,
Obserwuj
Świat

Mąż pobił żonę? Lekarze: "Informowanie policji to donos"

6 min. czytania
21.02.2012 07:00
- Lekarze rodzinni nie chcą być donosicielami - usłyszeliśmy od jednej z lekarek, szefowej Związku Lekarzy Rodzinnych i Pracodawców w Lublinie. Wielu lekarzy nie reaguje, gdy przychodzi do nich kobieta np. z grypą i ma na ciele siniaki. Nie reagują, mimo że znają przepisy mówiące, co i jak trzeba zrobić.

- Bo lekarz rodzinny jest swego rodzaju spowiednikiem w danym środowisku. Jeżeli pacjent przychodzi i mówi mi o wszystkim, to trudno być donosicielem - mówi dr Teresa Dobrzańska-Pilichowska. Jest lekarzem rodzinnym w małej miejscowości kilkadziesiąt kilometrów od Lublina i prezesem związku lekarzy. Wie, że powinna wypełniać zaświadczenia dla policji czy prokuratury, zna przepisy, była na szkoleniu. Ale tego nie robi, choć spotyka się z ofiarami przemocy. Przyznaje, że trafiła do niej m.in. pacjentka, która powiedziała, że spadła ze schodów, a miała ślady pobicia. Dlaczego nie zareagowała?

- Nierzadko jest tak, że rodzina dziś się kłóci, a jutro się godzi, a lekarz rodzinny nie jest w stanie ponieść tej odpowiedzialności, jeżeli doniesie na żonę czy na męża - mówi lekarka. Jej zdaniem lekarz po takim 'donosie' może się stać 'wrogiem publicznym numer jeden' w danej miejscowości.

- Wystawienie zaświadczenia to nie jest donos - przekonuje z kolei dr Tomasz Bałys, lekarz rodzinny z Wólki Lubelskiej, który prowadzi swoją praktykę od kilkunastu lat. Reaguje, wystawia zaświadczenia, jak trzeba, zawiadamia odpowiednie służby. Miał takie przypadki. - To jest wyciągnięcie ręki do pacjenta czy pacjentki. Nie wyobrażam sobie, aby nie zareagować - dodaje dr Bałys.

Tak wygląda zaświadczenie, które lekarz widzący ofiarę przemocy powinien wypełnić>>

Co mówi prawo?

Lekarz, gdy podejrzewa przemoc, powinien wypełnić zaświadczenie dla policji czy prokuratury. Taki 'społeczny obowiązek' wprowadziła Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. 'Osoby, które w związku z wykonywaniem swoich obowiązków służbowych lub zawodowych powzięły podejrzenie o popełnieniu ściganego z urzędu przestępstwa z użyciem przemocy w rodzinie niezwłocznie zawiadamiają o tym policję lub prokuratora' - czytamy w art. 12 tej ustawy. W załączniku do rozporządzenia ministra zdrowia z 22 października 2010 r. jest nawet wzór specjalnego zaświadczenia, które lekarz powinien wypełnić.

Przepisy obowiązują od grubo ponad roku, ale lekarze niekoniecznie się do nich stosują. Jak wynika z naszych rozmów z prokuratorami z różnych miast w Polsce, zaświadczeń praktycznie nie ma. Takie informacje mamy m.in. z prokuratur w Kielcach, Jarosławiu, Lubaczowie (Podkarpacie) czy z Prokuratury Rejonowej Lublin Południe. I nie wynika to faktu, że takich przestępstw nie ma. Znęcanie to jedno z najczęstszych przestępstw.

Lekarka chce być anonimowa

W Lublinie przez ponad rok wpłynęło tylko jedno zaświadczenie od lekarki, która na ciele kobiety zauważyła siniaki. Dotarliśmy do pani doktor, która wypełniła druk i wysłała go do prokuratury. To lekarka z małej miejscowości pod Lublinem. Prosi o niepodawanie nazwy miejscowości ani jej danych osobowych. Choć wie, że zrobiła dobrze i dziś postąpiłaby tak samo, to jednak woli pozostać anonimowa.

- Zaświadczenie wypełniłam, bo jest to obecnie w moich obowiązkach, a staram się z nich wywiązywać - mówi. Jak dodaje, w tej konkretnej sytuacji było coś jeszcze. Od dawna wiedziała, że pacjentka jest ofiarą przemocy, ale kobieta nie chciała wsparcia. - Teraz zaświadczenie było dodatkowym narzędziem. Z jednej strony uniezależniało moje decyzje i działania od zgody pacjentki lub jej braku, a z drugiej było formą przekonania ofiary, że to, co ją dotyka w sferze fizycznej, materialnej, a zwłaszcza psychicznej, jest łamaniem prawa i podlega działaniom z urzędu - wyjaśnia lekarka.

