"Watykan na wojnie z ruchem MAGA". Trump "dokonał cudownego dzieła"
W autorskim przeglądzie prasy zagranicznej w "Poranku TOK FM" Aleksandra Karasińska mówiła o wyścigu mocarstw na podbój Księżyca i o tym dlaczego - jak pisze brytyjski dziennik "Financial Times" - Watykan prowadzi wojnę z trumpowskim ruchem MAGA. Nie zabrakło też tematu zbliżających się wyborów parlamentarnych na Węgrzech.
Czwórka astronautów z misji Artemis II na pokładzie statku Orion zmierza w kierunku Księżyca. W poniedziałek astronauci przelecą nad niewidoczną z Ziemi stroną Srebrnego Globu. Po dotarciu do Księżyca statek znajdzie się na kursie określanym jako "swobodny powrót" - grawitacja Księżyca odepchnie kapsułę z powrotem na Ziemię, bez konieczności uruchamiania silników.
Na pokładzie Oriona znajdują się Reid Wiseman, Victor Glover i Christina Koch, a także Jeremy Hansen z kanadyjskiej agencji kosmicznej. "Ich przestrzeń mieszkalna to zaledwie 9 metrów sześciennych - mniej więcej tyle, ile oferuje wnętrze popularnego dostawczaka typu Mercedes Sprinter" - pisze obrazowo Piotr Cieśliński w "Gazecie Wyborczej".
"New York Times" pisze z kolei o nowym wyścigu kosmicznych zbrojeń w tekście pod tytułem "Chiny zmierzają na Księżyc, a NASA patrzy im przez ramię". Nowojorski dziennik opisuje, jak Pekin z ogromnym rozmachem realizuje własny program kosmiczny.
Zarówno USA, jak i Chiny chcą zbudować swoje stałe stacje kosmiczne w okolicy południowego bieguna Księżyca, bo liczą na wykorzystanie znajdujących się tam zasobów: zamarzniętej wody, wodoru i helu. Oba mocarstwa planują budowę reaktorów jądrowych, które mają zasilać bazy księżycowe. Bazy, z których kiedyś będą mogły startować misje na Marsa i w głąb kosmosu. "Ten, kto dotrze tam pierwszy, będzie miał duży wpływ na ustalanie zasad" - komentuje dziennik.
Stany Zjednoczone śpieszą się i chcą wrócić na Księżyc ze swoimi astronautami za dwa lata. W ten sposób chcą wyprzedzić Chińczyków, ale nawet NASA przyznaje, że w tym wyścigu mogą przegrać. - Oni mogą być wcześniej - powiedział w zeszłym tygodniu Jared Isaacman, dyrektor amerykańskiej agencji kosmicznej.
Jak pisze "NYT", Chiny realizują swój cel bardzo ambitnie, a ich program ma też kilka przewag nad amerykańskimi rywalami. Przewaga Chin tkwi w scentralizowanej władzy, która pozwala planować i finansować projekty na dekady do przodu. Ich robotyczne misje kosmiczne dotarły już tam, gdzie USA się nie pojawiły. Chiny są jedynym krajem, który wylądował i pobrał próbki z ciemnej strony Księżyca. Tego lata siódma chińska misja robotyczna będzie badać południowy biegun naturalnego satelity Ziemi.
Nowy plan NASA zakłada więcej startów w celu przetestowania komponentów i zmniejszenia ryzyk. Amerykanie po ponownym lądowaniu na Księżycu planują wystrzeliwać kolejne misje co sześć miesięcy i utrzymać tam swoją obecność. - Tym razem naszym celem nie jest wbicie flagi i pozostawienie śladów stóp - dodał szef NASA. - Tym razem celem jest pozostanie na Księżycu - zaznaczył.
Przenosimy się do Londynu. Tam dziennik "Financial Times" donosi o konflikcie prezydenta USA Donalda Trumpa i jego rządu z Watykanem. Tytuł brzmi "Dlaczego Watykan jest na wojnie z ruchem MAGA".
Włoska dziennikarka Mattia Ferraresi pisze, że Trump i jego otoczenie zdołali zjednoczyć walczące frakcje Kościoła katolickiego przeciwko wspólnemu ziemskiemu wrogowi, jakim ma być MAGA. Papież Leon IV nazwał wojnę z Iranem "skandalem dla całej ludzkiej rodziny". Jak pisze dziennikarka, ten konflikt ma również potężny wymiar religijny, bo czołowi członkowie amerykańskiego rządu i dowódcy wojskowi sięgają po retorykę religijną, aby uzasadnić walki.
Podczas niedawnego nabożeństwa w Pentagonie sekretarz obrony USA Pete Hegseth modlił się o "przytłaczające przemocą działania wobec tych, którzy nie zasługują na litość". Niedługo potem papież powiedział, co zostało odebrane jako upomnienie, że Jezus "nie wysłuchuje modlitw tych, którzy prowadzą wojnę".
Wojna w Iranie nie jest jedynym punktem spornym. Watykan i Biały Dom toczą ostre spory w sprawie polityki imigracyjnej, ataku na Wenezuelę, konfrontacji USA z Europą i demontażu instytucji międzynarodowych.
"FT" przypomina, że choć wśród najbliższych współpracowników Trumpa są gorliwi katolicy, w tym wiceprezydent J.D. Vance czy sekretarz stanu Marco Rubio, to jest to administracja najbardziej skonfliktowana z naukami Kościoła niż jakakolwiek dotychczas.
