,
Obserwuj
Świat

Tajwan użyje jeżozwierza? "Zabawy już się skończyły"

6 min. czytania
11.05.2025 14:28
Tajwan próbuje obronić swoją demokrację i niezależność na różne sposoby. Najciekawsze z nich to strategia jeżozwierza i boskiej góry. - Na przykładzie Ukrainy stwierdzono, że asymetryczna wojna to recepta dla Tajwanu - skomentował sinolog Marcin Jacoby, gość podcastu "Półka z książkami" Radia TOK FM.
|
|
fot. AA/ABACA/Abaca/East News

 

  • Tajwańczycy w zdecydowanej większości boją się jakichkolwiek scenariuszy włączenia ich kraju do Chińskiej Republiki Ludowej;
  • Jak mówi Marcin Jacoby, armia tajwańska w bezpośrednim starciu z Chinami nie ma szans;
  • Klejnotem w koronie Tajwanu jest firma TSMC, światowy potentat produkcji mikrochipów.

 

Propaganda Chińskiej Republiki Ludowej utrzymuje, że Tajwan to etnicznie, kulturowo i historycznie chińska wyspa, która tylko na skutek dziejowej zawieruchy chwilowo oderwała się od Chin kontynentalnych. Prawda okazuje się jednak inna, bowiem chińska historia Tajwanu zaczyna się dopiero około XVII w. O tym, kim są Tajwańczycy, w kolejnym odcinku "Półki z książkami" Anna Sobańda rozmawiała z Marcinem Jacobym - sinologiem, autorem książki "Tajwan. Herbatka na beczce prochu".

Tajwan kolebką ludów

Marcin Jacoby, sinolog, tłumacz literatury, badacz i popularyzator wiedzy o Azji Wschodniej, zaznaczył, że rdzenna ludność tajwańska to nie Chińczycy. - Ludność, która pierwotnie zamieszkiwała Tajwan, to 2-4 proc. obecnej populacji. To niezwiązani z Chinami Austronezyjczycy - wskazał rozmówca Anny Sobańdy.

- Tajwan może być kolebką bardzo licznych ludów. Takie państwa jak Indonezja, Malezja, Filipiny, Australia, Nowa Zelandia: to wszystko są Austronezyjczycy i mają dużo wspólnego z rdzennymi mieszkańcami Tajwanu. I to jest pierwsza warstwa populacyjna, kulturowa, językowa. Dopiero na nią możemy nadpisać Chińczyków, którzy emigrowali na Tajwan głównie w celach uprawiania ziemi - tłumaczył Marcin Jacoby. Jak podkreśla, Chińczycy zjawili się na Tajwanie bardzo późno: w XI wieku. - Prawdziwe osiedlanie Tajwanu przez Chińczyków nastąpiło dopiero od momentu, kiedy Holendrzy zainteresowali się Tajwanem, czyli w XVII wieku - dodał Jacoby.

Chińczycy, przybywając na Tajwan, spychali rdzenną ludność w kierunku gór. - Mieli dwa scenariusze: asymilacja lub ucieczka w góry, na wysokości nawet ponad 4 tys. m. - stwierdził gość TOK FM. I podkreślił, że dzisiaj już trudno powiedzieć, kto jest potomkiem rdzennych mieszkańców, bo geny są częściowo przemieszane. - Dobrym przykładem jest poprzednia prezydent Tajwanu, pani Tsai Ing-wen, która z dumą mówiła o tym, że w jej żyłach płynie również krew rdzennych mieszkańców - podał Marcin Jacoby. Jednak, jak stwierdził, obecnie "zdecydowana większość populacji to populacja chińska".

