Prace domowe wrócą? "Jeśli choruje nam palec, to nie odcinamy całej ręki"
Czy prace domowe wrócą? Decyzja o tym zapadnie w październiku lub listopadzie. - Od wielu miesięcy mówimy o tym, by ktoś się konsekwentnie z tym zmierzył i wycofał się z tych rozwiązań - mówi TOK FM Iga Kazimierczak.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co nauczyciele sądzą o wprowadzaniu zmian w trakcie trwania roku szkolnego;
- Czy chcą powrotu możliwości zadawania prac domowych;
- Dlaczego nie chodzi w nich tylko o sprawdzanie wiedzy uczniów.
Pod koniec czerwca Instytut Badań Edukacyjnych rozesłał do szkół ankiety. Nauczyciele i dyrektorzy szkół mieli określić w formularzach czy uczniowie - przez niezadawanie im prac domowych - mają np. braki w wiedzy. Na tej podstawie oraz na podstawie wyników egzaminu ósmoklasisty miał powstać raport dotyczący tego tematu. Ale na razie nie powstał. Jak przekazał TOK FM wicedyrektor Instytutu Badań Edukacyjnych Tadeusz Gajderowicz, cały czas trwają analizy egzaminu ósmoklasisty. Chodzi o porównanie wyników szkół, w których prac domowych nie było od dawna, z wynikami tych placówek, które wycofały się z tego po wejściu w życie ministerialnego rozporządzenia. Dziś mówi się o tym, że decyzja, czy prace domowe wrócą, czy nie, zapadnie w październiku lub listopadzie.
- Wchodzimy w nowy rok szkolny z wielką niewiadomą w tym zakresie i z dużym napięciem, bo jeśli te zmiany miałyby być wprowadzone, to znów pojawią się gdzieś w trakcie nowego roku szkolnego. A o tym, że ten arbitralny zakaz nie jest dobrym rozwiązaniem wiemy od dawna, odkąd pojawiły się dyskusje na ten temat. Naprawdę, od wielu miesięcy mówimy o tym, by ktoś się konsekwentnie z tym zmierzył i wycofał się z tych rozwiązań. Tu już nie ma co czekać - mówi TOK FM dr Iga Kazimierczyk, prezeska warszawskiej fundacji "Przestrzeń dla edukacji", wykładowczyni Uczelni Korczaka.
To nauczyciele powinni decydować
Jak dodaje, do prac domowych było mnóstwo zastrzeżeń - że było ich za dużo, że bywały absurdalne, że przeciążały dzieci. - Oczywiście, zdarzały się takie sytuacje. I patologiczne, nadmiarowe zadawanie prac domowych jest czymś, czego być nie powinno. Ale jeśli choruje nam palec, to nie odcinamy całej ręki, a tu takie metody zastosowano. Zamiast iść w kierunku np. piętnowania tych niepokojących przykładów, zakazano wszystkim nauczycielom czegoś, co pomagało im choćby monitorować, na jakim poziomie z danego przedmiotu jest cała klasa, grupa - dodaje Iga Kazimierczyk. - Nie mam wątpliwości, że to nauczyciele powinni mieć możliwość decydowania, czy i jakie prace domowe zadawać, by móc pomóc uczniom lepiej się uczyć - wskazuje gościni TOK FM.
W październiku lub listopadzie MEN będzie gotowe podjąć decyzję co do przyszłości obowiązkowych prac domowych - powiedziała, cytowana przez Infor, ministra edukacji, Barbara Nowacka. Jej zdaniem, w ostatnim roku szkolnym wiedza uczniów nie spadła, a nauczyciele sprawdzali ją za pomocą kartkówek.
- Tak, sprawdzali. Kartkówki w podstawówce u syna były non stop. I u wielu uczniów sypały się jedynka za jedynką. Nie wiem, czy o to w tym wszystkim chodziło? - zastanawia się warszawianka, pani Agnieszka. Jak dodaje, rodzice próbowali naciskać na nauczycieli, by jednak co nieco zadawali, ale nie było na to przyzwolenia. - Słyszałam od koleżanek z innych szkół, że zdarzało się, że matematyczka czy fizyczka zgadzała się na zadanie kilku ćwiczeń do domu, ale w wielkiej tajemnicy - dodaje nasza rozmówczyni.
To praca nad samodzielnością i odpowiedzialnością
Judyta Rudnicka jest nauczycielką języka angielskiego w jednej ze szkół podstawowych w Warszawie. Jak mówi, na co dzień widzi, ile tracą jej uczniowie na tym, że prac domowych nie ma. - U mnie na lekcjach praktycznie prac domowych także wcześniej nie było, ale uczeń, który nie skończy czegoś na lekcji, miał obowiązek dokończyć to właśnie w domu. Dziś - nie kończą, bo wychodzą z założenia, że nie muszą. A praca domowa, konieczność zajrzenia do zeszytu w domu to jest praca nad samodzielnością, nad odpowiedzialnością, ale też nad tym, jak się skutecznie uczyć. I myślę, że to będzie jedna z największych reperkusji tego rozporządzenia - nawet nie to, że na bieżąco nie przyswajają wiedzy, ale to, że nie uczą się systematyczności w uczeniu. Potem pójdą do szkoły średniej i nie będą mogli się tam odnaleźć - mówi nasza rozmówczyni. I zachęca rządzących, by nie zwlekali, tylko temat prac domowych wyjaśnili jak najszybciej.
Jest coś jeszcze. - Rozporządzenie o zakazie prac domowych spowodowało, że część pedagogów poczuła, że odbiera im się autonomię i odeszła z zawodu - mówiła nam w czerwcu dr Joanna Dobkowska, pedagożka z Uniwersytetu Warszawskiego.
W jej ocenie, rezygnując arbitralnie z prac domowych, "wylano dziecko z kąpielą". - Mam poczucie, że nie wzięto pod uwagę wcześniejszych wyników badań IBE które pokazywały, że nauczyciele w Polsce - bez odgórnych decyzji - sami coraz częściej odchodzili od prac domowych. Czyli widoczny był jakiś pozytywny trend - mówiła gościni TOK FM.
Jakie są zasady?
Prac domowych nie ma w szkołach podstawowych od kwietnia 2024 roku. Zgodnie z rozporządzeniem MEN, w klasach I-III nauczyciele w ogóle nie mogą ich zadawać. Wyjątek stanowią prace dotyczące usprawniania motoryki małej, czyli ćwiczeń polegających na rozwijaniu umiejętności ruchowych dłoni. Z kolei w klasach IV-VIII nauczyciel może zadać pracę dla chętnych - uczniowie nie muszą jej odrabiać. Ponadto prace - nawet jeśli zostaną zadane - nie mogą być oceniane.