Rok Trumpa w Białym Domu to "chaos i szok". Ekonomista wytknął listę błędów
- Pierwsze 12 miesięcy drugiej kadencji Donalda Trumpa można podsumować krótko: to chaos i szok, które na szczęście nie przerodziły się w ekonomiczny kryzys - ocenił w TOK FM prof. Marcin Piątkowski z Akademii Leona Koźmińskiego.
- Rok temu Donald Trump po raz drugi wprowadził się do Białego Domu;
- Jak mówił w TOK FM prof. Marcin Piątkowski z Akademii Leona Koźmińskiego prezydent USA nie osiągnął założonych celów;
- "Inna rzecz, że prezydent Trump ma też ogromne szczęście. To szczęście polega na tym, że niezależnie od jego polityki amerykańskiej firmy, i cała globalna gospodarka, zaczęły w sposób zupełnie kosmiczny i nie bezprecedensowy inwestować w centra danym" - zwrócił też uwagę.
20 stycznia mija dokładnie rok, od kiedy w Białym Domu ponownie zamieszkał Donald Trump.
- Pierwsze 12 miesięcy drugiej kadencji Donalda Trumpa można podsumować krótko: to chaos i szok, które na szczęście nie przerodziły się w ekonomiczny kryzys. Polityka celna prezydenta Trumpa okazała się o wiele łagodniejsza, niż to się wszystkim wydawało. Jest duża różnica pomiędzy bardzo agresywną retoryką a samą praktyką - skomentował w TOK FM prof. Marcin Piątkowski z Akademii Leona Koźmińskiego.
Jako przykład wskazał na cła - "te faktyczne są mniej więcej o połowę niższe niż te oficjalne". - Poza tym też wiele gospodarek świata, w tym w szczególności Chiny, były w stanie znaleźć różnego rodzaju dziury w całym systemie, by dalej do Ameryki eksportować albo, żeby znaleźć nowe miejsca destynacji. Inna rzecz, że to też pomogło globalnej gospodarce poradzić sobie z tym szokiem - dodał w "EKG".
"Trump z przyczyn politycznych nazywa to inaczej"
Rozmówca Tomasza Setty zwrócił przy tym uwagę, że wyższe cła zostały w efekcie przerzucone na Amerykanów.
- Ostatnie badania, w tym Międzynarodowego Funduszu Walutowego pokazują, że ponad 90 proc. wzrostu cen związanych z cłami został przeniesiony na amerykańskich konsumentów, więc po prostu cła to inna nazwa dodatkowego podatku od konsumpcji, który płacą Amerykanie. Prezydent Trump z przyczyn politycznych oczywiście nazywa to inaczej, że to cudzoziemcy płacą za dostęp do amerykańskiego rynku, ale w rzeczywistości to Amerykanie płacą więcej za wszystko, co do tej pory importowali - tłumaczył prof. Piątkowski.
Co też istotne, podkreślił, "nie spowodowało to zmian w strukturze amerykańskiej gospodarki", choć amerykańscy producenci mieli się stać bardziej konkurencyjni. - Przecież np. producent samochodów w Ameryce ma płacić coraz więcej za stal, którą importuje z reszty świata albo za stal, która jest produkowane w Ameryce, tylko drożej, więc koniec końców jego końcowy produkt też staje się jeszcze droższy - mówił.
"Prezydent Trump ma ogromne szczęście"
Gość TOK FM zwrócił przy tym uwagę, że prezydent Trump nie osiągnął także celów, które ogłosił. - Po pierwsze nie wzrosło zatrudnienie w amerykańskim przemyśle. Wręcz odwrotnie - w zeszłym roku, według najnowszych danych - zatrudnienie w przemyśle spadło. Zresztą ten trend trwa nadal, tak jak trwał za Obamy i Bidena. Po drugie deficyt handlowy jak był duży, tak dalej pozostał duży. Głównie dlatego, że Amerykanie, mówiąc w skrócie, żyją ponad stan, konsumują więcej, niż produkują i oszczędzają - wyliczył prof. Marcin Piątkowski.
Zdaniem eksperta Akademii Leona Koźmińskiego, "prezydent Trump ma jednak ogromne szczęście". - To szczęście polega na tym, że niezależnie od jego polityki amerykańskiej firmy, i cała globalna gospodarka, zaczęły w sposób zupełnie kosmiczny i niebezprecedensowy inwestować w centra danym danych, które są kluczowe, żeby rozwijać sztuczną inteligencję. Według najnowszych szacunków wydatki inwestycje na centra danych w Ameryce były odpowiedzialne za ponad połowę wzrostu gospodarczego w Ameryce - przekonywał.
Innymi słowy, dodał, gdyby nie sztuczna inteligencja, pojawiła się dwa lata wcześniej albo dwa lata później, "to dzisiaj amerykańska gospodarka mogłaby być na skraju recesji". - Tymczasem rośnie dosyć szybko, podobnie jak światowa gospodarka. Choć z tym polityka prezydenta Trumpa ma niewiele wspólnego - zwrócił uwagę na koniec.
Źródło: TOK FM, PAP/ Julia Demaree Nikhinson/Associated Press/East News