,
Obserwuj
Świat

Putin bawi się Trumpem? "On go przeczekuje. Ma tylko jeden cel"

Aleksandra Gruszczyńska
3 min. czytania
20.07.2025 13:49
Czy kolejne ultimatum postawione Putinowi przez Trumpa może cokolwiek zmienić? Zdaniem dr Agnieszki Bryc to "pozorne zwiększanie presji". - Putin Trumpa przeczekuje, bo ma w tym jeden ważny cel - mówiła w "Magazynie TOK FM" wykładowczyni Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
|
|
fot. MAURO PIMENTEL/ EAST NEWS

Ukraińskie drony zaatakowały w nocy z soboty na niedzielę Moskwę. Strona rosyjska twierdzi, że wszystkie 14 statków bezzałogowych zostało zestrzelone, ale trzeba było wstrzymać ruchy na czterech lotniskach, w tym tych dużych Szeremietiewo czy Domodiedowo.

Czy tego od Wołodymyra Zełenskiego oczekiwał Donald Trump, który kilka dni wcześniej dociekał, czy Ukraina może zaatakować cele w głębi Rosji? Na to pytanie w TOK FM odpowiedziała dr Agnieszka Bryc z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Jej zdaniem nie wiadomo, co dokładnie prezydent USA mógł mieć na myśli, gdy pytał rezydenta Ukrainy czy jest w stanie zbombardować Moskwę, czy Petersburg

- Być może w ten sposób Donald Trump chce wywrzeć presję na Władimira Putina, by ten szybciej i poważniej zasiadł do stołu negocjacyjnego z Ukrainą. Pewne jest natomiast to, że gdyby Zełenski miał faktycznie atakować skutecznie cele w głębi Rosji, potrzebowałby wsparcia amerykańskiego. A drony, które poleciały w kierunku Moskwy i zostały zestrzelone, są już takim powiedziałabym standardem w ostatnim czasie - wyjaśniła gościni 'Niedzielnego Magazyny'. 

Jak podkreśliła Bryc, atak dronów ma od dłuższego czasu jeden cel. Mianowicie wywołać efekt dokuczliwości wojny, bo Rosjanie faktycznie musieli wstrzymać pracę kilkukrotnie w ciągu dnia. To, zdaniem ekspertki, bardziej efekt psychologiczny. 

- Ukraińcy, atakując infrastrukturę, przede wszystkim transportową, wokół Moskwy starają się sparaliżować transport, a tym samym przypomnieć Rosjanom, że ta wojna ich także dotyczy i może ich bezpośrednio dotknąć, bo przecież jesteśmy w okresie wakacyjnym i wielu Rosjan mimo wszystko podróżuje - stwierdziła rozmówczyni Przemysława Iwańczyka. 

Ochłodzenie na linii Trump - Putin.  '50 dni na znalezienie sposobu wyjścia z twarzą' 

Prowadzący "Magazyn TOK FM" dopytywał, czy można mówić o zmianie w relacjach miedzy Trumpem a Putinem? - Chodzi o ultimatum, które postawił prezydent Stanów zjednoczonych i dość ostre słowa, jakimi Putin miał na to ultimatum odpowiedzieć - dociekał Iwańczyk. 

Trump zagroził Putinowi. 'Jesteśmy bardzo niezadowoleni'. Jest deklaracja ws. broni dla Ukrainy

W ocenie dr Agnieszki Bryc wiara w zmianę podejścia do Władimira Putina może być zawodna, bo już niejednokrotnie Trump pokazał, że czas podany w ultimatum może się w magiczny sposób przeciągnąć. 

- Ultimatum, które zostało postawione 14 lipca, to mówiąc szczerze pretekst, by Trump nie musiał realizować gróźb pod adresem Rosji i Putina. 50 dni, o których mówił prezydent USA to czas do zawarcia jakiegoś porozumienia albo w ogóle do wykazania zdolności do bardziej efektywnych rozmów. Mówiąc szczerze, ostatnie ultimatum Trumpa jest trzy razy dłuższe niż to majowe. Jest to więc czas na znalezienie sposobu na wyjście z twarzą  - wyjaśniła gościni TOK FM. 

Zdaniem ekspertki jest to wiec pozorne zwiększenie presji na Putina, bo tym samym Trump dał mu czas na dokończenie ofensywy letniej na Wschodzie Ukrainy. 

Jasna i czytelna strategia Putina. 'On go przeczekuje' Jak zaznaczyła dr Agnieszka Bryc, strategia Putina do wszystkich zwrotów i wolt poglądowych Donalda Trumpa jest dość jasna i czytelna. Ekspertka dodała, że Kreml nie reaguje nerwowo na każdą zmianę stanowiska USA.

- Reakcja jest powolna, czekają na fakty. Z drugiej strony prowadzi politykę zygzaka, bo kiedy Trump zaczyna mówić o ultimatum i dociskać Moskwę, Rosja idzie na drobne ustępstwa. Putin przeczekuje Trumpa i wykorzystuje ten czas do dokończenia w sposób militarny letniej ofensywy, po to, by w przyszłości zasiadając do stołu negocjacyjnego i rozmawiać o zawieszeniu broni, mieć jeszcze więcej terytorium - podsumowała rozmówczyni Iwańczyka.