszyscy z żołnierzy, których mają pod opieką, "dożyli do Nowego Roku".
Medycy są tak samo narażeni na ostrzał, jak żołnierze. - Przy pewnych kalibrach artylerii żaden strop, żadna ziemianka nie będzie w stanie wytrzymać bezpośredniego trafienia. Więc wypoczywamy, regenerujemy się na tyle, by w sytuacji, kiedy będzie taka potrzeba, móc błyskawicznie zareagować i żołnierza wywieźć ze strefy walk - tłumaczył.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Najgroźniejsze z ich perspektywy jest "wszystko to, co może przylecieć z nieba", czyli drony i artyleria. - O ile artyleria może być mniej bądź bardziej celna, to drony są problemem. Bo taki dron do momentu, dopóki nie zostanie zagłuszony, jest w kontakcie z operatorem, który może go korygować do momentu, dopóki nie trafi w cel - tłumaczył Duda.
- Rosjanie, to bardzo mądry przeciwnik. Zbierają informację, wiedzą bardzo dobrze, mniej więcej, którędy się poruszamy. Wiedzą, że najprawdopodobniej po ostrzale artyleryjskim będą wysuwane wozy ewakuacji medycznej po poszkodowanych - opowiadał. Rosjanom przybywa informacji, z których potrafią wyciągać wnioski, więc z każdym miesiącem wojska ukraińskie mają do czynienia "z jeszcze większym śmiertelnym zagrożeniem".
Czy wojna skończy się w 2025 roku? 'Krew będzie się lała rzeką'
Na wojnę patrzy z bliska. Gdzie wchodzili Rosjanie "zaczynały się mordy, wywózki, przesłuchania"
Gość TOK FM przyznał, że Ukraina ma problemy z żołnierzami. - Jednostki są niepełne. Zdarza się, że bataliony mają tyle zdolności bojowych, co dobrze rozwinięta kompania albo rozwinięta kompania ma tyle zdolności bojowych co pluton. Więc spadamy o poprzeczkę niżej - opisywał, dodając, że nakłada się na to wyeksploatowanie fizyczne i psychiczne żołnierzy. - My tutaj mamy do czynienia z chłodem i błotem. Nie ma to nic wspólnego z tym, co nasza armia zna z poligonów, czy nawet z Iraku, czy Afganistanu. Tutaj żołnierze muszą naprawdę bardzo mocno wychodzić ze strefy komfortu, by walczyć, funkcjonować, w ogóle żyć - mówił Duda.
Dlatego - jak podkreślił rozmówca Agnieszki Lichnerowicz - morale nie jest "za wysokie". - Ale ono zatrzymuje się cały czas na tym mianowniku, którym jest świadomość Ukraińców, że gdzie nie zatrzymają Rosjan, tam oni wejdą razem ze swoją metodyką działania - stwierdził. Mowa o stosowanej przez Rosjan metodzie spalonej ziemi, mordach i opróżnianiu ukraińskiej ziemi, "by tereny można było zasiedlić swoimi ludźmi". Rosjanie bowiem wciąż pamiętają, jak na początku wojny przemieszczali się w stronę Kijowa i wszyscy byli ich wrogami, wszystko "w jakiś sposób próbowało ich zwalczać" - Więc tam, gdzie wchodzili Rosjanie, zaczynały się mordy, wywózki, przesłuchania - przypominał, dodając, że "wejście Rosjan oznacza zawsze początek terroru".
Krócej to by była turystyka wojenna
Damian Duda po raz pierwszy jako medyk pola walki pojawił się na Ukrainie w 2014 roku. - Z chwilą, kiedy wybuchła pełnoskalowa inwazja założyliśmy fundację i na chwilę obecną mam około 40 medyków pola walki. Część z nich ma wykształcenie medyczne, część nie ma, ale ma kursy paramedyczne uzupełnione o nasze doświadczenie i treningi - wyjaśniał. Wyjeżdżają na front na miesięczne zmiany. - Krócej niż miesiąc to byłaby turystyka wojenna. Tutaj trzeba poznać sprzęt, teren, ludzi, dobrze zaplanować operację ewakuacji - tłumaczył, dodając, że z kolei dłuższy wyjazd, więcej niż miesiąc w takich warunkach "za bardzo obciąża organizm i psychikę".
'Z 40 jeńców Rosjanie wykastrowali ponad połowę'. Polscy ratownicy idą w ogień Putina
Gość TOK FM podkreślił przy tym, że Polacy to wszystko robią całkowicie za darmo w ramach wolontariatu. - Nikt z nas nie bierze pieniędzy ani od strony ukraińskiej, ani z fundacji. To jest działanie całkowicie wolontariackie, skalkulowane na ratowanie życia ludzkiego. Natomiast środki, które fundacja zbierze, w całości pokrywają koszty działań ratowniczych i funkcjonowania medyków na polu walki - mówił założyciel Fundacji "W międzyczasie" - Damian Duda.