Zamieszanie z ukraińskimi dziećmi. Dlaczego zabrano je z domu dziecka?
Prawie 60 ukraińskich dzieci zostało z dnia na dzień przeniesionych razem z wychowawcami z ośrodka zbiorowego zakwaterowania w Moryniu pod Szczecinem do domów w Łodzi. Był krzyk, płacz i łzy. Teraz okazuje się, że przeprowadzka nastąpiła na wniosek strony ukraińskiej, która uważała, że warunki w ośrodku nie są najlepsze.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego zdecydowano się na relokację dzieci?
- O co wnioskowała strona ukraińska?
Dzieci z Domu Dziecka w Huliajpolu na Ukrainie trafiły do Polski po wybuchu pełnoskalowej wojny. Umieszczono je w ośrodku w Moryniu w województwie zachodniopomorskim, bo tam akurat znalazło się dla nich miejsce. Ośrodek stał się ich miejscem na ziemi, w którym w spokoju mogły dorastać. Jedna z dziewczynek mówiła w TVP Szczecin, że to jej dom. Dzieci chodziły do szkół, zaprzyjaźniły się z polskimi rówieśnikami, zżyły z miejscowym środowiskiem, zapuściły korzenie. Podobnie wychowawcy, którzy od czterech lat mieszkali tu razem z nimi.
Dlaczego konieczna była relokacja?
Kilka dni temu dzieci przewieziono spod Szczecina do Łodzi. O przeprowadzce wychowawcy dowiedzieli się z dnia na dzień. Do relokacji doszło tuż przed zmianą ustawy wygaszającej pomoc dla obywateli i obywatelek Ukrainy. "Dramatyczny poranek w Moryniu. Podstawiono autokary, dzieci wywożone wbrew ich woli. Mimo rozpaczliwych apeli wychowawców, sprzeciwu dyrekcji i łez samych podopiecznych, relokacja ponad 70 ukraińskich sierot z ośrodka w Moryniu stała się faktem" - napisał portal moryn24.pl.
Jak przekazało nam Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w ostatnim tygodniu z Morynia do Łodzi przekwaterowano łącznie 57 dzieci z ukraińskiej instytucjonalnej pieczy zastępczej, 15 wychowawców oraz 5 dzieci wychowawców. Resort przekonuje, że "zmiana miejsca pobytu podyktowana jest troską o prawidłowy rozwój psychospołeczny dzieci".
Ministerstwo informuje, że od wielu miesięcy prowadzi relokację podopiecznych z ukraińskiej instytucjonalnej pieczy zastępczej, przebywających w ośrodku zbiorowego zakwaterowania w Moryniu, do kameralnych domów na terenie Łodzi. Relokacje były prowadzone sukcesywnie, z przerwami, od 2022 roku.
Na wniosek strony ukraińskiej
Z czego to wynika? Okazuje się, że wnioskowała o to strona ukraińska, w tym tamtejszy Rzecznik Praw Dziecka. Ukraińscy urzędnicy w ramach dwóch wizyt monitorujących oceniali warunki pobytu dzieci w ośrodku w Moryniu i uznali, że nie są najlepsze. Wnioski zawierały krytyczną ocenę standardów pobytu. Chodziło m.in. o to, że w ośrodku nie było "odpowiednich warunków do dalszego zrównoważonego rozwoju dzieci", a wątpliwości budziło również zapewnienie właściwej opieki dzieciom z niepełnosprawnościami. Dostrzeżono również "potencjalne zagrożenia wynikające z dużej liczby podopiecznych przebywających na jednym, odizolowanym od większych ośrodków miejskich, terenie". Urzędnicy uznali, że dalsze przebywanie tak dużej grupy dzieci w jednym miejscu, razem, w zamkniętej enklawie, nie jest dobre dla ich psychiki.
"W związku z tym strona ukraińska zwróciła się z prośbą o zorganizowanie relokacji podopiecznych z Morynia do warunków możliwie najbardziej zbliżonych do normalnych, domowych. Strona ukraińska była na bieżąco informowana o planowanych działaniach, odbył się także cykl spotkań roboczych poświęconych relokacji, a także wizyty opiekunów w Łodzi, co zapewniło władzom Ukrainy odpowiedni czas na przygotowanie się do zmiany miejsca pobytu podopiecznych i zaadaptowanie do zmian. Dzieci z Morynia zostały przeniesione do kameralnych, kilkunastoosobowych domów" - przekazał nam Wydział Prasowy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
Drugie dno
Dlaczego do relokacji doszło akurat teraz, skoro o niewłaściwych warunkach wiedziano już od dawna? Ministerstwo tego nie przyznaje, ale od organizacji pozarządowych słyszymy, że może to mieć związek z wejściem w życie ustawy wygaszającej pomoc dla Ukrainek i Ukraińców. Jak pisaliśmy wcześniej, tuż przed zmianą przepisów przenoszono m.in. osoby z niepełnosprawnościami czy chore z jednych miejsc do drugich, by nie straciły prawa do ubezpieczenia zdrowotnego (bo dziś przysługuje ono mieszkańcom punktów zbiorowego zakwaterowania, a nie np. Domów Pomocy Społecznej).
Ustawa - jak wskazywaliśmy na naszym portalu - budzi dużo emocji, część osób na jej podstawie została pozbawiona wsparcia. - Jest duży bałagan. Część osób na pewno wypada lub wypadnie z systemu pomocy. Nie wiem, jak sobie poradzą - mówił nam kilka dni temu jeden z urzędników. Jak dodał, nie zostało to wszystko dobrze przygotowane, bo część osób najbardziej potrzebujących zostaje bez pomocy i opieki.
Jak wynika ze sprawozdania Funduszu Pomocy Departamentu Pomocy Społecznej Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej za rok 2025, z pomocy społecznej korzystało 24300 obywateli Ukrainy, z zasiłku stałego - 6 412 osób, z zasiłku okresowego 3478 beneficjentów. Dziś te liczby na pewno są już inne - zasadniczo ograniczono bowiem m.in. możliwość ubiegania się o tzw. zasiłek stały. "Sytuacja każdej osoby lub rodziny wymagającej wsparcia rozpatrywana jest indywidualnie, a pomoc powinna być dostosowywana do zdiagnozowanych potrzeb wynikających z trudnej sytuacji, w jakiej dana osoba lub rodzina się znajduje" - napisało nam w odpowiedzi Ministerstwo Rodziny.
Źródło: TOK FM, tvn24.pl