,
Obserwuj
Polska

Tu rodzice masowo wypisują dzieci z edukacji zdrowotnej. "Słuchamy Kościoła"

6 min. czytania
14.09.2025 08:00

- W każdą niedzielę jestem w kościele, ale swojego syna na edukację zdrowotną poślę - mówi TOK FM pani Ewa, mama 12-latka z Lubelszczyzny. Jest w mniejszości. Pojechaliśmy sprawdzić, co w małych wioskach na Lubelszczyźnie mówią o nowym przedmiocie w szkole.

Edukacja zdrowotna wywołuje kontrowersje. W niektórych miejscowościach były organizowane protesty
Edukacja zdrowotna wywołuje kontrowersje. W niektórych miejscowościach były organizowane protesty
fot. Artur Szczepanski/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego kwestia edukacji zdrowotnej wywołują taką burzę?
  • Kto zachęca do udziału w przedmiocie, a kto zniechęca?
  • Jakie jest zdanie Kościoła na temat edukacji zdrowotnej i czy ma ono wpływ na decyzje rodziców?
  • Co ma edukacja zdrowotna do problemów z transportem publicznym?
  • Kto uczy edukacji zdrowotnej w szkołach na Lubelszczyźnie?

Od września do szkół wszedł nowy przedmiot - edukacja zdrowotna. Jest przeznaczony dla uczniów podstawówek (klasy IV-VIII) oraz liceów i techników. Zajęcia są nieobowiązkowe - do 25 września rodzice mają czas na złożenie deklaracji w sprawie uczestnictwa w nich swoich dzieci. Zajęcia wywołują kontrowersje. Środowiska prawicowe (w tym Ordo Iuris), ale także Episkopat grzmią, że MEN chce "seksualizować dzieci". W ostatnią niedzielę w kościołach odczytany został list biskupów do wiernych właśnie w tej sprawie.

"Zwracamy się do Was, Drodzy Rodzice wyznający katolicką wiarę, abyście głęboko rozważyli proponowane zajęcia z edukacji zdrowotnej i nie wyrażali zgody na udział swoich dzieci w tych zajęciach" - napisano w liście.

- Nie zgadzam się z tym, choć jestem katoliczką. W każdą niedzielę jestem w kościele, ale swojego syna na edukację zdrowotną poślę. Uważam, że dzieci mają dziś tyle problemów, w tym emocjonalnych, że musi być w szkole przestrzeń do takich rozmów - mówi nam pani Ewa, mama 12-letniego Pawła. 

W podobnym tonie wypowiada się Piotr Choduń, który jest nauczycielem i naucza też właśnie edukacji zdrowotnej. - Mam żal do Kościoła, choć jestem osobą wierzącą. Uważam, że takie stanowisko w tym temacie było nieetyczne - stwierdza.  

MEN i osoby, które program edukacji zdrowotnej faktycznie przeczytały, od początku podkreślają, że kwestia zdrowia seksualnego stanowi niewielką część wiedzy przekazywanej na tym przedmiocie. Poza tym podstawa zawiera zagadnienia dotyczące m.in. - wspomnianego przez panią Ewę - zdrowia psychicznego, właściwego odżywiania czy wysiłku fizycznego.

Wypisują dzieci z edukacji zdrowotnej. "Słuchamy głosu Kościoła"

W części szkół już wiadomo, że na edukację zdrowotną nie będzie chodzić nawet ponad połowa uczniów. Najwięcej rezygnacji jest na wsiach i w małych miasteczkach, gdzie rodzice wypisują nawet 90 procent uczniów (zostają np. tylko 2-3 osoby). - Wielu z nas słucha głosu Kościoła. Nie wyślę dzieci na zajęcia, gdzie będzie mowa o seksie, o LGBT, o jakiś orientacjach i nie wiem, o czym jeszcze. Jeśli Kościół apeluje, by dziecko wypisać, to ja wypisuję - mówi TOK FM pan Wojciech, mieszkaniec gminy Bełżyce. 

Ale nie tylko głos Kościoła ma tu znaczenie.

Jak mówi TOK FM Danuta Nowakowska-Bartłomiejczyk, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 6 w Lublinie, aktualnie w jej szkole rezygnacje z edukacji zdrowotnej złożyli rodzice ok. jednej czwartej uczniów. - Prawdopodobnie będziemy robić oddziały łączone, gdzie uczyć się będą dzieci z kilku klas - mówi dyrektorka. Jak dodaje, lekcje są na koniec i to jest jednym z powodów rezygnacji. Dzieci chcą wcześniej kończyć, bo mają też inne zajęcia. W tej szkole edukacji zdrowotnej będzie uczyć pani od biologii i jeszcze jeden z pedagogów. 

Edukacja zdrowotna, a problem z transportem

W małych miejscowościach jest też problem z dojazdami. Jeśli szkoła umieściła edukację zdrowotną późnym popołudniem, np. na dziewiątej godzinie lekcyjnej, a dziecko dojeżdża autobusem szkolnym, to nie ma szans, by z edukacji zdrowotnej skorzystać. - Autobus nie będzie czekał na dziecko. Kierowca rozwozi innych uczniów o konkretnej godzinie i kończy pracę - opowiada nam pan Marcin, który ma właśnie taki problem. Ma troje dzieci, mieszka w małej wiosce, z której do szkoły jest kilka kilometrów.

