,
Obserwuj
Podkarpackie

Ojciec i psycholog broni edukacji zdrowotnej. "Złości mnie to, co księża robią w tej sprawie"

5 min. czytania
27.08.2025 06:38

Marcin Patronik to ojciec dwojga uczniów podstawówki. Mieszka na Podkarpaciu. Wiara i kościół katolicki są istotne w życiu jego rodziny. Jest także psychologiem, który pracuje m.in. z młodymi ludźmi. - Przeczytałem podstawę programową [edukacji zdrowotnej], a wydaje się, że autorzy listu czytanego w kościołach tego nie zrobili - mówi.

Ojciec nastolatki o edukacji zdrowotnej i ruchu Kościoła
Ojciec nastolatki o edukacji zdrowotnej i ruchu Kościoła
fot. Karol Porwich/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Edukacja zdrowotny to nowy przedmiot, który wchodzi w tym roku szkolnym;
  • Jest nieobowiązkowy. To rodzice zdecydują, czy ich dzieci będą w nim uczestniczyć. Deklaracje można składać do 25 września;
  • Nasz rozmówca, który jest ojcem nastolatki i psychologiem, przeczytał podstawę programową do tego przedmiotu i - jak mówi - nie rozumie poruszenia, jakie wywołuje polski Kościół;
  • Podobnego zdania są dyrektorki bieszczadzkich podstawówek, z którymi rozmawialiśmy. Opowiedziały nam, jakie kroki podejmą, by przekonać rodziców do nowych zajęć.

W głośnym liście biskupów do rodziców duchowni apelują, aby ci nie wyrażali zgody na udział dzieci w zajęciach z edukacji zdrowotnej. W piśmie odczytywanym w kościołach jest mowa m.in. o demoralizujących zajęciach, które "nie wspierają młodych ludzi w zaakceptowaniu swojej płci biologicznej".

- Nie rozumiem tych krytycznych głosów płynących z Kościoła, a raczej od hierarchów, bo ja też czuję się częścią Kościoła, a myślę inaczej. Uważam, że duszpasterska część robi w tej sprawie za dużo zamieszania - mówi Marcin Patronik. Sam jest ojcem nastolatki. Zadał sobie trud i przeczytał podstawę programową nowego przedmiotu, czyli to, czego dzieci mają się uczyć od 1 września na edukacji zdrowotnej.

- Jeżeli nie bierze się pod uwagę podstawy programowej, a węszy się w tym tylko i wyłącznie jakieś zapędy ideologiczne, to jest to działanie dezinformujące i demonizujące ten przedmiot, a nie uważam, żeby był jakikolwiek powód, żeby tak do tego podchodzić - zaznacza mój rozmówca.

Edukacja zdrowotna. Czego uczyć się będą dzieci?

Mężczyzna mówi wprost, że jest zaniepokojony postawą duszpasterską księży czy biskupów, bo zamiast pokazać ludziom, co będzie częścią nowego przedmiotu, podkręcają negatywną atmosferę w tej sprawie. - Absolutnie się z tym nie utożsamiam, nie zgadzam się i przyznam szczerze, że złości mnie ta sytuacja - irytuje się pan Marcin.

Redakcja poleca

Dzięki temu, jak dodaje, "dzieci będą mogły łatwiej bronić się przed różnymi naciskami czy manipulacją, bo będą miały wiedzę". - Czasami wydaje mi się, że niektórym dorosłym chodzi o to, żeby dzieci nie były świadome, żeby nie dyskutowały. A dziecko świadome to dziecko też bardziej aktywne w różnych obszarach i mam wrażenie, że tego przedmiotu niektórzy nie chcą, żeby utrzymać dziecko w pewnych ryzach i pod kontrolą - uważa Patronik.

W swoich mediach społecznościowych udostępnia apel Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, by rodzice zapisywali swoje dziecko na lekcje edukacji zdrowotnej.

W szkołach przygotowania do nowego roku i nowego przedmiotu

Dyrektorka małej szkoły w Bezmiechowej w powiecie leskim w Bieszczadach, do której chodzi ok. 60 uczniów, przygotowuje się na spotkania z rodzicami i rozmowy o edukacji zdrowotnej. Na razie Agata Wójcicka nie ma informacji, by rodzice chcieli, aby ich dzieci rezygnowały z nowych zajęć. Dyrektorka wspomina początki wychowania do życia w rodzinie (WDŻ).