Kiedy w geście dobrej woli Trump zaprosił Leona XIV do odwiedzenia ojczystego kraju z okazji 250. rocznicy uzyskania niepodległości, papież odmówił. W międzyczasie amerykańscy biskupi postanowili nie odnawiać umów o współpracy z rządem federalnym w zakresie przesiedleń uchodźców i opieki nad dziećmi migrantów, a dodatkowo Watykan ostentacyjnie odmówił przystąpienia do Rady Pokoju Trumpa.
Jak podsumowuje gazeta, "Wydaje się, że prezydent USA dokonał cudownego dzieła: zjednoczył amerykańskich biskupów, historycznie podzielonych między progresywistów a konserwatystów we wspólnym sprzeciwie wobec polityki prowadzonej przez jedną z najbardziej katolickich administracji w historii USA".
"Financial Times" pisze też o tym, że "zamknięcie Ormuzu to gotowy wzór dla Chin wobec Tajwanu". Eyck Freyman, ekspert ds. Chin ocenia, że Pekin będzie dążył do powtórzenia strategii Iranu w Cieśninie Tajwańskiej, a globalny wpływ na gospodarkę może być jeszcze gorszy.
Iran nie musiał zatopić ani jednego tankowca, aby odciąć jedną piątą światowych dostaw ropy naftowej. Wystarczyło zaledwie kilka ataków rakietowych i dronowych, aby przekonać firmy do wycofania ubezpieczeń dla statków przepływających przez Cieśninę Ormuz. W ciągu kilku dni ten punkt krytyczny dla dostaw energii został praktycznie zamknięty.
To powtarzalny scenariusz. Chiny są mocarstwem, które mógłby zastosować bardziej wyrafinowaną wersję tego samego szantażu ekonomicznego w Cieśninie Tajwańskiej.
Wyobraźmy sobie scenariusz, w którym Chiny próbują przejąć pośrednią kontrolę nad handlem Tajwanu. Stany Zjednoczone i sojusznicy próbują mimo to uzupełnić zapasy na wyspie - Chińczycy nie musiałyby używać siły przeciwko tym konwojom, mogłyby je po prostu nękać lub grozić im. Gdyby przepływy handlowe wokół Tajwanu zostały zakłócone, szok energetyczny dla gospodarek regionalnych byłby znacznie większy niż obecnie.
Dodatkowo załamaniu uległoby wiele globalnych branż: od elektroniki po motoryzację. A to dlatego, że tajwańska firma TSMC produkuje ponad 90 procent najnowocześniejszych układów scalonych na świecie. W obliczu blokady, Tajwan może ograniczyć produkcję chipów, aby wywrzeć presję na świat.
Stany Zjednoczone i ich sojusznicy potrzebują wspólnych ustaleń dotyczących gromadzenia zapasów, wstępnie określonej logistyki kryzysowej i stałych ram zarządzania kryzysowego. Sytuacja w cieśnienie Ormuz pokazała, jak wygląda improwizacja. Kryzys na Tajwanie nie byłby znacznie gorszy.
"Unia Europejska musi odpowiedzieć na wyzwania, jakie stawia Viktor Orban" to tytuł artkułu "Le Monde".
W komentarzu odredakcyjnym francuska gazeta pisze: "Unia Europejska, nigdy nie odważyła się otwarcie potępić nadużyć węgierskiego przywódcy, choć nie była bezczynna. Dziś osiągnęła jednak granice prawnego ograniczania kraju, który wielokrotnie lekceważy jej wartości".
"Sparaliżowani machiną propagandową węgierskiego rządu lub przyzwyczajeni do konwencji dyplomatycznych, które odradzają ingerowanie w sprawy sąsiada, europejscy przywódcy nigdy nie odważyli się otwarcie potępić nadużyć Orbana, chowając się za długimi i opóźnionymi europejskimi procedurami prawnymi. Jedynym godnym uwagi wyjątkiem jest liberalny premier Polski Donald Tusk, który nie waha się krytykować Orbana otwarcie i ostro" - czytamy.
Dziennik przypomina, że z surowych wyroków wydanych przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, zawieszenia ponad 18 miliardów euro funduszy europejskich i groźb zawieszenia praw wyborczych nic nie zadziałało. Węgierska demokracja znajduje się w ciągłym kryzysie od 2010 roku i chociaż Orban czasem okazywał gotowość do drobnych ustępstw, w tym w sprawie sankcji wobec Rosji, ostatecznie dziś blokuje wszystko.
Jak wskazuje gazeta, Peter Magyar, przeciwnik Orbana w najbliższych wyborach, które odbędą się już 12 kwietnia, deklaruje się jako polityk proeuropejski. Stara się jednak zachować dystans wobec zagranicznych przywódców, aby nie podsycać propagandy rządowej, która oskarża go o "bycie marionetką Kijowa i Brukseli".
Tymczasem Orban bez wahania interweniuje bezpośrednio w wybory w innych krajach europejskich i wspiera partie skrajnie prawicowe, w tym francuskie Zgromadzenie Narodowe. W obliczu takich prowokacji nadszedł najwyższy czas, aby UE opracowała strategię przeciwdziałania nadużyciom państw członkowskich, które zagrażają jej wartościom, funkcjonowaniu, a nawet istnieniu - nawołuje redakcja "Le Monde".
Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w ostatnich dniach. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi.
Quiz: Kolejny tydzień za nami. Sprawdź, co pamiętasz! [QUIZ]
Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!
Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.
Promocje nie łączą się.
Autorka: Aleksandra Karasińska