,
Obserwuj
Świat

Dr Machińska wstawiła się za zatrzymaną aktywistką. "Dostaję bardzo nieprzyjemne maile"

3 min. czytania
20.09.2023 06:26
- Spodziewaliśmy się, że władza w nas uderzy - mówią aktywiści z Podlasia po aresztowaniu Ewy M., która - według władz - miała za pieniądze organizować przerzut cudzoziemców przez polsko-białoruską granicę. Za kobietę poręczyła była zastępczyni RPO dr Hanna Machińska, którą też spotykają przez to konsekwencje.
|
|
fot. Bartosz Bańka / Agencja Wyborcza.pl

- O tym nie można mówić inaczej niż 'wielka afera przemytnicza' - tak o sprawie zatrzymania Ewy M. opowiadał wiceszef MSWiA Maciej Wąsik. 48-letnia kobieta, pomagająca uchodźcom na granicy z Białorusią, została zatrzymana pod zarzutem kierowania grupą przestępczą, która miała za pieniądze przerzucać obcokrajowców przez Litwę do Polski lub do innych krajów Europy. 

Aktywistka - decyzją sądu - trafiła do aresztu, mimo że poręczyła za nią m.in. dr Hanna Machińska. - Nie miałam co do tego żadnych wątpliwości - mówi nam była zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich.

- Nie zgadzam się na tak szerokie stosowanie aresztów tymczasowych. (...) Przepraszam bardzo, ale czy wobec osoby, która ma na wychowaniu córkę i będzie się stawiała na każde wezwanie prokuratury i sądu, od razu trzeba stosować tymczasowe aresztowanie? Dla mnie to jest metoda opresyjna - ocenia.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Prawniczka przypomina, że wiele organizacji międzynarodowych od dawna alarmuje, że areszty są stosowane w Polsce zbyt często, bez głębszej refleksji. - Prokurator tego żąda, a sądy w Polsce nastawione są tak, że podążają za żądaniem prokuratora. Moim zdaniem tak się nie powinno dziać. Zawsze trzeba rozważyć alternatywne środki wobec pozbawienia wolności - mówi była zastępczyni RPO.

Jak dodaje, po tym, jak poręczyła za aktywistkę z Podlasia, otrzymuje mnóstwo wiadomości. - Dostaję bardzo nieprzyjemne e-maile w związku z tą sprawą, ale absolutnie nie biorę ich pod uwagę. Jestem przekonania, że postąpiłam słusznie. Wszystko w rękach sądu - dodaje Machińska.

Aktywiści się spodziewali

Aktywistki, które od ponad dwóch lat działają na polsko-białoruskiej granicy, przyznają, że ich społeczność spodziewała się, że władza będzie dążyć do pokazania sukcesu w 'walce z nielegalną migracją'. Zwłaszcza teraz, przed wyborami.

 

- Nie znam dowodów w tej konkretnej sprawie. Nie zamierzam ferować jakichkolwiek wyroków, bo od tego jest sąd. Natomiast ta sytuacja mnie absolutnie nie dziwi. Wiadomo, idą wybory. Od początku obserwujemy kryminalizację pomocy humanitarnej, niechęć do uchodźców, wzmacnianie bardzo negatywnych emocji w społeczeństwie - również wobec nas - mówi nam Joanna Sarnecka, jedna z aktywistek. - Jesteśmy 'tematem', który się wykorzystuje - dodaje. 

W podobnym tonie wypowiada się Aleksandra Chrzanowska z Grupy Granica i ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej. - To się wszystko odbywa w klimacie bardzo agresywnej kampanii wyborczej i my się spodziewaliśmy takiego posunięcia. Mamy poczucie, że to mogło spotkać każdego i każdą z nas - przestrzega. I dodaje, że trzeba pamiętać o tym, że tego typu działania władzy mogą być jedną z form represji politycznych. Nasze rozmówczynie zapewniają jednak, że nie zamierzają przestać pomagać. Jak mówią - cudzoziemcy w lasach wciąż są i potrzebują wsparcia. A o ewentualnej winie zatrzymanej aktywistki będzie można mówić dopiero po wydaniu wyroku przez sąd. 

 

'Szczyt hipokryzji tego rządu'

Jak słyszymy, nowy kontekst całej sprawie związanej z kryzysem uchodźczym nadaje afera wizowa. Działacze NGOsów nie kryją irytacji. - To jest szczyt hipokryzji tego rządu - mówi Ewa Kulik-Bielińska, dyrektorka Fundacji Batorego. - Władza przedstawia migrantów i uchodźców jako zagrożenie dla nas wszystkich, jako przestępców i terrorystów, a tymczasem okazuje się, że setki tysięcy osób - nie wiemy, ile dokładnie - miały możliwość kupienia wiz - przypomina.

- Dlaczego jedni migranci są okej, a inni nie? Dlaczego tych z lasów Podlasia traktujemy jako nielegalnych, bo nie dajemy im wiz, a drugich - którzy mieli pieniądze - jako w pełni legalnych? - pyta retorycznie Kulik-Bielińska.