"Donoszenie"', zeznania, wytykanie palcami...

 

Dlaczego lekarze tak się bronią przed wypełnianiem zaświadczeń dla policji i prokuratury? Argumentów jest kilka. Po pierwsze: donoszenie. Jak mówią lekarze, starają się działać dla dobra pacjenta i pomagać, ale niekoniecznie przez 'donosy'.

Niektórzy uważają, że wystarczy rozmowa z pacjentką czy jej mężem. - Nie wystarczy - odpowiadają specjaliści. Zdaniem Agnieszki Zielińskiej, szefowej Centrum Interwencji Kryzysowej w Lublinie, ofiary przemocy same nie są w stanie zrobić pierwszego kroku, często zaprzeczają, że są bite czy maltretowane psychicznie. Stąd zachowanie lekarza jest tak ważne. - To, że lekarz mówi: 'Widzę, że pani nie spadła ze schodów, tylko została pobita', może stanowić impuls do tego, że ta kobieta przyzna: 'Tak, to prawda'. I wtedy może sięgnąć po pomoc, może wyjść, o wszystkim opowiedzieć - mówi Zielińska. - Takie zaświadczenie lekarza daje poczucie, że został jakiś ślad, że sprawca przestaje być anonimowy - dodaje.

Lekarze mówią o czymś jeszcze: że zostają w tym środowisku, że tu pracują, żyją. I nie chcą, by przez jedno zaświadczenie pacjenci się od nich odsunęli czy wytykali ich palcami. - Cały czas pracujemy w danym miejscu, chcemy dalej pracować, w związku z czym bardzo trudno jest nam takie zaświadczenia wystawiać - mówi jedna z lekarek (też prosi o anonimowość).

Medycy zwracają też uwagę na bardziej przyziemny problem - że po wystawieniu zaświadczenia są przesłuchania, wizyty w sądach, a to oznacza, że trzeba szukać zastępstwa na dyżur w przychodni.

To co dzieje się u innych to ich problem?

Specjaliści od przemocy i prokuratorzy nie mają wątpliwości, że przyczyną oporów ze strony przedstawicieli służby zdrowia może być coś zupełnie innego. To stereotypy. - Wydaje mi się, że pokutuje takie przekonanie nie tylko wśród lekarzy, ale generalnie w społeczeństwie, że to sprawy rodzinne toczące się za ścianą, w które nie chcemy ingerować - mówi prokurator Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Zbyt często uznajemy, że małżonkowie się pogodzą, że dojdą do porozumienia. - Dopiero jak dochodzi do eskalacji konfliktu, do jakiejś tragedii w tej rodzinie, pojawiają się pytania, gdzie były instytucje, gdzie byli sąsiedzi - dodaje Syk-Jankowska.

Zdaniem terapeutów nazywanie reakcji na przemoc 'donoszeniem' to kompletne nieporozumienie. - Wydanie zaświadczenia przez lekarza, pokierowanie taką ofiarą przemocy to przecież minimum tego, co można zrobić - słyszymy w Centrum Interwencji Kryzysowej.

Ale zaświadczenia to nie wszystko

Zaświadczenie wystawione przez lekarza, w zgodnej opinii specjalistów od przemocy, może być impulsem, zachęceniem ofiary do działania. Ale to za mało.

Lekarka, która zaświadczenie wystawiła, przyznaje, że brakuje szkoleń dla lekarzy z zakresu przemocy. - Zbyt mało wiemy jako lekarze na temat przemocy w rodzinie, o jej mechanizmach, irracjonalnych zachowaniach ofiar, m.in. o ich błędnym przekonaniu, że kiedyś się zmieni, będzie lepiej - mówi pani doktor. Jak dodaje, dla niej problemem jest też to, że lekarka nie wie, do kogo dalej jej pacjentka trafi: czy do prokuratora, który podejdzie do problemu z wyczuciem i będzie próbował kobietę zrozumieć, czy do służbisty, który zapłakanej ofierze przemocy na przesłuchaniu powie: 'Proszę wyjść i wrócić, jak się pani uspokoi'. A tak też, niestety, bywa.

- Powinna być lepsza informacja, w ramach szkoleń dla lekarzy. Bo za mała jest świadomość w zakresie tego, jak działać przy przemocy w rodzinie, z kim współpracować - mówi dr Bałys. On wie, jak działać, bo dostał taką informację z gminy o tym, że powstał zespół interdyscyplinarny, do którego trafiają sygnały m.in. o przemocy w rodzinie.

- Jeżeli przymkniemy oko na przemoc, patologię, to tak, jakbyśmy w tym aktywnie uczestniczyli. A tak nie można, tutaj nie ma kompromisów - dodaje dr Bałys.