,
Obserwuj
Ludzie

Rządowe zapewnienia kontra rzeczywistość. Czy kobiety będą miały gdzie rodzić?

2 min. czytania
23.01.2026 06:31

Czy likwidacja porodówek w wielu częściach kraju spowoduje, że kobiety nie będą miały gdzie rodzić? Ministerstwo Zdrowia przekonuje, że wprowadzana 31 stycznia zmiana przepisów zapobiegnie takim sytuacjom. Sprawdziliśmy, jak to wygląda z perspektywy Bieszczad. I niestety, to co usłyszeliśmy, nie napawa optymizmem. 

Czy kobiety będą miały gdzie rodzić? (zdjęcie ilustracyjne)
Czy kobiety będą miały gdzie rodzić? (zdjęcie ilustracyjne)
fot. Wojciech Olkusnik/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czym jest pokój narodzin? 
  • Jaka jest szansa, że w Bieszczadach powstanie choć jeden? 

Od 31 stycznia wchodzą w życie nowe przepisy Ministerstwa Zdrowia, które mają umożliwić przyjmowanie porodów w szpitalach, gdzie zlikwidowano oddziały położnicze. Chodzi o tzw. pokoje narodzin - interwencyjne punkty położnicze, przeznaczone wyłącznie do nagłych, incydentalnych porodów fizjologicznych, gdy kobieta nie zdąży dojechać do pełnowymiarowej porodówki oddalonej o co najmniej 25 kilometrów.

Resort zdrowia przekonuje, że nie chodzi o „porody na SOR-ach”, a jedynie o formalne usankcjonowanie dyżurów położnych w miejscach, gdzie porodówki zniknęły z mapy. Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski w rozmowie z TOK FM podkreślał, że nowe rozwiązanie dotyczy kilku przypadków rocznie i nie zastępuje klasycznych oddziałów położniczych.

Lesko po zamknięciu porodówki

Jednym z takich miejsc jest szpital w Lesku, gdzie z początkiem roku formalnie przestała działać ostatnia porodówka w Bieszczadach. Dla regionu o trudnej dostępności komunikacyjnej nowe przepisy mogłyby wydawać się odpowiedzią na realny problem. Jednak z perspektywy samej placówki sytuacja wygląda znacznie mniej optymistycznie.

Pełniąca obowiązki dyrektora szpitala w Lesku Małgorzata Bryndza podkreśla, że wejście w życie rozporządzenia nie oznacza natychmiastowego uruchomienia pokoju narodzin. - Od wejścia rozporządzenia w życie dopiero będzie można występować o kontraktowanie po wydaniu odpowiedniego zarządzenia przez prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia - mówi Bryndza.

Jak zaznacza, dopiero decyzje NFZ określą, czy i na jakich zasadach nowe świadczenie będzie finansowane. - To nie jest tak, że rozporządzenie wejdzie w życie i od razu wszyscy mamy pokoje narodzin - dodaje dyrektorka.

Pieniądze i czas

Według Bryndzy dla małych szpitali będących pod finansową kreską kluczowym problemem nie są same zapisy rozporządzenia, lecz brak wiedzy o finansowaniu. Szpital w Lesku - podobnie jak wiele małych placówek - nie jest w stanie stworzyć nowej infrastruktury bez gwarancji pokrycia kosztów.

Zwraca ona uwagę, że standardowa procedura kontraktowania świadczeń w NFZ trwa około 53 dni, a na razie nie wiadomo, czy w tym przypadku zostanie skrócona. - Nie wiemy, jak to będzie finansowane i na jakich zasadach będą te umowy podpisywane - podkreśla.

Do tego dochodzą wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa pacjentek. Dyrektorka przyznaje, że koncepcja pokoju narodzin jest analizowana również pod tym kątem. - Analizujemy, czy ta koncepcja pokoju narodzin zapewni bezpieczeństwo kobiet w Bieszczadach - mówi.

Co działa dziś

Na razie w Lesku funkcjonuje szpitalny oddział ratunkowy i izba przyjęć, a na SOR całodobowo dyżuruje położna. Do obsadzenia grafików zatrudnionych jest 12 położnych. W praktyce oznacza to, że kobiety w ciąży są stabilizowane i - jeśli tylko jest to możliwe - transportowane do szpitali z oddziałami położniczymi. W skrajnych przypadkach taka podróż może potrwać około dwóch godzin.

Na ten moment nie wiadomo, czy w Bieszczadach będzie funkcjonował jakikolwiek pokój narodzin, bo szpital w Ustrzykach Dolnych przekazał, że nie stworzy takiego miejsca w swojej placówce.

źródło: TOK FM