"Miałem 4 sekundy, nie było szans na zatrzymanie". Dlaczego jest tyle wypadków na torach?
Tylko w tym roku doszło do 39 wypadków na przejazdach i przejściach kolejowych, wynika ze statystyk PKP PLK, do których dotarliśmy. W zeszłym roku było ich łącznie 183. - W Czechach jest nawet powiedzenie: Jak jest wypadek na przejeździe, to pewnie autem jechał Polak - komentuje w rozmowie z tokfm.pl Karol Trammer, redaktor naczelny "Z biegiem szyn".
- W całym 2025 r. odnotowano 183 wypadki na przejazdach i przejściach kolejowych, rok wcześniej - 157, w tym roku już 39;
- "99 procent wszystkich zdarzeń spowodowana jest nieprzestrzeganiem przez kierowców przepisów ruchu drogowego, niezatrzymywaniem się przez znakiem "Stop" i włączonymi sygnalizatorami, przejeżdżaniem pod opadającymi rogatkami czy nawet wymijaniem ich slalomem" - komentuje w rozmowie z tokfm.pl Karol Jakubowski z PKP PLK;
- Zdaniem Karola Trammera, redaktora naczelnego "Z biegiem szyn", w grę wchodzą różne rozwiązania, by zmniejszyć liczbę wypadków na torach. "Musi mocno uderzyć po kieszeni, by przyniosło zamierzony efekt" - ocenia;
- Bezpieczeństwo w ruchu drogowym to temat tego weekendu w Radiu TOK FM. Na antenie będzie można wysłuchać wielu rozmów z ekspertami i praktykami.
Maszynista Karol dobrze wie, co to znaczy wypadek na torach. - Jechałem 119 km/h, a przeszkodę na przejeździe zobaczyłem na cztery sekundy przed uderzeniem, jak tylko wyjechałem z łuku. Nie było szans na zatrzymanie pociągu. Dookoła albo las, albo wysokie barierki dźwiękochłonne, co potęgowało widzenie tunelowe. Z automatu podałem lewą ręką sygnał "Baczność", a prawą wdrożyłem hamowanie nagłe, po czym zesztywniały mi mięśnie - opowiada w rozmowie z tokfm.pl Karol Szymański.
Samo uderzenie było na tyle silne, że rzuciło go w lewą część kabiny, przednia szyba poszła w drobny mak. - W uszach pisk i szum, bo otworzyły się też drzwi do przedziału maszynowego, gdzie są dwa duże wentylatory - przypomina sobie.
Pociąg - jak dodaje - zatrzymał się po 860 metrach i ok. 50 sekundach. - Dla porównania, jak wynika z tabelek, przy prędkości 160 km/h droga hamowania wynosi średnio 1,3 km. Zginęły dwie osoby, obie z auta, który zatrzymał się na torach, między szlabanami - dopowiada Szymański. W pociągu (pasażerskim) nikomu nic się nie stało.
39 wypadków w niecałe dwa miesiące
Tylko w tym roku (do 25 lutego) doszło do 39 wypadków na przejazdach i przejściach kolejowych, w tym 33 z pojazdami i sześć z pieszymi użytkownikami - wynika z danych PKP PLK, do których dotarło tokfm.pl. Dla porównania: w całym 2025 r. odnotowano 183 wypadki (150 z pojazdami i 33 z pieszymi użytkownikami), a w 2024 r. - 157 wypadków (134 z pojazdami i 23 z pieszymi użytkownikami). To oznacza, że statystycznie w zeszłym roku do wypadku na torach dochodziło co dwa dni. Najwięcej zdarzeń odnotowano w województwie mazowieckim i wielkopolskim - odpowiednio 26 i 25 (w tym odpowiednio dziewięć i sześć).
