,
Obserwuj
Świat

Człowiek, który pozwał Jana Pawła II. "Niesamowite, do czego się posuwał się Kościół"

6 min. czytania
03.08.2025 19:00
"To niesamowite, do czego posuwał się Kościół w próbie bronienia się w sprawach takich jak moja. Czasami zdecydowane legalistyczne podejście przyjęte przez Kościół okazywało się bardzo traumatyczne dla ofiar nadużyć. Wydawało mi się wręcz, że niektóre zagrania kościelnych prawników miały na celu zastraszenie" - pisze w książce "Zdradzony przez Kościół" Colm O'Gorman, który w 1998 roku pozwał m.in. Jana Pawła II z powodu seksualnego wykorzystania w dzieciństwie przez księdza.
|
|
fot. Wprost/East News

Poniższy fragment pochodzi z książki 'Zdradzony przez Kościół. Historia chłopca, który pozwał papieża' autorstwa Colma O'Gorma, wydanej 2 lipca 2025 roku nakładem Wydawnictwa Filia.

(...) W lutym 2003 roku było jasne, że Kościół chciał wreszcie zakończyć moją sprawę. Nie było większego sensu w jej kontynuowaniu, jako że moje racje zostały w dużym stopniu udowodnione na arenie publicznej. Być może hierarchia kościelna miała także nadzieję, że jeśli moja sprawa zostanie zamknięta, mogę zaprzestać publicznej kampanii, w której domagałem się ujawnienia skali wykorzystywania dzieci przez duchownych w Irlandii. Ja także bardzo chciałem zakończyć tę sprawę, ale w tej chwili dotyczyła już nie tylko mnie. Chciałem, by została zamknięta, żebym mógł skupić się na ważniejszych kwestiach.

To niesamowite, do czego posuwał się Kościół w próbie bronienia się w sprawach takich jak moja. Czasami zdecydowane legalistyczne podejście przyjęte przez Kościół okazywało się bardzo traumatyczne dla ofiar nadużyć. Wydawało mi się wręcz, że niektóre zagrania kościelnych prawników miały na celu zastraszenie. Na przykład ci, którzy zakładali sprawy, często byli proszeni o podanie dokładnych adresów, pod którymi kiedykolwiek mieszkali, każdej pracy, którą wykonywali, zawodów innych członków rodziny i szczegółów dotyczących życia ich rodziców; musieli odpowiedzieć też na wiele innych osobistych pytań. Było jasne, że Kościół zamierzał prześwietlić każdy szczegół ich życia. W przeciwieństwie do tego ci, którzy zakładali sprawy, musieli stawać na głowie, żeby zdobyć informacje niezbędne do udowodnienia swoich racji, musieli walczyć o egzekwowanie nakazów sądowych oraz wydanie dokumentów lub informacji ważnych dla ich spraw. To było bardzo czasochłonne i potencjalnie kosztowne. Musieli, podobnie jak ja, przedstawić publicznie całą swoją traumatyczną historię.

Poniższy fragment pochodzi z książki 'Zdradzony przez Kościół. Historia chłopca, który pozwał papieża', Colm O'Gorm
Poniższy fragment pochodzi z książki 'Zdradzony przez Kościół. Historia chłopca, który pozwał papieża', Colm O'Gorm
Wydawnictwo Filia

Często dostawali listy, w których zaprzeczano wszelkiej odpowiedzialności prawnej za czyny popełnione przez księży i grożono koniecznością opłacenia kosztów sądowych, jeśli sprawa nie zostanie wycofana.

Jeden z listów, które wówczas do mnie przychodziły, był szczególnie odrażający. Zapytano mnie, czy kiedykolwiek otrzymałem zapłatę w zamian za usługi seksualne świadczone mężczyznom. Byłem wściekły. Jakie to mogło mieć znaczenie dla sprawy? Co to miało wspólnego z faktem, że Kościół katolicki wyświęcił pedofila i pozwolił mu gwałcić i wykorzystywać mnie przez dwa i pół roku?

