,
Obserwuj
Ludzie

Dlaczego brakuje lekarzy wojskowych? "Zarobki są tu zdecydowanie mniej atrakcyjne"

3 min. czytania
26.12.2025 15:12

"Na 1420 etatów mamy 830 lekarzy, czyli obsadzonych jest około 58 proc. stanowisk. Podobnie jest w przypadku ratowników medycznych - to 57 proc. stanu. Jeszcze gorzej wygląda to w przypadku dentystów" - mówił w TOK rzecznik Wojskowego Instytutu Medycznego Mariusz Gierej. Jak to tłumaczy? I jakie widzi rozwiązanie? 

Wojskowy Instytut Medyczny przy Szaserow. Szkolenie Damage Control Resuscitation
Wojskowy Instytut Medyczny przy Szaserow. Szkolenie Damage Control Resuscitation
fot. Dawid Wolski/East News
  • Wojskowa służba zdrowia w Polsce zmaga się z brakami kadrowymi, które sięgają blisko 60 proc.
  • Mariusz Gierej w rozmowie w TOK FM wskazuje m.in. na brak odpowiedniego systemu kształcenia lekarzy wojskowych; 
  • W ocenie rzecznika Wojskowego Instytutu Medycznego, rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie na kierunkach medycznych cywilnych elementów medycyny taktycznej bądź też medycyny pola walki. 

Brakuje wojskowych lekarzy. Jak mówił w TOK FM Mariusz Gierej, skala zjawiska jest duża. - Na 1420 etatów mamy 830 lekarzy, czyli obsadzonych jest około 58 proc. stanowisk. Podobnie jest w przypadku ratowników medycznych - na 1846 etatów obsadzonych jest 1056 etatów, czyli 57 proc. stanu. Jeszcze gorzej wygląda to w przypadku dentystów - potrzeba 61 lekarzy, a jest 20 - wskazał precyzyjne rzecznik prasowy Wojskowego Instytutu Medycznego.

Zastrzegł przy tym, że to stan na tu i teraz, a przecież w planach jest  zwiększenie liczby wojskowych. - Krótko mówiąc, do tych etatów, które są, powinniśmy jeszcze dodać odpowiednio więcej (lekarzy - red.) przy zwiększeniu liczby żołnierzy w służbie czynnej - podkreślił.

Kierunek ukończyło jedynie 45 osób

W ocenie rozmówcy TOK FM mała liczba wojskowych lekarzy to przede wszystkim skutek tego, że kształcimy ich za mało. Po drugie to wina samego systemu. - Przypomnę, że zlikwidowano Wojskową Akademię Medyczną, która też nie była efektywnym sposobem pozyskiwania lekarzy do wojska - dopowiedział.

Teraz, jak wskazał, jest tylko jeden wojskowy wydział medyczny, na Łódzkim Uniwersytecie Medycznym. - Nic więcej, z wyjątkiem paru przedmiotów, które mamy na Uniwersytecie Warszawskim, na wydziale medycznym. Pozostałe uczelnie nie prowadzą tego typu zajęć - zastrzegł. 

W jego ocenie, "pilnie" do przeorganizowania jest także kwestia awansów lekarzy, w tym zdobywania przez nich kolejnych stopni specjalizacji, a także sposobu ich wynagradzania. - Zarobki w porównaniu z cywilną opieką zdrowotną są tu zdecydowanie mniej atrakcyjne. To też powoduje, że część studentów, którzy nawet studiują np. na Łódzkim Uniwersytecie Medycznym kierunek wojskowy, nauki nie kończy i nie zostaje w wojsku. I tak np. w ostatnim roku kierunek ten ukończyło jedynie 45 osób - podkreślił w rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem.

"Wojskowi lekarze pójdą za armią". Co z cywilami?

Zdaniem Mariusza Giereja rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie na kierunkach medycznych cywilnych, elementów medycyny taktycznej bądź też medycyny pola walki. To o tyle istotne, tłumaczył, że "tak czy inaczej wojskowi lekarza pójdą za armią", a cywile z ranami postrzałowymi po wybuchach, oparzeniach itd. będą trafiali do cywilnej opieki zdrowotnej. - Jeżeli lekarze nie będą mieli wiedzy, jak ratować takich rannych, to będziemy mieli bardzo dużą liczbę zgonów. System edukacyjny trzeba zmienić i dostosować do potrzeb geopolitycznych - tłumaczył.

Tyle, że i to będzie trudne do osiągnięcia. Jeżeli sobie wyobrazimy, wskazał, że mamy 400-500 tys. specjalistów w systemie opieki medycznej, w tym lekarzy, pielęgniarek i innych osób wykonujących zawody medyczne, to państwo przygotowane na konflikt zbrojny powinno wszystkich tych ludzi przeszkolić. - Ale przeszkolenie 500 tys. osób, którzy nie mają w ogóle wiedzy z medycyny pola walki, to skala niewyobrażalna. Tym bardziej, że, załóżmy, mamy 50-100 instruktorów. Wystarczy sobie policzyć, ile rocznie musieliby oni szkolić osób, by po 10 latach móc powiedzieć: "Tak. Nasza opieka zdrowotna została przygotowana na konflikt zbrojny" - podsumował w TOK FM.

Redakcja poleca