Ile osób zginęło? W 2026 roku było 11 ofiar śmiertelnych, w tym pięć osób w wypadkach z pojazdami i sześć osób w wypadkach z pieszymi użytkownikami. - Podczas gdy w 2025 r. zginęło 57 osób, a w 2024 r. 43 osoby. Dane nie uwzględniają samobójstw i prób samobójczych - doprecyzowuje w rozmowie z tokfm.pl Karol Jakubowski z zespołu prasowego PKP Polski Linie Kolejowe.
Dopytywany o najtragiczniejsze zdarzenia z zeszłego roku wskazuje na dwa. - To wypadek z 15 sierpnia na szlaku Pierzchno - Gądki, gdzie w wyniku wjechania samochodu pod nadjeżdżający pociąg zginęły cztery osoby. Kolejnym tragicznym wydarzeniem był wypadek z 21 grudnia na szlaku Ziębice - Starczów, gdzie zginęły dwie osoby - wylicza. Dopytywany o tegoroczne zdarzenia podaje wypadek z 7 stycznia, gdzie na szlaku Krępica w gminie Płońsk 30-tonowa ładowarka wjechała pod szynobus; zginęła jedna osoba, 12 zostało rannych, w tym trzy ciężko.
"Jak wypadek na przejeździe, to pewnie autem jechał Polak"
W Polsce liczba kilometrów linii kolejowych (18,8 tys.) porównywalna jest z tymi w Szwecji (14,2 tys.) i Hiszpanii (15,6 tys.), za to liczba wypadków na przejazdach sześć razy wyższa. Czym to tłumaczyć?
Jakubowski przekonuje, że kierowcy - co do zasady - nie zachowują szczególnej ostrożności w rejonie przejazdów i nie wykazują się dostateczną uwagą podczas przejeżdżania przez tory. - 99 procent wszystkich zdarzeń spowodowana jest nieprzestrzeganiem przez kierowców przepisów ruchu drogowego, niezatrzymywaniem się przez znakiem "Stop" i włączonymi sygnalizatorami, przejeżdżaniem pod opadającymi rogatkami czy nawet wymijaniem ich slalomem - odpowiada.
Także Karol Trammer, redaktor naczelny dwumiesięcznika "Z biegiem szyn", podkreśla, że wina leży przede wszystkim pod stronie kierowców (i pieszych).
- Wjazd na przejazd kolejowo-drogowy, kiedy nie ma pewności na jego opuszczenie, to podstawowy, ale nadal zadziwiający problem. Podam konkretny przykład: Ołtarzew koło Ożarowa Mazowieckiego. Kierowca tira wjeżdża na przejazd, ale nie jest już w stanie z niego zjechać, bo korek jest za duży. Utyka na środku, po czym uderza w niego pociąg. Kończy się śmiercią maszynisty - opowiada.
Kolejny duży problem - jak mówi Trammer - to ignorowanie czerwonego, migającego światła, które zapala się chwilę przed zamknięciem szlabanu. - Swego czasu głośno było o przypadku na linii Sochaczew-Łowicz, gdzie ciężarówka wjechała na przejazd przy migających światłach, kiedy szlaban zaczął się otwierać. Tyle, że ten chwilę potem znów zaczął się zamykać, bo nadjeżdżał pociąg z drugiego kierunku - wspomina ekspert.
Przyznaje, że kierowcy zmieniają się z roku na rok na lepsze, ale cały czas mają duży problem właśnie z przekraczaniem przejazdów. - W Czechach jest nawet powiedzenie: Jak jest wypadek na przejeździe, to pewnie autem jechał Polak - mówi naczelny "Z biegiem szyn".
"Kierowcy jak dzieci: 'Uwaga, to linia kolejowa'"
Zdaniem Trammera problemem jest też to, że znaczna część kierowców zachowuje się tak, jakby linii kolejowej w danym miejscu w ogóle nie było. - A to nie zwalnia, a to nie spojrzy w jedną czy drugą stronę. Nawet w przypadku przejazdów niezabezpieczonych rogatkami czy sygnalizacją. Uznają, że pociąg jeździ tam tak rzadko, że nie muszą się przejmować. Tym bardziej, że przecież poruszają się tam codziennie, a okolicę znają jak własną kieszeń - dopowiada.
