"Te kilka dni kataklizmu w zasadzie zupełnie zastopowało turystykę". Karkonosze czekają na odwiedzających
Najbliższe dni w Karkonoszach zapowiadają się słoneczne i suche. Wielu turystów zastanawia się czy, w związku z sytuacją powodziową na Dolnym Śląsku, jechać w góry, czy też lepiej nie przeszkadzać. - Nasi przedsiębiorcy czekają na turystów, bo pogoda jest piękna, a te kilka dni kataklizmu w zasadzie zupełnie zastopowało turystykę w regionie - zauważa Monika Rusztecka-Rodziewicz z Karkonoskiego Parku Narodowego.
Obecnie, w Karkonoskim Parku Narodowym, nie wszystkie szlaki są już otwarte dla turystów, ale Monika Rusztecka-Rodziewicz zachęca do przyjazdu. Jak przyznaje, na razie wciąż zamknięty jest jeden z piękniejszych szlaków - zielony szlak reglowy pod Śnieżnymi Kotłami, przez Śnieżne Stawki, który jest zalany. Turyści i tak nie powinni być jednak zawiedzeni.
- Mieliśmy do tej pory dwa Śnieżne Stawki, które miały wodę nawet jak była susza. W tej chwili zapełniły się te stawki, w których woda była zwykle tylko po roztopach. Mamy dość duże rozlewiska, a w zasadzie dwa dodatkowe stawki - mówi nasza rozmówczyni. - Z góry, ze szlaku czerwonego, zapraszamy, żeby zobaczyć to wyjątkowe zjawisko, wyjątkowy krajobraz, zanim woda opadnie - dodaje. Przestrzega jednak, że niektóre szlaki, chociaż otwarte, mogą być mokre i błotniste. W wielu miejscach nawierzchnia jest uszkodzona lub wciąż zalega tam woda. Zabezpieczona jest na przykład krawędź Kotła Wielkiego Stawu w miejscu, gdzie osuwa się grunt. Park prosi, by tam nie podchodzić.
Karkonoski Park Narodowy w czasie ulewnych deszczy
Pracownicy Karkonoskiego Parku Narodowego spodziewali się intensywnych ulew od 12 września, nie tylko z powodu alertów IMGW.
- Byliśmy świadomi, że sytuacja jest poważna, ponieważ nasza Stacja Bazowa Zintegrowanego Monitoringu Środowiska Przyrodniczego „Karkonosze" i nasz klimatolog, pan Krzysiek Krakowski, monitorowali sytuację na modelach meteorologicznych i wiedzieliśmy, że te opady będą bardzo intensywne - mówi nam Monika Rusztecka-Rodziewicz. - Możliwość korzystania z danych bezpośrednio z naszej stacji na Szrenicy, i doświadczenia naszego klimatologa, pozwoliły nam dobrze się przygotować do tego, co się działo w terenie. Braliśmy to pod uwagę planując awaryjne służby i interwencje - wspomina.
Na ulewy i niebezpieczeństwo na szlakach nie byli jednak przygotowani niektórzy turyści. Było widać to w miejscach łatwo dostępnych, na przykład przy Wodospadzie Szklarki. - Tam, w piątek i sobotę, wodospad miał bardzo wysoką wodę, która rozlewała się na szlak, a platforma widokowa została mocno poturbowana. Musieliśmy zamknąć wodospad oraz szlak wzdłuż Kamiennej, który był zalewany - mówi Rusztecka-Rodziewicz.
Turystyka powodziowa
Choć informacje o niebezpieczeństwie i zamknięciu szlaków były podawane w mediach społecznościowych i w terenie, w Karkonoskim Parku Narodowym nadal pojawiali się turyści.
- Koniecznie chcieli zrobić sobie selfika, uprawiali tę turystykę powodziową w mało rozsądny sposób - zauważa nasza rozmówczyni. - Mimo że stał nasz pracownik, upominał, informował o tym, że jest zagrożenie, nie wszyscy przyjmowali to do wiadomości. To jest przykre. W tym czasie, gdy wszyscy skoncentrowani jesteśmy, by zadbać o bezpieczeństwo, postawa takich osób jest bardzo niepokojąca - dodaje.