Blokada i uderzenie. Chińczycy ćwiczą wokół Tajwanu. 'Nowe instrumenty nacisku'

Tożsamość Tajwańczyków

Jak powiedział Jacoby, Tajwańczycy mają odmienną tożsamość od Chin kontynentalnych chociażby przez to, że częścią ich populacji są rdzenni mieszkańcy. - Tajwańczycy w większości są etnicznie chińscy, natomiast byli pod długą władzą japońską. W 1949 roku nagle na wyspę przyjechało ponad 1 mln Chińczyków z kontynentu, wrogo lub niechętnie nastawionych do lokalnej ludności - przypomniał ekspert. Niektórzy Tajwańczycy nazywają to kolejnymi falami kolonizacji: najpierw Japończyków, później narodowców z Chin.

- Jeżeli dzisiaj pytamy Tajwańczyków, kim są, to w zależności od tego kogo zapytamy, te odpowiedzi będą różne. Mogą one być na skali od "jesteśmy Chińczykami" (choć ta grupa się kurczy) przez "jesteśmy Tajwańczykami, ale rozumiemy, że większość z nas ma korzenie w Chinach", do "jesteśmy Tajwańczykami, skończmy z tymi Chinami, koniec, kropka". Ta ostatnia grupa, która odwołuje się do tożsamości demokratycznego Tajwanu, rośnie - stwierdził Jacoby.

Lekcja Hongkongu

Sinolog przyznał, że Tajwańczycy w zdecydowanej większości boją się jakichkolwiek scenariuszy włączenia Tajwanu do Chińskiej Republiki Ludowej. Jak powiedział Jacoby, mógłby to być koniec tajwańskich wolności obywatelskich, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co się stało z Hongkongiem.

- Hongkong stał się częścią ChRL w 1997 r. Proces odcinania swobód obywatelskich był bardzo wolny. Zostały one definitywnie odcięte po protestach w 2019 i 2020 r. I Tajwańczycy to widzą - podkreślił Marcin Jacoby. - Liczba osób, które mówią "chcemy być częścią ChRL" to margines. Natomiast jest spora grupa osób, która uznaje, że w jakiejś perspektywie dobrze by było się z Chinami dogadać, jeśli swobody obywatelskie zostałyby zachowane. Ale kto wierzy dzisiejszym Chinom, że taki scenariusz może być realny? Sądzę, że bardzo mało osób - ocenił sinolog. Stwierdził, że ci, którzy opowiadają się za niepodległością Tajwanu to również margines, a zdecydowana większość populacji chce utrzymania status quo.

Czy Tajwańczycy obawiają się ataku Chin?

Anna Sobańda zastanawiała się, czy Tajwańczycy faktycznie obawiają się zagrożenia ze strony Chin. - Na pewno boją się ataku. Natomiast dużo osób nie uważa, że Tajwanowi grozi wielka inwazja chińska z dnia na dzień - stwierdził ekspert, dodając, że są też ludzie, którzy się tego obawiają.

- Tajwańczycy przygotowują się do konfliktu zbrojnego. Dzisiaj są ludzie, którzy uważają: "dobra, zabawy już się skończyły" - powiedział Jacoby.

Jak wskazał sinolog, chińska aktywność przeszła do taktyki szarej strefy, m.in. obecności na morzach dookoła Tajwanu i notorycznego przekraczania linii środka Cieśniny Tajwańskiej. - To pokazywanie wojskom tajwańskim, że jesteście słabi, nic nie jesteście w stanie zrobić. Do nas należą wszystkie morza wokół Tajwanu. Taki przekaz budują Chiny - stwierdził gość TOK FM. Dodał, że chodzi nie tylko o manewry wojskowe, ale też o cyberbezpieczeństwo i dużą aktywność w mediach.

- Kapitał chiński jest bardzo obecny na rynku medialnym na Tajwanie, Chińczycy próbowali kupić wiele mediów tajwańskich. Jest mnóstwo ataków na infrastrukturę tajwańską. Wiadomo, że za dużą częścią z nich stoją Chińczycy - podkreślił Jacoby.

Strategie Tajwanu: jeżozwierz i boska góra

Tajwan próbuje obronić swoją demokrację i niezależność różnorakimi strategiami. Najciekawsze z nich to strategia jeżozwierza i boskiej góry.