Tłumaczy, że po części to efekt likwidowania linii kolejowych jeszcze w latach 90. A skoro nie było pociągów, czujność kierowców została uśpiona. Efekt jest teraz taki, że kiedy linia jest przywracana, to przed przejazdami trzeba stawiać dodatkowe znaki: "Uwaga, wznowiony ruch pociągów". - Czytaj: trzeba kierowcom mówić jak dzieciom: Uwaga, to linia kolejowa i tędy może przejechać pociąg. To zresztą zarzut do zarządców linii kolejowych i dróg. Tym bardziej, że kiedy był przejazd przez linię kolejową, która już nie funkcjonowała, to cały czas był on oznakowany tak, jakby to był ważny przejazd, po którym może jednak przejechać pociąg - podkreśla Trammer.
I na koniec wskazuje też na niedociągnięcia po stronie zarządcy przejazdu kolejowo-drogowego. Chodzi tutaj np. o złą widoczność, niedziałającą sygnalizację i/lub szlabany czy też np. błąd pracownika. - Bywa, że w nastawni dyżurny ruchu odpowiada i za ruch pociągów, i za zamykanie szlabanów na kilkunastu przejazdach. Przy dużym ruchu jedna osoba w tym samym czasie ma za dużo na głowie, na co zresztą zwracał uwagę Związek Zawodowy Dyżurnych Ruchu - ubolewa nasz rozmówca.
Mocne uderzenie po kieszeni
Polskie Linie Kolejowe prowadzą szereg inicjatyw, by poprawić bezpieczeństwa na przejazdach. Jedną z nich jest kampania "Bezpieczny Przejazd", w tym spotkania z dziećmi w szkołach i przedszkolach, publikowane w mediach społecznościowych filmów "ku przestrodze", a także prowadzenie seminariów dla instruktorów nauki jazdy, by lepiej mogli przygotować do bezpiecznej jazdy przyszłych kierowców. Inną - wprowadzenie systemu Żółtych Naklejek PLK z indywidualnym numerem przejazdu. W momencie zagrożenia życia, po wybraniu numeru 112 i przekazaniu indywidualnego numeru operatorowi jest możliwość wstrzymania ruch pociągów.
Zdaniem Trammera większe znaczenia ma jednak modernizacja przejazdów, budowa skrzyżowań bezkolizyjnych, a także montowanie na nich nowoczesnych urządzeń, w tym tzw. redlight. To fotoradar, który wykrywa wjazd na przejazd na migającym, czerwonym świetle. - To rozwiązanie powinno być stosowane częściej, bo skutecznie dyscyplinuje kierowców - podkreśla.
W jego ocenie największą zmianę przyniosła jednak korekta w taryfikatorze mandatów. - Od kiedy wprowadzono wysokie kary za niedozwolone przekroczenie przejazdu kolejowego, wielu kierowców nauczyło się, że nie wjeżdża się na czerwonych światłach. Kiedyś była zasada: otwiera się przejazd, światła jeszcze migają, to kierowcy ruszają. Teraz czekają. Innymi słowy: musiało mocno uderzyć po kieszeni, by przyniosło zamierzony efekt - ocenia nasz rozmówca.
Chodzi tu o kwotę 2 tys. zł (4 tys. zł, jeżeli w ciągu dwóch lat dojdzie drugi raz do tego samego wykroczenia). - To pokazuje, że trzeba kierowców edukować, a najlepszym sposobem edukacji są wysokie mandaty - kwituje ekspert.
Bezpieczeństwo w ruchu drogowym to temat tego weekendu w Radiu TOK FM. Na antenie będzie można wysłuchać wielu rozmów z ekspertami i praktykami.
* imię i nazwisko maszynisty zostało zmienione na jego wyraźną prośbę
Źródło: TOK FM