Zmasowany rosyjski atak na Kijów. "Moskwa dąży do przedłużania wojny"
"Obecnie w Kijowie neutralizowane są części rosyjskich rakiet i dronów. W miejscach trafień i tam, gdzie spadły odłamki, trwają operacje i działają służby ratunkowe. W nocy w mieście doszło do wielu pożarów i eksplozji. Ponownie uszkodzone zostały budynki mieszkalne, samochody i firmy. Niestety, są też ranni" - napisał na portalach społecznościowych.
Szef państwa poinformował, że w nocy z piątku na sobotę Ukraina broniła się przed atakiem, w którym Rosjanie użyli 250 dronów oraz 14 rakiet balistycznych. Ucierpiały obwody: odeski, winnicki, sumski, charkowski, doniecki, kijowski i dniepropietrowski. "Wszędzie tam celem byli cywile. Są ofiary śmiertelne. Składam kondolencje rodzinom i przyjaciołom" - podkreślił.
Najwińksza wymiana jeńców w historii tej wojny. 'To wyraźny sygnał w kierunku USA'
Władze poinformowały, że w Kijowie w wyniku ataków rannych zostało co najmniej 14 osób. Trzy osoby zginęły, a sześć zostało rannych po uderzeniu dwiema rakietami balistycznymi w port morski w Odessie na południu Ukrainy.
Zełenski uznał, że każdy taki ostrzał pokazuje, że to Moskwa, a nie Kijów, dąży do przedłużenia wojny.
"Ukraina wielokrotnie proponowała zawieszenie broni (…) Wszystko to zostało zignorowane. Oczywiście musimy wywrzeć znacznie większą presję na Rosję, aby uzyskać wynik i rozpocząć prawdziwą dyplomację. Czekamy na sankcje ze strony USA, Europy i wszystkich naszych partnerów. Tylko dodatkowe sankcje wobec kluczowych sektorów rosyjskiej gospodarki zmuszą Moskwę do wstrzymania ognia. Jestem wdzięczny każdemu, kto nam pomaga i nas wspiera" - napisał ukraiński prezydent.