,
Obserwuj
Świat

"Trump to rosyjski agent". Masowe protesty przeciwko prezydentowi USA

PAP
3 min. czytania
06.04.2025 09:59
W sobotniej demonstracji przeciwko Donaldowi Trumpowi w Waszyngtonie mogło wziąć ok 100 tys. osób - podał "Washington Post", powołując się na szacunki organizatorów. Protesty odbyły się też we wszystkich 50 stanach i przyciągnęły również dotychczas bierne politycznie osoby.
|
|
fot. Andrea Renault/STAR MAX/IPx / 6Andrea Renault/STAR MAX/IPx/Associated Press/East News
  • We wszystkich 50 stanach odbyły się protesty przeciwko polityce Donalda Trumpa;
  • Przyciągnęły również dotychczas bierne politycznie osoby;
  • W demonstracji przeciwko Donaldowi Trumpowi w Waszyngtonie mogło wziąć ok 100 tys. osób - podał 'Washington Post', powołując się na szacunki organizatorów.

Według "Washington Post", organizatorzy protestu w amerykańskiej stolicy początkowo spodziewali się 10 tys. uczestników. Jeszcze w piątek podwoili swoje oczekiwania, lecz w sobotnie popołudnie liczbę przybyłych ocenili na 100 tys. Tłum zajmował znaczną część parku National Mall pod pomnikiem Waszyngtona.

"Donald Trump to rosyjski agent"

 

Zarówno zgromadzeni jak i mówcy protestowali przeciwko licznym działaniom administracji Trumpa, od masowych zwolnień w sektorze publicznym i działalności Elona Muska, przez postawę prezydenta wobec Ukrainy, nakładane przez niego cła, po podważanie praworządności.

Wśród haseł na transparentach były m.in. "Donald Trump to rosyjski agent", "Oni jedzą demokratyczne kontrole i równowagi" (to nawiązanie do twierdzeń Trumpa o imigrantach jedzących koty i psy - PAP), czy "Zatrąb, jeśli nigdy nie wysyłałeś planów wojennych SMS-em". "Mój dziadek zabijał nazistów" - głosił napis na czerwonej czapce imitującej czapki zwolenników prezydenta.

Najbardziej znanym mówcą, który zabrał głos na waszyngtońskiej demonstracji był kongresmen Demokratów Jamie Raskin.

- Nasi ojcowie założyciele napisali konstytucję, która nie zaczynała się od "My, dyktatorzy". (...) Żadna moralna osoba nie chce niszczącego gospodarkę dyktatora, który zna cenę wszystkiego, lecz nie zna żadnych wartości - mówił.

Trump 'rzucił wyzwanie światu'. 'Ale to Amerykanom będzie się żyło trudniej'

"Ręce precz"

 

Protest w Waszyngtonie był jednym z największych z ponad tysiąca demonstracji pod hasłem "Hands off" ("Ręce precz"), jakie w sobotę odbyły się w całym kraju, we wszystkich 50 stanach. Inne duże zgromadzenia odbyły się m.in. w Nowym Jorku, Bostonie czy Minneapolis.

Demonstracje były największą dotychczasową publiczną mobilizacją przeciwników nowej administracji od ponownego objęcia władzy przez Donalda Trumpa. Inicjatywa, organizowana przez ponad 150 grup w całym kraju, przyciągnęła część ludzi, którzy dotychczas nie angażowali się w politykę.

- Nigdy wcześniej nie byłam na proteście, ale dziś przyszłam, bo to, co się dzieje przekracza wszelkie pojęcie. Każdego dnia słyszymy o nowych nadużyciach, idiotyzmach i chorych rzeczach, które oni wyczyniają. Czuję się wobec tego bezsilna, więc to była jakby moja reakcja przeciw tej całej głupocie - powiedziała Rekha, lekarka z McLean pod Waszyngtonem. Jak dodała, sama doświadczyła destrukcyjnych jej zdaniem zmian w administracji, w tym w obszarze zdrowia. - W FDA (Agencji ds. Żywności i Leków-PAP) panuje chaos, zwolnili mnóstwo ludzi, a reszta boi się o swój los - opisuje.

W podobnym tonie wypowiadał się Eric, pracownik firmy ubezpieczeniowej z Phoenix.

- Na protest wybrała się nawet moja mama, ucieleśnienie biernych politycznych frustracji, która nigdy nie angażowała się w politykę poza głosowaniem, a teraz nawet przygotowała własny transparent. Jestem w szoku, bo wcześniej wybrała się nawet na townhall (spotkanie z wyborcami) z naszym kongresmenem - powiedział rozmówca PAP. - Jeśli moja mama robi takie rzeczy, to znaczy, że Trump obudził siły polityczne, które jego i Partię Republikańską będą sporo kosztować - dodał.