Po co Nawrocki poleciał do Orbana? "Nie chodzi o sojusz"
- To bardziej sygnalizowanie gotowości do współpracy w projekcie tworzonym przez Amerykanów, a nie bezpośrednia chęć pomagania Orbanowi - ocenił w TOK FM dziennikarz Mateusz Mazzini. Zdaniem eksperta z Uniwersytetu Civitas w poniedziałkowej wizycie prezydenta Karola Nawrockiego w Budapeszcie "nie chodziło o jakiś sojusz polsko-węgierski".
- Prezydent Karol Nawrocki spotkał się w poniedziałek w Budapeszcie z węgierskim premierem Viktorem Orbanem;
- Doszło do tego tuż przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech, w których Orban walczy o polityczne przetrwanie;
- Mateusz Mazzini z Uniwersytetu Civitas uważa, że ta wizyta nie przełoży się na lepszy wynik rządzącego Fideszu, a jej prawdziwym celem było coś innego.
W poniedziałek, w Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej, prezydent Karol Nawrocki przyjął w Przemyślu prezydenta Sulyoka. Udał się potem z krótką wizytą na Węgry, gdzie rozmawiał z prezydentem Sulyokiem i premierem Orbanem. Po spotkaniach w Budapeszcie we wpisie na platformie X Nawrocki podziękował prezydentowi i premierowi Węgier za "owocne rozmowy". Prezydent podkreślił, że oba kraje łączą "stulecia wspólnej historii i wspólni bohaterowie narodowi".
Na Węgrzech trwa kampania przed zaplanowanymi na 12 kwietnia wyborami parlamentarnymi. Opozycyjna partia TISZA Petera Magyara prowadzi z Fideszem premiera Orbana w większości niezależnych sondaży, uzyskując od kilku do kilkunastu punktów procentowych przewagi.
Chodziło o Trumpa?
Według Mateusza Mazziniego z Uniwersytetu Civitas obchody poniedziałkowego święta były pretekstem do wizyty Nawrockiego na Węgrzech, a w rzeczywistości "w ogóle nie chodzi o jakiś sojusz polsko-węgierski". Współpracownik "Gazety Wyborczej" i tygodnika Polityka ocenił też w "Wywiadzie Politycznym", że "naiwnością, czy być może nawet głupotą, byłoby myślenie, że prezydent jadąc na Węgry odegra decydującą rolę w kampanii Orbana". - Jak wyjaśniał, polski prezydent "nie jest tak szeroko rozpoznawalnym politykiem na Węgrzech, żeby jego wizyta w Budapeszcie dała wielki impuls notowaniom Fideszu".
W węgierskiej stolicy poza Karolem Nawrockim pojawili się liderzy europejskiej skrajnej prawicy, którzy tego dnia wzięli udział w szczycie eurosceptycznej grupy PE Patrioci dla Europy. W sobotę natomiast odbyła się tam konferencja środowisk konserwatywnych CPAC, w której uczestniczył były premier Mateusz Morawiecki.
Jak stwierdził gość TOK FM, Karol Nawrocki i politycy Prawa i Sprawiedliwości "sami się wysłali" do Budapesztu. Jego zdaniem "chodziło o to, żeby zasygnalizować administracji Donalda Trumpa, że jest się gotowym do tego, żeby pojechać na Węgry na ostatniej prostej kampanii (...) i wspierać sojuszników na bardzo trudnym polu walki". Podkreślił, że, "w tę walkę zaangażowani są w jawny sposób Amerykanie spod znaku MAGA, zarówno jeśli chodzi o pieniądze, wpływy, media, think tanki - mówił. Zwrócił uwagę przy tym, że poparcia Orbanowi udzielił w sobotę prezydent Stanów Zjednoczonych, zrobił to sekretarz stanu USA Marco Rubio, a przed wyborami w węgierskiej stolicy planowana jest wizyta wiceprezydenta USA J.D. Vance'a.
- To bardziej sygnalizowanie gotowości do współpracy w projekcie tworzonym przez Amerykanów, a nie bezpośrednia chęć pomagania Orbanowi - powiedział Mazzini o obecności prezydenta Nawrockiego na Węgrzech.
"Takiego asa w rękawie każdy chciałby mieć"
Rozmówca Karoliny Lewickiej zaznaczył, że "Orban waży bardzo dużo" dla Trumpa. - Jest człowiekiem, który nie ma absolutnie żadnych oporów w windowaniu kosztów jednomyślności na poziomie unijnym. Przez wiele lat tolerowaliśmy to i Orban był przekupywalny. Przyzwyczailiśmy się do tego, że prędzej czy później zawsze ulegnie - przyznał. Natomiast teraz - zauważył - "90 miliardów euro pomocy unijnej dla Ukrainy są pod znakiem zapytania".
- Orban w dość jawny sposób staje się politykiem klientelistycznym. Jest oczywiście mocno zależny od Stanów Zjednoczonych, ma w Budapeszcie masę konserwatywnych amerykańskich think tanków, które tam przywożą amerykańskie pieniądze. Amerykańscy spin doktorzy pracują dla jego kampanii. Nie zapominajmy o tym, że Orban jest w jakimś sensie zależy też od Rosjan, bo Węgrzy cały czas kupują rosyjskie surowce energetyczne. Marzy mu się też bycie bramą do chińskich inwestycji na terytorium UE - mówił Mateusz Mazzini.
Jak podsumował, premier Węgier to "obrotowy element, który dopasuje się do takich zewnętrznych wpływów, jakie będą najbardziej korzystne do tego, żeby utrzymał władzę, a takiego asa w rękawie każdy, komu zależy na wpływie na całą Unię Europejską, chciałby mieć".
Źródło: TOK FM