Ponadto Kościół znał już odpowiedzi na większość pytań, które zadawał w liście. Zostałem poddany szczegółowemu badaniu psychiatrycznemu przeprowadzanemu przez wyznaczonego przez nich eksperta. Podczas tych konsultacji byłem szczery i otwarcie mówiłem o przeszłości, szczegółowo opisując, co wydarzyło mi się podczas molestowania przez Fortune'a i po tym.

Byłem bardzo wkurzony tym listem. Chociaż tak daleko już zaszedłem, naprawdę poczułem zniechęcenie. Miałem poczucie, że jestem oskarżany i lekceważony przez naturę tych pytań i sposób, w jaki je zadawano.

Przypomniałem sobie słowa biskupa Colma O'Reilly'ego, kiedy wraz ze mną był gościem programu Primetime po emisji Suing the Pope: 'Nie mogę się doczekać, najwyraźniej podobnie jak wszyscy inni, dnia, kiedy zarówno Kościół, jak i ludzie, którzy byli ofiarami, osiągną punkt, w którym rozpocznie się proces pojednania i zdrowienia'.

Świeccy protestują przeciwko decyzji biskupów. 'Zaprzeczyli Ewangelii'

Jak miało dojść do zdrowienia, kiedy Kościół przez swoich prawników zachowywał się w ten sposób? Jak dostojnicy mogli twierdzić, że pragną uzdrowienia, kiedy są tak agresywnie legalistyczni w podejściu do ofiar? Czy naprawdę dążą do pojednania, skoro jednocześnie krzywdzą ludzi takim podłym zachowaniem?

Po rezygnacji Brendana Comiskeya ze stanowiska biskupa Ferns, Watykan przejął bezpośrednią kontrolę nad diecezją i wyznaczył administratora apostolskiego, biskupa Eamonna Walsha. Po nominacji biskupa spotkałem się z nim kilka razy. Wyrażał pragnienie zajęcia się kwestią wykorzystania seksualnego dzieci w sposób otwarty i empatyczny, ale list od jego prawników zupełnie nie szedł w parze z tym pragnieniem.

Postanowiłem, że odpowiem na każde z pytań z listu tak szczerze, jak potrafię, a potem wysłałem odpowiedź przez mojego prawnika. Skontaktowałem się z biskupem Walshem i zadzwoniłem do niego, by opowiedzieć, jak wzburzyło i zdenerwowało mnie podejście przyjęte przez jego prawników.

Chyba czuł się niekomfortowo podczas tej rozmowy.

- Zajmując się tą kwestią, staram się oddzielać sprawy związane z prawem - powiedział. - To prawnicy decydują, jak się do tego ustosunkować, ja się w to nie mieszam.

- Biskupie - odpowiedziałem. - Twoi prawnicy działają w twoim imieniu. Ten list został napisany w twoim imieniu przez prawników, których ty poinstruowałeś. Instruuję mój zespół prawny i jestem odpowiedzialny za podejmowanie decyzji na podstawie porad, których mi udzielają. Jeśli posyłam wściekłego psa do pokoju, a on kogoś gryzie, to nie jest to wina psa, tylko moja. Gdybyś kazał prawnikom zachować się empatycznie i okazywać wrażliwość w sprawach o molestowanie, wtedy by tak zrobili. Jeśli nie, a na to wygląda, to tak się nie zachowali. Jest to twoja odpowiedzialność i tylko twoja.

W końcu Kościół zwrócił się do mojego prawnika z propozycją omówienia warunków ugody. Zgodziłem się. Dlatego też znowu znalazłem się w ciemnym, ponurym pomieszczeniu sądowym. Tym razem był to budynek Four Courts w Dublinie, siedzibie irlandzkiego Sądu Najwyższego. Był to znacznie bardziej opresyjny budynek niż ten należący do sądu w Wexford, ale ów nieduży pokój był dziwnie podobny do tego, w którym cztery lata wcześniej poproszono mnie o zaakceptowanie okrojonych zarzutów przeciwko Fortune'owi.

