Kleszcze atakują, przybywa zakażeń boreliozą. "To powoduje, że ryzyko zakażenia jest bliskie zeru"
- Trwa walka z nienaukowymi sposobami 'leczenia' boreliozy - ILADS oraz tzw. metodą pulsacyjną, które polegają na długotrwałym stosowaniu antybiotyków;
- Prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie zapewniła w TOK FM, że 'są już ustalone scenariusze leczenia boreliozy i tego lekarze muszą się trzymać';
- Lekarka dała także konkretne wskazówki, jak zabezpieczać się przed kleszczami, których w naszych lasach i parkach jest coraz więcej.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę na decyzję Rzecznika Praw Pacjenta w sprawie zakazu tzw. metody pulsacyjnej stosowanej w leczeniu boreliozy. Zakłada ona długotrwałe stosowanie antybiotyków, wbrew wytycznym opartym na aktualnej wiedzy.
"Nie wolno stosować tego typu terapii"
Zdaniem prof. Agnieszki Szuster-Ciesielskiej z Katedry Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie to "bardzo dobra" decyzja sądu. - Nie wolno stosować tego typu terapii, podobnie jak terapii ILADS, czyli podawania antybiotyku zaraz po ukłuciu kleszcza oraz wielomiesięcznego podawania grupy antybiotyków. Są już ustalone scenariusze leczenia boreliozy i tego lekarze muszą się trzymać - zaznaczyła w "Pierwszym programie" w TOK FM.
Gościni Wojciecha Muzala ubolewała, że w przestrzeni publicznej wciąż spotyka się reklamy np. biorezonansu, który rzekomo służy do leczenia boreliozy. - To jest absolutna nieprawda i wprowadzenie słuchaczy w błąd - powiedziała członkini zespołu ds. dezinformacji medycznej w przestrzeni publicznej. Jak dodała, w samej diagnostyce boreliozy też wciąż "nie udało się wyeliminować podziemia". - Stosuje się metody, które nie są zatwierdzone ani sprawdzone, jak np. test kompleksów immunologicznych, test zwiększenia transformacji limfocytów czy też dual dur - wskazała prof. Szuster-Ciesielska.
"Usunięcie kleszcza do 24 h powoduje, że ryzyko zakażenia jest bliskie zeru"
A jak alarmują eksperci, w wyniku łagodnej zimy kleszcze stanowią w tym roku większe zagrożenie zdrowotne, roznosząc groźne choroby, takie jak borelioza i kleszczowe zapalenie opon mózgowych. Kontakt z nimi może mieć każdy, kto przebywa w parkach, lasach lub rejonach z wysoką trawą.
- Przede wszystkim chciałam uspokoić, że nie każdy kleszcz jest nosicielem boreliozy - tylko do 15-30 proc. kleszczy jest nosicielami któregoś z gatunku tej bakterii. A mamy 26 gatunków bakterii borrelii burgdorferii, których tylko od 6 do 8 jest patogennych dla człowieka. Dlatego badanie kleszcza pod kątem obecności tej bakterii jest zupełnie bezsensowne - tłumaczyła prof. Szuster-Ciesielska.
Specjalistka wskazała też, w jaki sposób możemy się zabezpieczyć przed tą chorobą. - Przede wszystkim, kiedy wybieramy się do lasu, należy założyć spodnie, buty z cholewkami, bluzkę z rękawami, po to, by uniemożliwić kleszczom wkłucie się do naszej skóry. Poza tym po wizycie w lesie należy dokładnie obejrzeć swoje ciało. Może w tym pomóc druga osoba, radziła też.
Co zrobić jeśli znajdziemy kleszcza? - Należy go delikatnie wykręcić. Mamy do dyspozycji plastikowe kleszczołapki, które można kupić w aptece. I tutaj też chciałabym uspokoić, że usunięcie kleszcza do 24 godzin powoduje, że ryzyko ewentualnie zakażenia bakterią borelii jest praktycznie bliskie zeru - zaznaczyła lekarka z Katedry Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.
Uspokajała także, że poza tym, że nie każde ukłucie kleszcza kończy się zakażeniem to też nie zawsze samo zakażenie oznacza chorobę. - Wśród zdrowych mieszkańców Europy od 3 do 15 proc. ma przeciwciała. Ponad połowa pracowników związanych z pracami leśnymi posiada przeciwciała przeciwko bakteriom borrelii bez przejścia choroby. A zatem rozpoczęcie procesu chorobowego związane jest także z innymi czynnikami np. z własną odpornością. Poza tym tych bakterii może być niewiele i organizm sobie świetnie poradzi - tłumaczyła.
Tym jednak, co powinno nas szczególnie zaniepokoić, jak wskazała prof. Szuster-Ciesielska, jest rumień, który pojawia się u ok. 90 proc. zainfekowanych. - Jest to bardzo charakterystyczny rumień, tzw. wędrujący. Dobrze jest sobie wówczas go obrysować np. długopisem i sprawdzać, czy zaczyna pojawiać się poza obrysem. Skłonić do wizyty u lekarza powinien nas też wzrost temperatury i bóle głowy - podsumowała gościni TOK FM.