- Armia tajwańska wie, że w bezpośrednim starciu z Chinami nie ma szans. Na przykładzie Ukrainy stwierdzono, że asymetryczna wojna to recepta dla Tajwanu. Według strategii jeżozwierza Tajwan ma być takim małym zwierzątkiem z dużą ilością kolców. Chce być dobrze uzbrojony, wobec czego nie będzie łatwym kąskiem dla Chin - przedstawił ekspert.

O mądrym dozbrajaniu mówią także Amerykanie, od których Tajwan kupuje broń. - Amerykanie mówią: słuchajcie, nie kupujcie już naszych myśliwców F-35, bo stracicie je w pierwszej godzinie wojny. Zainwestujcie w drony, miny morskie. Taka jest recepta na poziomie militarnym: taniej, ale mądrzej przygotować armię i społeczeństwo do współczesnej wojny. Po to, żeby jej nie było - wytłumaczył Jacoby.

Druga strategia to strategia boskiej góry, która chroni kraj. - To jest dosłowne tłumaczenie tego, jak czasami nazywa się firmę TSMC, światowego potentata produkcji mikrochipów. TSMC właściwie nie ma konkurencji, to absolutne cacko światowej technologii - podkreślił Marcin Jacoby. Według eksperta Tajwanowi wydaje się, że firma może ochronić wyspę. - Jeżeli ktoś zaatakuje, to co się stanie z fabrykami TSMC? - sinolog wskazał, że mowa nie tylko o mikrochipach w smartfonach, ale i komputerach i samochodach.

- Ta strategia ma też swoje minusy. Amerykanie zmusili TSMC do budowy dwóch fabryk w Arizonie. Dążą do tego, by Tajwan nie miał monopolu na chipy najwyższych generacji. Drugie zagrożenie polega na tym, że Chiny, które zostały odcięte przez administrację Bidena od chipów tajwańskich, robią wszystko, żeby móc produkować takie chipy u siebie. Na razie są jeszcze od 10 do 5 lat za Tajwanem, ale w pewnym momencie Chiny go dogonią, a Tajwan straci swoją swoją przewagę konkurencyjną - wskazał sinolog.

Demokracja po tajwańsku

Jak wskazał autor książki "Tajwan. Herbatka na beczce prochu", historia wyspy to "piękna opowieść" o demokracji. - Tajwan był rządzony przez jedną partię w autorytarny sposób: Guomindang. Byli to narodowcy wspierani przez Amerykanów. To był bardzo trudny czas: lata 50., okres białego terroru, prześladowania. Od 1987 r. Tajwan wkroczył na bardzo powolną ścieżkę demokratyzacji całkowicie pokojowej, realizowanej właśnie przez Guomindang - wytłumaczył sinolog. I dodał, że Tajwan doszedł do demokracji przez reformy wewnętrzne, zniesienie stanu wojennego i legalizację innych partii politycznych.

- W 1996 r. odbyły się pierwsze prawdziwie demokratyczne wybory prezydenckie, które wygrał Lee Teng-hui - ten sam prezydent, który był wcześniej. Tajwańczycy zagłosowali na Guomindang, ale to już była demokracja - zaznaczył Jacoby. Gość Anny Sobańdy wskazał, że dziś demokracja w Tajwanie jest bardzo żywa. - Tajwańczycy walczą, dyskutują, krzyczą. Są protesty, ludzie są bardzo zaangażowani. W wyborach uczestniczy nawet do 80 proc. obywateli - podał ekspert.

- Demokracja jest bardzo aktywna również na poziomie lokalnym. Tajwan jest kwitnącą demokracją. Czasami śmiejemy się z tego, że w mediach pokaże się parlamentarzystów bijących się ze sobą. Zdarzało się rzucać krzesłami, wywalać stoły. Ale generalnie jest dużo merytorycznej dyskusji i przekonywania się - powiedział Jacoby, podając przykład lokalnych polityków zwanych "załatwiaczami" oraz agitacji prowadzonej za śmieciarkami na ulicach tajwańskich miast.

Posłuchaj: