,
Obserwuj
Ludzie

Dlaczego dzieci przenoszą swoje życie do smartfona? "Uczą się przez obserwację"

4 min. czytania
28.02.2026 07:00

Smartfon nie trafia do ręki dziecka sam. To decyzja dorosłych, która pociąga za sobą poważne konsekwencje. Aż 83 proc. dzieci w Polsce ma dostęp do internetu, a algorytmy potrafią szybko wciągnąć młodych w „rabbit hole” przemocy, hejtu czy treści o samouszkodzeniach.

Coraz młodsze dzieci mają własne smartfony
Coraz młodsze dzieci mają własne smartfony
fot. Wojciech Olkusnik/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kiedy obecność technologii staje się dla dziecka zagrożeniem?
  • Czym jest zjawisko rabbit hole?
  • Jak powinna wyglądać "inicjacja smartfonowa”?

83 proc. dzieci w Polsce między 7 a 14. rokiem życia ma dostęp do internetu - wynika z najnowszych badań NASK. Coraz młodsze dzieci mają też własne smartfony i to nie jest już sprzęt "na komunię", ale często prezent na zakończenie zerówki albo pierwszej klasy. - Telefony nie trafiają w ręce dzieci same. To my je dajemy. Jeśli mówimy o dzieciach do trzynastego roku życia, to w tym obszarze jest to nasza decyzja jako dorosłych - podkreśla Karolina Głogowska, psycholog, socjoterapeutka, psychoterapeutka w trakcie szkolenia, adiunkt w Katedrze Psychologii Wychowania Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.

Nie "czy", tylko "jak"

Eksperci podkreślają, że sama obecność technologii nie jest z definicji zagrożeniem. Problem zaczyna się tam, gdzie brakuje zasad, rozmowy i przygotowania. - Ulubiona odpowiedź psychologów brzmi: to zależy - mówi Karolina Głogowska, pytana o "właściwy” wiek na pierwszy telefon. - To zależy od dojrzałości dziecka, funkcjonowania rodziny, od tego, jakie zasady potrafimy wprowadzić. Dla mnie kluczowe nie jest pytanie "kiedy", tylko "jak": do czego ten telefon ma służyć, jakie treści są dostępne, jakie metody kontroli rodzicielskiej wprowadzam - tłumaczy nasza rozmówczyni.

Badania UNICEF wskazuj bowiem, że młodzi użytkownicy internetu coraz częściej stykają się z mową nienawiści i przemocą online, a im młodsze dziecko, tym ma mniejsze kompetencje w zakresie regulacji emocji, krytycznego myślenia i rozpoznawania manipulacji algorytmów.

Rabbit hole i algorytm, który "wie lepiej"

W 2023 roku Amnesty International opublikowała raport pokazujący, jak szybko algorytmy platform społecznościowych potrafią "podchwycić" wrażliwy temat. Wystarczy, że młoda osoba opublikuje post o smutku czy przygnębieniu, by w krótkim czasie zaczęła otrzymywać treści dotyczące depresji czy samouszkodzeń. - Mówimy o zjawisku rabbit hole, czyli zapadaniu się w kolejne, coraz bardziej wąskie i intensywne treści - tłumaczy Głogowska. - Młody człowiek może zanurzyć się w materiałach, które będą pogarszać jego nastrój, a my - siedząc obok - nie mamy o tym pojęcia - dodaje.

Nie chodzi też o straszenie rodziców, lecz o uświadomienie, że ustawienie limitu czasu ekranowego nie wystarczy. Kluczowa jest jakość treści i rozmowa o tym, z czym dziecko może się zetknąć: przemocą, hejtem, pornografią, presją wizerunkową. - Jeśli seksualność jest w domu tematem tabu, to jak dwunastolatek, który zobaczył drastyczne sceny pornograficzne, ma przyjść i o tym powiedzieć? - pyta retorycznie.

Dzieci patrzą. I naśladują

Z badań psychologicznych wiemy, że modelowanie jest jednym z podstawowych mechanizmów uczenia się. Dzieci uczą się przez obserwację - przede wszystkim najważniejszych dorosłych. - My stanowimy naturalny wzorzec. Nawet jeśli w telefonie czytamy ambitną książkę, dziecko widzi po prostu rodzica z telefonem w ręku i tu warto przyjrzeć się samemu sobie - zachęca Głogowska.

Paradoks współczesnego rodzicielstwa polega bowiem na tym, że próbujemy regulować dzieciom dostęp do ekranów, sami nie regulując własnego. Posiłki z telefonem obok talerza, wieczorne scrollowanie "dla relaksu", szybkie sprawdzanie powiadomień w trakcie rozmowy - to codzienność wielu domów. - Mamę najczęściej przyłapuję na tym, że siedzi na Facebooku albo gra w swoją ulubioną grę a tatę, że czyta różne wiadomości na takim portalu X - opowiada 8-letnia Gabrysia, która sama nie ma telefonu komórkowego, bo rodzice tego zabraniają. - Nie podoba mi się to, bo potem nie mają dla mnie czasu, na przykład na granie w gry czy czytanie książek - dodaje ze smutkiem.

Telefon jako plaster na trudne emocje

Z badań prowadzonych w ośrodkach akademickich, w tym na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, wynika, że młodzi ludzie często szukają w internecie akceptacji, relacji i sposobów regulowania emocji. Samo to nie jest niepokojące, o ile nie staje się jedyną strategią radzenia sobie ze smutkiem, samotnością czy lękiem. - Jeśli internet jest jedną z wielu opcji, to nie powinno nas to martwić. Problem zaczyna się wtedy, gdy staje się głównym sposobem radzenia sobie z emocjami - mówi Głogowska.

Dlaczego więc tak łatwo przychodzi nam kupić dziecku telefon, nawet sześciolatkowi? - Bo tak jest łatwiej. Jeśli nie damy dziecku urządzenia, to my musimy zorganizować mu czas. Jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby coś z nim porobić, jakoś je zająć, a to oznacza, że pozbywamy się też swojego wolnego czasu. I pytanie, na ile jesteśmy gotowi, a na ile nie? - pyta ekspertka.

Jest jeszcze drugi powód: trudność w znoszeniu dziecięcej frustracji. Odmowa oznacza złość, rozczarowanie, czasem łzy i oskarżenia o bycie "najgorszym rodzicem na świecie". - Jedną z mniej przyjemnych, ale bardzo ważnych części rodzicielstwa jest zdolność do pomieszczania trudnych emocji dziecka - podkreśla psychoterapeutka. - Ono ma prawo być złe. Naszym zadaniem jest to unieść - dodaje.

Relacja jako czynnik chroniący

Najsilniejszym czynnikiem chroniącym przed problematycznym używaniem internetu i wieloma zaburzeniami psychicznymi jest jakość relacji z rodzicem lub opiekunem.

Ekspertka zachęca, by rodzice jeszcze przed "inicjacją smartfonową” usiedli razem i ustalili wspólne zasady. Dopiero potem warto zaprosić do rozmowy dziecko, tłumacząc, skąd biorą się określone granice. A jeśli w domu obowiązuje zasada, że media społecznościowe są od 15. roku życia - trzeba być gotowym wesprzeć nastolatka w radzeniu sobie z presją rówieśników. - Trudno towarzyszyć dziecku w trudnych rzeczach, jeśli nie mamy z nim relacji. Tego nie buduje się w jedno popołudnie. To inwestycja, która kosztuje czas i energię - podsumowuje Karolina Głogowska.

źródło: TOK.FM