Zakaz wjazdu do centrów miast dla diesli? Politycy w kampanii bardzo ostrożni. "Potrzeba dialogu, nie straszenia"
Coraz więcej polskich miast myśli o wprowadzeniu stref czystego transportu. To oznacza, że do centrów nie mogłyby wjechać auta, które nie spełniają określonych norm emisji spalin. Chociażby Warszawa planuje stopniowe wprowadzanie takich stref od 2024 r. Zakaz obejmie pojazdy spalinowe starsze niż 27 lat (lub poniżej normy Euro 2) oraz pojazdy z silnikiem Diesla starsze niż 18 lat (lub poniżej normy Euro 4). Podobne kroki planuje też Kraków i Wrocław. Krzysztof Woźniak, prowadzący przedwyborczą debatę dotyczącą transportu, pytał o to rozwiązanie swoich gości. - To jest właśnie sposób, żeby tworzyć wykluczenia komunikacyjne dla osób, których nie stać na nowoczesne elektryki, które w sumie nie są bardziej ekologiczne - grzmiał Dobromir Sośnierz z Konfederacji.
Z kolei Jerzy Polaczek z PiS apelował, żeby takie zmiany odbywały się w dialogu ze społeczeństwem. - Żeby nie doprowadzać do absurdów - wskazał polityk Zjednoczonej Prawicy. Hanna Gill-Piątek, która startuje z list KO, podkreślała, że to obszar negocjacji. - Aby nie wymuszać rozwiązań, których lokalna społeczność nie akceptuje - mówiła.
Ostrożnie do tego pomysłu podchodzili też Mikołaj Dorożała z Trzeciej Drogi i Tymoteusz Myrda z Bezpartyjnych Samorządowców. - Strefy czystego transportu nie są najbardziej efektywnym sposobem regulowania ruchu w miastach. Skuteczniejsza jest dobra polityka transportowa. Do tego to bardzo delikatny temat - podkreślał Dorożała. A Myrda dodał, że do tej kwestii należy podchodzić ostrożnie. - Społeczeństwo nie jest gotowe na tak szybką transformację - mówił przedstawiciel Bezpartyjnych Samorządowców.
Z kolei Paulina Matysiak z Lewicy oponowała, że strefa ma nie służyć tylko regulowaniu ruchu w miastach. - Wprowadzamy to po to, żeby redukować zanieczyszczenie środowiska. Chcemy żyć w czystym środowisku. Mamy co redukcji, bo co roku 50 tysięcy osób umiera z powodu smogu - podkreślała Matysiak.