- Nie ma u nas komunikacji publicznej, jedynie ten szkolny autobus. Ale on rozwozi dzieci, zanim zaczną się lekcje edukacji zdrowotnej. Na razie jeszcze mogą jeździć na rowerach, ale zimą to nie będzie możliwe. A chodzi przecież o bezpieczeństwo dzieci - irytuje się nasz rozmówca. 

Redakcja poleca

Kto będzie uczyć edukacji zdrowotnej?

W lubelskich szkołach edukacji zdrowotnej mają uczyć nauczyciele przyrody i biologii czy geografii, ale w części placówek - także nauczyciele WF. - My postanowiliśmy zatrudnić do współpracy ekspertkę z Uniwersytetu Medycznego, by te lekcje były jeszcze ciekawsze. W czwartek mamy zebrania z rodzicami i wtedy będziemy z nimi rozmawiać, tłumaczyć, pokazywać, z czym ten przedmiot się wiąże. I wtedy zobaczymy, ile osób podejmie decyzję o rezygnacji - mówi Marek Błaszczak, dyrektor Zespołu Szkół nr 13 w Lublinie.

Jak słyszymy od dyrektorów - to, ile osób ostatecznie się na nowy przedmiot zapisze, będzie mieć bezpośredni wpływ na pracę nauczycieli. Siatki godzin przewidują określoną liczbę lekcji - jeśli będzie ich mniej, bo zapisze się mało dzieci, część nauczycieli może zostać "na lodzie". 

Wspomniany wcześniej w tekście Piotr Choduń pierwsze zajęcia z edukacji seksualnej ma za sobą (od lat uczy WF). Jak mówi, na pierwszej lekcji frekwencja wyniosła około 50-60 procent. - Uważam, że nie jest źle. Zacząłem rozmowę z młodzieżą od tego, jakie oni mają oczekiwania wobec tego przedmiotu, o czym chcieliby rozmawiać. Mam w planie warsztaty, spotkania z ekspertami, dyskusje - zapowiada.

- To nie jest przedmiot na ocenę, ale uważam, że jest niezwykle ważny. Zdrowie fizyczne, zdrowie psychiczne, relacje społeczne, postawy - to kluczowe kwestie. Oczywiście jest w programie też mowa o seksualności, ale mamy o tym nie rozmawiać? Udawać, że tego tematu nie ma? Młodzież ma szukać odpowiedzi na nurtujące ją pytania w internecie? Przecież to absurd - mówi Choduń.

Pani Anna ma córkę w jednej z lubelskich podstawówek (prosi, by nie wskazywać, w której). Dziewczyna uczy się w piątej klasie. - Już pod koniec wakacji w dzienniku elektronicznym pojawiła się informacja, że edukacja zdrowotna to zajęcia nieobowiązkowe - że można dziecko wypisać.

- Odebrałam to jako sugestię, że warto zabrać dziecko z tych lekcji. Potem, na zebraniu, też wychowawczyni kilka razy podkreślała, że nie są to zajęcia obowiązkowe i że czym prędzej złoży się rezygnację, tym lepiej. Ale już u znajomej, która ma dziecko w klasie czwartej, w tej samej szkole, wychowawczyni między słowami namawiała na edukację zdrowotną. Tłumaczyła, jak to ważne, co będzie na tych lekcjach, a czego nie będzie. I tam większość dzieci ma na te lekcje chodzić - opowiada nasza rozmówczyni.

Czasami dochodzi też do absurdów. Jak opowiada nam nauczycielka, w jednej z podstawówek, w planie lekcji dla klas I-III pojawiła się nazwa przedmiotu "Wychowanie fizyczne i edukacja zdrowotna", tak jak w latach poprzednich. - Rodzice wykrzykiwali na zebraniu, że chcą dziecko z tego wypisać, że nie zgadzają się na "ideologizację" syna czy córki. Powiedziałam, że w klasach I-III to są zajęcia głównie sportowe, ale też o odżywaniu, o przyrodzie. To jednak nie przemówiło do niektórych dorosłych. Chyba nawet mieli iść do dyrektora, bo powiedziałam im, że nie można wypisać dzieci z tego przedmiotu, bo to nie to samo, co "edukacja zdrowotna" w klasach starszych - relacjonuje nasza rozmówczyni. 

Sanepid zachęca do udziału w zajęciach

Apel dotyczący udziału dzieci w lekcjach edukacji zdrowotnej wystosował lubelski inspektor sanitarny. "Nowy przedmiot - edukacja zdrowotna - ma na celu kształtowanie postaw prozdrowotnych, wzmacnianie świadomości o wpływie stylu życia na zdrowie oraz przygotowanie dzieci i młodzieży do podejmowania odpowiedzialnych decyzji dotyczących własnego zdrowia. Apeluję do rodziców, aby przed podjęciem decyzji o wypisaniu dziecka z zajęć uważnie i wnikliwie zapoznali się z programem nauczania edukacji zdrowotnej w szkołach, co pozwoli na obiektywną ocenę wartości tego przedmiotu" - napisał dr Piotr Dreher, szef Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie.

Część szkół w mediach społecznościowych zamieszcza informacje o nowym przedmiocie, tak jak Zespół Szkolno-Przedszkolny w Wojsławicach Kolonii na Lubelszczyźnie. "Edukacja zdrowotna uczy, jak dbać o siebie i innych, rozpoznając zagrożenia, budując dobre relacje i podejmując świadome decyzje. To przedmiot, który może przyczynić się do ocalenia zdrowia, a nawet życia" - piszą nauczyciele i nauczycielki.