,
Obserwuj
Świat

"Czegoś takiego w Budapeszcie nie było od dawna". Co zrobi Viktor Orban?

Anna Siek
3 min. czytania
29.06.2025 12:10
To jest klęska Fideszu - tak o sukcesie budapesztańskiej Parady Równości mówił w TOK FM Jerzy Celichowski. W sobotnim marszu wzięło udział nawet 200 tys. osób, choć zgodnie z prawem demonstracje w stylu parad równości są zakazane.
|
|
fot. Źródło: Rudolf Karancsi / AP Photo/ East News
  • Około 200 tys. uczestników miała sobotnia Parada Równości w Budapeszcie. Wielu uczestników marszu wyszło na ulicę, by pokazać nie tylko wsparcie dla osób LGBT, ale sprzeciw wobec polityki Viktora Orbana;
  • Za udział w tego typu zgromadzeniach grozi nawet więzienie;
  • "Czegoś takiego w Budapeszcie od dawna nie było. Sukces jest spektakularny" - komentował w TOK FM Jerzy Celichowski.

Groźby i zakaz niewiele dały. Nawet 200 tys. osób w sobotę przeszło w paradzie Budapest Pride. Uczestnicy nieśli nie tylko tęczowe flagi, ale także transparenty potępiające premiera Węgier Viktora Orbana. Przypomnijmy, że w marcu węgierski parlament przyjął nowelizację ustawy o zgromadzeniach, która de facto zdelegalizowała manifestacje w rodzaju parad równości. Przepisy pozwalają nakładać grzywny na organizatorów wydarzeń i zabrania "przedstawiania lub promowania" homoseksualizmu wśród osób poniżej 18. roku życia. Zgodnie z zapisani nowelizacji ustawy o zgromadzeniach uczestnikom "nielegalnego" wiecu, marszu grożą grzywny, a nawet kary więzienia.

Sobotni marsz odbył się dzięki opozycyjnemu burmistrzowi Budapesztu. Gergely Karacsony ogłosił, że budapesztańska Parada Równości to impreza samorządowa. A takich zgromadzeń nowe przepisy nie dotyczą. Polityk wziął udział w zakazanym przez policję zgromadzeniu, a odnosząc się wcześniej do ewentualnej kary, powiedział, że "zwiększyłaby ona jedynie jego popularność".

Tego jeszcze w Budapeszcie nie było. Nie tylko Orban ma problem

Jak mówił w niedzielnym "Poranku TOK FM" Jerzy Celichowski, sobotnią manifestację można zaliczyć do pięciu największych demonstracji, jakie odbyły się w stolicy Węgier w ciągu ostatnich 30 lat. - Czegoś takiego w Budapeszcie od dawna nie było. 200 000 ludzi na demonstracji o tematyce, która była przedmiotem propagandy (partii Viktora Orbana), która miała zniechęcić ludzi do właśnie grupy osób LGBT, to jest klęska Fidesu - ocenił autor bloga "Jeż Węgierski".

Rozmówca Piotra Jaśkowiaka przypomniał, że przed rokiem w Paradzie Równości w Budapeszcie uczestniczyło 30 tys. osób. - Sukces jest więc spektakularny - podkreślił.

Jak zareaguje Orban? - Nawet nie bardzo jestem w stanie sobie wyobrazić, co on może zrobić - przyznał gość TOK FM.

Co ciekawe, sukces sobotniej manifestacji to także temat dla największej opozycyjnej partii Węgier. Partii Szacunku i Wolności (TISZA), którą kieruje Péter Magyar, dystansowała się od wydarzenia. Jak przypomniał Celichowski, partia uznała, że zaangażowanie w Budapest Pride będzie prezentem dla Orbana, który będzie mógł to ugrupowanie "skleić" ze swoją propagandą skierowaną przeciwko osobom LGBT.

- Sądzę, że teraz TISZA musi to przemyśleć, bo okazało się, że bardzo dużo ludzi uznało, że solidarność z grupą LGBT jest wyrazem przywiązania do wolności. Wielu ludzi ma do myślenia po tej demonstracji, a co zrobią, to się okaże - komentował.

Co zrobi Orban? 

Sukces sobotniej manifestacji to kolejny już problem Orbana, który od lat niezagrożony rządzi Węgrami. Od pewnego czasu jego Fidesz nie króluje już w sondażach poparcia dla partii politycznych. Teraz badania bardziej niezależnych firm pokazują, że największą popularnością cieszy się opozycyjna Partii Szacunku i Wolności. Co ważne poparcie zmienia się nie tylko w Budapeszcie, czy innych miastach, ale - jak mówił autor bloga "Jeż Węgierski" - także na węgierskiej prowincji.

Zdaniem gościa TOK FM obserwujemy zmęczenie Węgrów władzą Fideszu Orbana. A do tego dochodzą konkretne problemy, z którymi borykają się ludzie. - Nie wolno też zapominać o czynnikach gospodarczych. Fundusze unijne zostały wstrzymane i Węgry miały negatywny wzrost w pierwszym kwartale tego roku, a w zeszłym roku miały wzrost 0,5 proc. Dla porównania w Polsce było to 2,9 proc. Inflacja jest wysoka. Żywność jest tańsza właściwie w dowolnym kraju europejskim. Ludzie wyjeżdżają do sąsiednich krajów, żeby robić zakupy żywnościowe. I to jest coś, co ludzie nawet najmniej zainteresowani polityką widzą i zauważają - podsumował rozmówca Piotra Jaśkowiaka.