,
Obserwuj
Dolnośląskie

Minus 35 stopni, a on w samych szortach. "To sport o podwyższonym ryzyku"

4 min. czytania
20.12.2025 09:00

Wielbiciele morsowania na sucho w górach są coraz lepiej przygotowani, jednak w sezonie zimowym zdarzają się przypadki hipotermii. Zazwyczaj dochodzi do niej, gdy ktoś próbuje morsować bez treningu i samemu. - To jednak sport o podwyższonym ryzyku - mówi naczelnik karkonoskiego GOPR-u.

Morsowanie na sucho wymaga solidnego przygotowania
Morsowanie na sucho wymaga solidnego przygotowania
fot. MAREK LASYK/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co to jest suche morsowanie?
  • Jak się przygotować do suchego morsowania?
  • Dlaczego przy suchym morsowaniu warto mieć towarzysza?

Suche morsowanie, tak jak tradycyjne, to hartowanie ciała przez ekspozycję na zimno, z tym że bez kontaktu z wodą. Można chodzić po śniegu - na przykład w samym kostiumie kąpielowym. Niektórzy w ten sposób chodzą też po górach. Jednym ze szczytów, który wyjątkowo lubią zwolennicy suchego morsowania, jest Śnieżka w Karkonoszach.

Suche morsowanie ma poprawiać krążenie krwi, wzmacniać odporność czy pomóc w utracie wagi. - Trend zyskał na popularności prawie 10 lat temu i wtedy to zainteresowanie było chyba największe - mówi nam Adam Tkocz, naczelnik Grupy Karkonoskiej GOPR. Jak dodaje, z roku na rok przygotowanie morsujących jest lepsze, ale zdarzają się przypadki zgoła odmienne. W listopadzie karkonoscy goprowcy - wspólnie z czeskimi ratownikami - pomagali turyście w II stopniu hipotermii. Poszkodowany był silnie wychłodzony, niezdolny do kontynuowania marszu. Został ewakuowany do stacji w Pecu pod Śnieżką, skąd trafił na pokład czeskiego śmigłowca i został przetransportowany do szpitala. 

Przygotowanie organizmu do morsowania na sucho to podstawa

Turyści bez przygotowania nie powinni próbować w górach morsowania na sucho. - Kluczowym jest prawidłowe przygotowanie się do takiego wyjścia, poznanie możliwości własnego organizmu - podkreśla Tkocz. - Ważne jest też odpowiednie wyposażenie na wypadek pogorszenia sytuacji, gdy musimy się ubrać ciepło. Kluczowe jest tu doświadczenie, wybranie odpowiedniego dnia z odpowiednią pogodą. To jest sport o podwyższonym ryzyku - zaznacza.

Grzegorz Ścisłowski z grupy "W szortach" przygodę z morsowaniem na mokro i sucho zaczął około 8 lat temu. Wtedy pierwszy raz bez ubrania wszedł na Śnieżnik i - jak przyznaje - zrobił to bez większego przygotowania. Zdecydowanie nie poleca takiego rozwiązania. - Teraz, gdy organizujemy akcję wspólnego wyjścia na Śnieżnik, to zachęcamy, by się przygotować. Jak? Ja na przykład właśnie idę na spacer z córką w krótkich spodenkach, w crocsach i w krótkim rękawku, a jest lekki mróz - opowiada.

Morsowanie na sucho lepiej zacząć z kimś doświadczonym

W mediach społecznościowych można znaleźć zdjęcia z morsowania na sucho w górach, ale lepiej poszukać porad i wchodzić w ten sport powoli i rozwagą. - Najlepiej, żeby być świadomym, czym jest morsowanie na sucho - przekonuje Ścisłowski. - Treningiem może być krótkotrwałe wychodzenie w krótkich spodenkach na spacer, do sklepu, najlepiej na nizinach. Warto też wybierać na pierwszy raz łatwe górki i niedługie trasy. Nigdy nie zalecamy wyjścia samemu w góry bez ubrania. Jak ktoś chce to zrobić pierwszy raz, to tylko z doświadczonymi osobami - podkreśla.

Towarzysz może pomóc w sytuacji kryzysowej. Pierwszy też może zauważyć niebezpieczne objawy wyziębienia. - Jak obserwuję te nagłaśniane sytuacje, że kogoś z suchego morsowania ściągał GOPR, to zazwyczaj jest to ktoś niedoświadczony, kto poszedł na żywioł. Albo miał zabezpieczenie, ale przekroczył granicę i już mu to nie pomogło. Samo ubranie się w pierwszym stadium hipotermii już takiej osoby nie zagrzeje, a do tego jest nawet wtedy ciężko się w ogóle samemu ubrać - dodaje Ścisłowski. Przygotowanie fizyczne do morsowania na sucho to jedno, ale trzeba mieć też dobry sprzęt i ubranie w plecaku - takie, które później nas zagrzeje. 

Charytatywnie na Śnieżnik w szortach 

W niedzielę 21 grudnia grupa "W szortach" organizuje charytatywne wyjście na Śnieżnik, by okazać wsparcie dla Darii chorującej na SMA. Będzie to już 23. edycja tej akcji. Wyjściu będzie towarzyszyć zbiórka charytatywna, a uczestnicy - oprócz szortów - mogą też mieć jakiś mikołajkowy element stroju. Ubrani też mogą wziąć w wyjściu udział. - Z reguły idą też osoby ubrane, czasami ktoś przyjeżdża jako para i jedna osoba jest w szortach, a druga ubrana - opisuje Ścisłowski.

- Idziemy grupą średnio około 30 osób, chociaż teraz zapowiada się, że może być nawet 50 uczestników. Bardziej doświadczone osoby zabezpieczają grupę. Decydujemy przy schronisku, czy ktoś da rade pójść dalej na szczyt - opisuje. Ważna w wyjściu w góry bez ubrania jest kondycja, bo tu nie można pozwolić sobie na częste przystanki dla odpoczynku. - Czasami czekamy chwilę na grupę, ale tu zagrzanie organizmu jest poprzez ruch mięśni. Jak się idzie pod górę, to jest naprawdę ciepło i człowiek się spoci, praktycznie nie robi się przerw. Podstawą jest dobra kondycja, słabsza powoduje, że wolniej idziemy i wolniej się ogrzewamy. Osoby szczuplejsze i z gorszą przemianą ciepłoty potrzebują też szybszego tempa, żeby się rozgrzać - wyjaśnia nasz rozmówca.

Sporo osób po wejściu na szczyt czy dojściu do schroniska na drogę powrotną już się ubiera. - Jak już się wejdzie do schroniska i poczuje ciepło, to ciężko się przestawić na wyjście w szortach, dużo mniej osób schodzi rozebranych, bo jednak regeneracja ciepła jest potrzebna. Ja zazwyczaj wchodzę w szortach - przyznaje.

- Moje najzimniejsze górskie wyjście miało miejsce przy minus 35 stopniach odczuwalnych na Śnieżce i wietrze wiejącym 100 km na godzinę. Byłoby mi za gorąco ubranym, bo już doprowadziłem do takiej termiki organizm, że jeśli gdzieś pójdę ubrany w góry, to zawsze tego żałuję - śmieje się Ścisłowski.

Źródło: TOK FM