Różne były reakcje internautów. Gdy KPN na portalu społecznościowym zamieścił informację o zamknięciu Wodospadu Szklarki i dołączył film z przelewająca się wodą, jeden z internautów skomentował, że można było uprzątnąć te worki na śmieci. Park szybko odpowiedział, że były to worki z piaskiem.
- Tam rzeczywiście bardzo szybko woda się podniosła z piątku na sobotę i te worki, które były przez obsługę schroniska 'Kochanówka' ułożone, po prostu popłynęły. Trzeba było potem zrobić większą konstrukcję z worków - mówi Rusztecka-Rodziewicz.
Przyznaje, że pracownicy parku tym bardziej martwili się widząc zdesperowanych turystów, którzy nie rezygnowali z wycieczek.
- Wchodzili na mosty, które pod naporem wody aż dudniły. Kamienna niosła kamienie, gałęzie. Stojąc na moście, na Szklarce, czy na Kamiennej, te wibracje czuło się pod nogami. Na przyszłość apelujemy, żeby się stosować do zaleceń i uruchomić wyobraźnię - podsumowuje nasza rozmówczyni.
Zamknięcie Karkonoskiego Parku Narodowego
Sytuacja w terenie robiła się tak zła, że w sobotę, 14 września, dyrektor Karkonoskiego Parku Narodowego zdecydował o jego całkowitym zamknięciu. Oprócz wody płynącej szlakami, pojawiło się zagrożenie osunięć gruntu i spływów błotnych. W tym czasie, gdy park był zamknięty dla turystów, jego pracownicy walczyli w terenie o utrzymanie infrastruktury.
- My głównie walczyliśmy na odcinkach nastromionych. Na szlakach turystycznych trzeba było sprawdzać wodopusty, przepychać przepusty i ustawiać worki, tak, by napór wody przekierować do ekosystemów leśnych - opisuje Rusztecka-Rodziewicz. - W wielu przypadkach systemy odwadniania szlaków już w niedzielę nie były wydolne, bo tej wody było tak dużo, że trzeba było łopatą, przepychać. Pomagać tej wodzie płynąć do lasu - dodaje.
Straty w Karkonoskim Parku Narodowym nie tak duże jak w 1997 roku
Park znowu otwarto 17 września, choć wtedy jeszcze z zamkniętymi niektórymi odcinkami szlaków. Zaczęło się też szacowanie strat.
Od 13 do 15 września, wg pomiarów prowadzonych w stacjach meteorologicznych KPN Szrenica i Jagniątków, spadło ponad 400 mm wody na 1 m2. Jak poinformował w komunikacie dyrektor KPN Andrzej Raj, 'zakres zniszczeń na terenie Parku jest mniejszy niż przewidywano i zdecydowanie mniejszy w porównaniu ze skutkami powodzi w 1997 r.'. Stało się tak między innymi dzięki jakości i solidności infrastruktury turystycznej. - Powodem było też to, że nasi pracownicy i firmy współpracujące z Karkonoskim Parkiem Narodowym, realizują prace na szlakach w sposób systematyczny i korzystając z dobrych materiałów - zaznacza Rusztecka-Rodziewicz.
Duża też była rola retencyjna odbudowanych po 1997 r. wielogatunkowych lasów KPN, porastających zbocza górskie i spowalniających spływ wody do potoków.
Turyści mogą pomóc w regionie
Dużo osób kontaktuje się z KPN, chcąc pomóc w sprzątaniu gór po ulewach. - Bardzo dziękujemy, ale są miejsca, gdzie ta pomoc jest bardziej potrzebna. My sobie świetnie poradzimy naszym zespołem. Zależy nam na tym, żeby te priorytety związane ze wsparciem dla potrzebujących były zachowane. Namawiamy te osoby, które pytają o pomoc dla nas, dla Karkonoskiego Parku Narodowego, żeby skierowały swoje moce i dobre serca tam, gdzie są większe potrzeby - podsumowuje.