,
Obserwuj
Świat

O krok od wielkiej katastrofy na Bałtyku. UE zajmie się rosyjską flotą cieni?

Alert24.pl
4 min. czytania
14.01.2025 10:52
Rosyjska flota cieni to bardzo poważne zagrożenie na Bałtyku. Niepokojące informacje słyszymy co kilka dni. Dlaczego UE nie zamknie Bałtyku dla Rosji? - Precyzyjne uderzenie we flotę cieni jest dość skomplikowane i wymaga bardzo dużej wiedzy wywiadowczej o konkretnych jednostkach - wyjaśnił w TOK FM Jakub Wiech.
|
|
fot. Alexander Zemlianichenko / AP Photo

 

  • Na Bałtyku doszło do kolejnego incydentu z flotą cieni;
  • Premier Donald Tusk na szczycie krajów bałtyckich NATO ma rozmawiać o wzmocnieniu bezpieczeństwa na Bałtyku.
  • Zdaniem Jakuba Wiecha, znaczącym krokiem jest czarna lista rosyjskich statków, sporządzona przez USA. - Wreszcie doczekaliśmy się poważnego uderzenia - ocenił.
  • UE zamknie teraz Bałtyk dla floty cieni? Zdaniem redaktora naczelnego portalu Energetyka24, to scenariusz mało prawdopodobny.

 

Premier Donald Tusk podkreślił we wtorek, że bezpieczeństwo na Bałtyku musi być wzmocnione. - Zaproponowaliśmy formę patrolowania przy użyciu jednostek NATO-wskich i narodowych - mówił jeszcze przed wylotem do Helsinek na szczyt krajów bałtyckich NATO. Tymczasem niemieckie służby ratownicze zakończyły operację zabezpieczania blisko 20-letniego tankowca Eventin, na którym znajduje się ładunek niemal 100 tys. ton ropy. Jednostka w nocy z czwartku na piątek na skutek awarii systemu zasilania stracił zdolność manewrowania i dryfował na Bałtyku w pobliżu wyspy Rugia. Jak poinformowała agencja dpa, nie ma zagrożenia dla środowiska naturalnego z powodu ewentualnego wycieku ropy, sytuacja jest ustabilizowana.

Jak zwrócił uwagę w TOK FM Jakub Wiech, to kolejny incydent z udziałem rosyjskich tankowców. I choć ryzyka udało się uniknąć, to rosyjskie tankowce już wcześniej doprowadziły do katastrofy naturalnej. - W grudniu ubiegłego roku w Cieślinie Kerczeńskiej aż dwa statki wiozące rosyjską ropę miały awarię. Nadal trwa usuwanie jej skutków, cały czas zwalczany jest wyciek substancji, które te jednostki przewoziły - dodał redaktor naczelny portalu Energetyka24.

Według rozmówcy Jana Wróbla także w przypadku tankowca Eventin niebezpieczeństwo było realne. - Gdyby służby nie mogły zareagować, a akcja by się nie powiodła, ryzykowalibyśmy, że statek wejdzie na mieliznę, osiądzie na skałach, a tam mogło dojść do rozszczelnienia jego ładowni. Sytuacja mogłaby być porównywalna z tym, co się wydarzyło np. na Alasce, kiedy katastrofę miał statek Exxon Valdez - dopowiedział, podkreślając, że "ryzyko było poważne". Przypomnijmy, że w wyniku katastrofy z udziałem tankowca Exxon Valdez doszło do skażenia ok. 1900 km linii brzegowej Alaski.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >

- A Polska ma takie służby, które potrafiłyby zareagować, gdyby np. do Helu zbliżał się przechylający się statek z ropą? - pytał dziennikarz.

- Nasze służby mają holowniki, więc byłyby w stanie zająć się takim statkiem. Natomiast pytanie, jak szybko by to zrobiły - powiedział Wiech.

"Prawo międzynarodowe to tylko ciekawostka"

W ocenie gościa "Poranka Radia TOK FM" incydent z rosyjskim tankowcem pokazał przede wszystkim, że uderzenie w Rosję sankcjami "wcale nie jest takie proste". - Spotkałem się nawet z komentarzem, że w ogóle prawo międzynarodowe to tylko ciekawostka prawnicza, o której się uczy na uniwersytetach w Europie. Realnie nie przekłada ono się na żadne wiążące decyzje - mówił Jakub Wiech.

Dodał, że widzi niekonsekwencje i luki w obostrzeniach nakładanych na Federację Rosyjską. Jako przykład wskazał niewprowadzenie przez Unię Europejską sankcji na rosyjski gaz. - Teoretycznie, gdyby na przykład Rosjanie powiedzieli, że chcą wznowić przesył dla klientów w Europie Zachodniej, to ze strony europejskiej nie mieliby żadnego prawnego problemu. Sankcje na gazociąg jamalski, biegnący m.in. przez Polskę, nałożyli przecież sami Rosjanie - podkreślił.

Inna rzecz, jak mówił, że uderzenie w Rosję jest samo w sobie trudne. Bo tankowce nie pływają pod rosyjską banderą, a używają flag państw, które oferują niskokosztowe usługi w zakresie "świadczenia przynależności państwowej danych jednostek pływających". - Stąd precyzyjne uderzenie we flotę cieni jest dość skomplikowane i wymaga zazwyczaj bardzo dużej wiedzy wywiadowczej o konkretnych jednostkach pływające na zlecenie Rosjan - zaznaczył.

Rosja szykuje nową akcję na Bałtyku? 'O tym się już wprost pisze'

USA ma czarną listę rosyjskich statków. A co z UE?

Jakie mogłoby być zatem inne możliwe rozwiązanie? Jakub Wiech ocenił, że dużo na tym polu zrobili już Amerykanie. Prezydent USA Joe Biden z urzędu wprowadził listę sankcyjną, która zawiera 183 statki. Z czego większość to tankowce kursujące po Bałtyku na takiej samej zasadzie jak Eventin. - To może w Rosji wywołać bardzo duży problem, bo tylko w ubiegłym roku jednostki obłożone amerykańskimi sankcjami odpowiadały za 40 proc. rosyjskiego eksportu ropy naftowej realizowanego drogą morską. Wreszcie doczekaliśmy się poważnego uderzenia - ocenił.

Inna rzecz, jak dodał, że teraz ruch jest po stronie UE, która - jak zapewnił - mogłoby zamknąć Bałtyk dla tego rodzaju jednostek. Ale jest inny problem. Bo Europa "jest niepomiernie bardziej uzależniona od importu surowców energetycznych niż Stany Zjednoczone". - Musi importować 90 proc. gazu, który konsumuje i bardzo dużo ropy. A to powoduje, że jesteśmy znacznie bardziej wrażliwi na wahania światowych cen tych surowców - wyjaśnił redaktor naczelny portalu Energetyka24.