Spotkałem się z Pearsem i moimi prawnikami, by naradzić się, czego mogę się domagać. Za ich radą zgodziłem się ubiegać o finansowe zadośćuczynienie w wysokości 300 000 euro i oświadczenie odczytane w sądzie, w którym Kościół przyjmował odpowiedzialność za niedopełnienie obowiązku ochrony mnie przed molestowaniem. Dla mnie oświadczenie było ważniejsze niż pieniądze. Do tego momentu wszystkie ugody w podobnych sprawach były zawierane na zasadzie 'braku odpowiedzialności', co oznaczało, że Kościół płacił ludziom, ale nie przyznawał się do żadnej winy. Postanowiłem, że żadna ugoda nie dojdzie do skutku, jeśli Kościół nie przyzna się do odpowiedzialności. Przecież zawsze o to mi chodziło i wiedziałem, że jest to ważne dla innych spraw i innych ofiar. Nie mogłem ich zawieść.

Ujawniono wielki majątek Kościoła. 'Powinni spalić się ze wstydu'

Była także kwestia sprawy przeciwko Watykanowi. W tym momencie wiedziałem już, że nigdy nie mógłbym jej wygrać. Kościół rzymskokatolicki jest unikalną i złożoną organizacją. Przejawia się to na wielu płaszczyznach: między innymi religii czy międzynarodowych organizacji charytatywnych; Kościół jest dostawcą usług edukacyjnych i zdrowotnych, jest to duża, globalna korporacja dysponująca niesamowitym bogactwem i wpływami, a co najważniejsze w mojej sprawie, jest też suwerennym państwem.

Państwo Watykańskie jest unikatowym tworem pośród innych religii. Papież jako głowa państwa ma immunitet chroniący go przed pozwami w innych krajach, a jego reprezentanci, nuncjusze papiescy, dysponują immunitetami dyplomatycznymi w krajach, w których rezydują.

Zgodnie z prawem nie mogłem pozwać ich w irlandzkim sądzie, jeśli zasłoniliby się immunitetem. Gdy ich pozwałem, moim celem było zmuszenie ich do odsłonięcia kart. A oni to zrobili. Nuncjusz papieski powołał się na immunitet dyplomatyczny, a jego prawnicy powiedzieli mi, że jeśli będę dążył do rozstrzygnięcia sprawy w sądzie, wykorzystają ten immunitet do jej zamknięcia, a potem będą ubiegać się o zwrot kosztów sądowych.

Szczerze mówiąc, kontynuowałem sprawę przeciwko Watykanowi tylko dlatego, że byłem zdeterminowany, by nie pozwolić im się tak łatwo wywinąć. Jeśli uznali, że skorzystają z immunitetu dyplomatycznego, to przynajmniej pokażę, że nie chcą odpowiadać na pytania zgodnie z prawdą i unikają odpowiedzialności.

Kościół zabrał jej syna. Tak w Watykanie 'rezerwowano' dzieci dla rodzin z USA

Wykorzystywanie kruczków prawnych i zawiłych struktur nie jest jedynie cechą Kościoła w Irlandii. Watykan powołał się na immunitet dyplomatyczny i suwerenny, unikając pozwu w innych krajach, w tym w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.

Kiedy papież Benedykt XVI przeprosił ofiary wykorzystywania seksualnego przez księży w Australii w 2008 roku, prawnik z Melbourne reprezentujący pokrzywdzonych zasugerował, że Kościół wciąż wykorzystuje kruczki prawne, by wygrywać sprawy założone przez ofiary.

Vivian Waller powiedziała, że przeprosiny to jedno, ale sprawiedliwość i współczucie to coś zupełnie innego.

Kościół katolicki cały czas wykorzystuje każdy możliwy techniczny sprzeciw, aby nie pozwolić ofiarom napaści seksualnych domagać się sprawiedliwości w sądach. Obrona skupia się na przedawnionych roszczeniach i zaciemnianiu obrazu. - Vivian Waller

Moje doświadczenie zatem nie było odosobnione.

Gdy ustaliłem z zespołem najważniejsze punkty ugody, prawnicy udali się na spotkanie z drugą stroną. Wszystko to działo się w oddzielnych pokojach, a ja nigdy nie spotkałem się z prawnikami kościelnymi. Biskup Walsh nie był obecny, ale konsultowano się z nim przez telefon, gdy prawnicy ustalali poszczególne punkty ugody. (...)

Posłuchaj: