Leczył raka masażem. "Doszło do uszkodzenia wątroby, chory zmarł"
Medycyna oferuje dziś ogromne możliwości leczenia nowotworów. Mimo to wielu chorych wybiera alternatywne metody. - Każdy pacjent ma do takiej decyzji prawo. Ale niestety to jest czas, który tracimy i nie da się potem tego cofnąć - mówi TOK FM Onkolożka prof. Magdalena Skórzewska.
Z tego artykułu dowiesz się:
- O historiach ludzi, którzy - zamiast profesjonalnego leczenia - wybrali metody alternatywne;
- O tym, jakie jest zdanie lekarzy na ten temat i jakie są możliwości leczenia nowotworów obecnie;
- Dlaczego przerywanie leczenia nowotworu albo łączenie go z metodami alternatywni jest ważne;
- Co mogłoby pomóc przekonać ludzi do leczenia;
- Nauka w odwrocie. Coraz więcej Polaków wierzy w teorie spiskowe - to temat weekendu w TOK FM. Mówimy i piszemy więcej na ten temat.
Ewa (imię zmienione), mama dwójki nastolatków, zmianę w piersi wykryła przypadkiem. W trakcie mycia pod prysznicem wyczuła guzek wielkości pestki wiśni. Zawsze była zwolenniczką domowych sposobów leczenia, a przeciwniczką antybiotyków i szczepień. - Gdy dowiedziała się, po badaniach, że to nowotwór piersi, że jest dość duży i że natychmiast trzeba działać, w pierwszej chwili trochę się podłamała, ale potem ruszyła do walki - opowiadają jej znajomi.
Od razu powiedziała lekarzom, że nie zgadza się na mastektomię (zabieg chirurgicznego usunięcia piersi), o której jej wspomniano. Nie brała też pod uwagę chemioterapii.
- Szukała innych metod, włączyła do tego rodzinę. Jeździła z Lublina do Szczecina i w inne rejony Polski na terapie czy zabiegi - opowiada nam jej kuzynka. Było tego sporo - bioenergoterapia, leczenie ziołami, leczenie moczem, kąpiele w określonych mieszankach. - Włożyła w to naprawdę mnóstwo energii, tyle że guz rósł. I choć słyszała od lekarki, że to, co robi, nie pomaga, w ogóle nie słuchała. Jakby to do niej nie docierało. Gdy w końcu zdecydowała się na leczenie, było już za późno - mówi kuzynka. Ewa zmarła w wieku 46 lat. Jak słyszymy, sama nie dała sobie szansy.
"Zawsze szanuję decyzje pacjentów"
Onkolożka prof. Magdalena Skórzewska, kierowniczka Oddziału Onkologii Klinicznej i Chemioterapii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie podkreśla, że takich historii jest wiele.
Pacjenci i pacjentki często nie biorą pod uwagę, że dziś jest mnóstwo nowoczesnych sposobów na leczenie nowotworów - nie tylko zabiegi chirurgiczne czy chemioterapia, ale też nowoczesna radioterapia, programy lekowe (często szyte na miarę, pod konkretny typ nowotworu), immunterapia. - Dzięki postępom w medycynie można naprawdę znacząco przedłużyć choremu życie - mówi lekarka.
Prof. Skórzewska podkreśla, że zawsze szanuje decyzję pacjentów, nawet wtedy, gdy mówią wprost, że nie chcą się leczyć. - Każdy pacjent ma do takiej decyzji prawo. Rozumiem też, gdy rodzina szuka alternatywnych metod leczenia. Ale niestety to jest czas, który tracimy i nie da się potem tego cofnąć. W efekcie często jest tak, że pacjent trafia ostatecznie do szpitala z zaawansowanym już nowotworem i wtedy przyznaje, że problemy zaczęły się dużo wcześniej, ale z różnych powodów nie trafił do lekarza - opowiada pani profesor.
Poszedł na masaż i zmarł
Nasza rozmówczyni pamięta m.in. pacjenta, który miał nowotwór i stosował jedną z metod alternatywnych - tzw. terapię manualną, czyli intensywne masaże. - To był 42-letni mężczyzna z rakiem jelita grubego, z przerzutami do wątroby. I te masaże w jego przypadku skończyły się tym, że doszło do uszkodzenia wątroby i chory zmarł z powodu sytuacji czysto urazowej. Wątroba w trakcie jednego z intensywnych masaży niestety pękła. Ona mogła pęknąć oczywiście z różnych powodów - np. w wyniku wypadku - ale gdy jest to spowodowane przez nasze działania i decyzje, to bardzo smutne - mówi Skórzewska.
Lekarka niedawno miała też pacjentkę, która zgłosiła się z zaawansowanym guzem piersi. - Przyjechała z rodziną i rodzina już na wstępie, jeszcze przed badaniem, przekonywała mnie, że to nic groźnego, że to się niedawno pojawiło. A ja widziałam już na wejściu, że to jest duży guz i bardzo poważna sprawa, co się potwierdziło. Pacjentka wyszła z gabinetu po długiej rozmowie. Powiedziała, że zastanowi się nad leczeniem. Do dziś niestety nie wróciła - mówi nasza rozmówczyni.
"Przerwanie leczenia to strzelanie sobie w stopę"
Jak słyszymy, są też sytuacje, gdy pacjent zaczyna leczenie, a potem nagle je przerywa. - Z punktu widzenia biologii nowotworu to największy problem. Jak pacjent zacznie i nagle przerwie, to komórka nowotworowa ma wtedy "wakacje" i może robić absolutnie wszystko - wskazuje lekarka.
- Łączenie naszego leczenia z metodami alternatywnymi albo przerywanie leczenia to jest strzelenie sobie w stopę i uciekanie przez las. To się nie ma prawa udać. Dlatego tak ważna jest zawsze rozmowa z chorym i nawiązanie zaufania w naszej relacji - dodaje pani profesor.
Nasza gościni podkreśla, że nawet gdy pacjent trafia do niej w zaawansowanym stadium choroby, nigdy go nie strofuje i nie upomina słowami: "Dlaczego tyle pan czekał?" albo "Za późno się pani zgłasza".
- Przecież wiadomo, że takie słowa nic nie zmienią. Nie cofną czasu, a mogą tylko jeszcze bardziej zestresować, a nawet załamać pacjenta. Wychodzę z założenia, że podejmujemy działania tu i teraz. Na tyle, na ile można pomóc w tej konkretnej sytuacji, pomagamy. I robimy wszystko, by leczenie odniosło efekt i by pacjentowi pomóc - tłumaczy pani profesor.
Dr Anna Stankiewicz-Świtała jest onkolożką w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym przy alei Kraśnickiej w Lublinie. Diagnozowaniem i leczeniem nowotworów - w szczególności nowotworów piersi - zajmuje się od ponad 30 lat. Też spotyka pacjentki, które zamiast rzetelnego, zaawansowanego leczenia wybierają wlewy witaminowe czy inne "szarlatańskie" metody.
- Zawsze staram się rozmawiać z pacjentkami, tłumaczę, przekonuję, że im wcześniej zaczną leczenie, tym większe szanse na wyleczenie, na długie życie. To są często długie rozmowy, bywają trudne, ale najważniejszy jest efekt. Bo każde opóźnienie leczenia choćby o kilka tygodni czy miesięcy może się dla pacjentki źle skończyć. Rak nie śpi, on się dalej rozwija i warto o tym pamiętać - mówi TOK FM pani doktor.
I podkreśla, że dzięki rozwojowi medycyny jest naprawdę dużo możliwości. - Dziś, podejmując decyzję o konkretnym leczeniu, my ten nowotwór już bardzo dobrze znamy, robimy m.in. badania genetyczne. To nie jest tak jak 15 czy 20 lat temu. Kobiety żyją, mają się dobrze. Mam pacjentki, które urodziły dzieci i wróciły do normalnego życia. Dlatego zachęcam, badajmy się. Nowotwory najczęściej na początku nie bolą. Dlatego, jeśli czujemy w piersi jakąś zmianę, czym prędzej podejmiemy diagnostykę i leczenie, tym lepiej - podsumowuje lekarka.