- Też były kontrowersje i różne głosy. Zebrałam rodziców, porozmawiałam z nimi i przedstawiłam, jakie zagadnienia są w programie nauczania. Zaprosiłam również nauczyciela prowadzącego. I tak powolutku rodzice zaczęli składać deklaracje. Oczywiście byli tacy, którzy z zasady mieli nastawienie: „nie, bo nie” i nie zgodzili się na WDŻ, ale jednak we wszystkich klasach te zajęcia się odbywały - opowiada Agata Wójcicka.

Zapowiada, że i tym razem będzie podobnie, a ona - jako dyrektorka szkoły - weźmie też udział w tych zajęciach, żeby wiedzieć, o czym mówi.

W szkole w Bezmiechowej nowego przedmiotu ma uczyć ta sama osoba, która prowadziła WDŻ. Dyrektorka zaznacza, że ma również do dyspozycji psychologa i pedagoga specjalnego. - Zajęcia będą mogły być prowadzone także w zespołach nauczycieli, czyli może się zdarzyć, że również psycholog wesprze jakąś lekcję, żeby na przykład zwrócić dzieciom uwagę na pewne zagadnienia czy sygnały, które mogą być niepokojące - zaznacza dyrektorka tej bieszczadzkiej szkoły podstawowej.

Przyznaje, że nie rozumie kontrowersji wokół nowego przedmiotu. - Zapoznałam się z podstawą programową. Jest tam to wychowanie seksualne, ale to tylko niewielka część zagadnień. Jest bardzo dużo innych ciekawych i ważnych tematów - podkreśla nasza rozmówczyni.

Na pewno rodzicom będę starała się nakreślić, jak ten program wygląda. Zresztą wiedzą, jak nasza szkoła funkcjonuje i wiedzą, że nie dzieje się tu nic, co mogłoby spowodować jakiekolwiek ich obawy - mówi dyrektorka Wójcicka. Zapowiada, że będzie chciała jak najszybciej spotkać się z rodzicami i razem z nauczycielką prowadzącą lekcje wyjaśnić wszelkie wątpliwości.

Na złożenie deklaracji w sprawie uczestnictwa w zajęciach rodzice mają czas do 25 września i dopiero wtedy będzie wiadomo, czy lekcje będą się odbywały w każdej klasie czy też uczniowie będą akurat na te zajęcia łączeni z różnych grup.

"Kościół robi w tej sprawie bardzo złą robotę"

W innej bieszczadzkiej podstawówce - numer 6 w Sanoku - pani dyrektor Barbara Zdybek już na rozpoczęciu roku szkolnego planuje wspomnieć o tym, jak potrzebny wydaje się nowy przedmiot. - Nie ma nic cenniejszego niż dbanie o zdrowie, które wyraża się poprzez aktywność fizyczną, zdrowe jedzenie, zdrowe środowisko - mówi.

- Wśród zagadnień na lekcjach jest też wiedza o systemach ochrony zdrowia, profilaktyce uzależnień, jest temat internetu - wylicza. - A hejt w internecie i bezpieczeństwo w sieci to przecież nasza codzienność. Wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy, jak internet wpływa na ich dzieci. Nie mają kontroli. A dlaczego nie mają? Bo tak samo bywają uzależnieni od internetu, od telefonu i wielu dorosłym brakuje odpowiedniej wiedzy. Dlatego myślę, że jak się wyedukuje dzieci, to one mogą edukować dorosłych - mówi dyrektorka.

Redakcja poleca

Barbara Zdybek zdaje sobie sprawę, że najwięcej emocji budzi ta część programu nowego przedmiotu, która dotyczy dojrzewania i zdrowia seksualnego, ale nie ma wątpliwości, że tematy, które i tak się pojawiają na biologii, wśród samych uczniów nie budzą aż tylu emocji.

- Przecież nikt nie będzie pokazywał na tych lekcjach pozycji seksualnych. Tylko to będą typowe informacje uświadamiające młodzież, jak należy dbać o swoją seksualność, jak zabezpieczyć się na przykład przed niechcianą ciążą – podkreśla dyrektorka.

I dodaje: "Kościół robi w tej sprawie bardzo złą robotę". - Namawianie, żeby rodzice rezygnowali z tego przedmiotu? Przecież to okrutne - mówi dyrektorka SP6 w Sanoku. Barbara Zdybek nie ma wątpliwości, że nowe lekcje to szansa - jak mówi - na budowanie alfabetyzmu zdrowotnego, czyli krytycznego myślenia, podejmowania świadomych decyzji dotyczących swojego zdrowia oraz zdrowia społeczności. W jej szkole nowego przedmiotu będą uczyli nauczyciel biologii i dwaj wuefiści. Druk deklaracji dla rodziców będzie czekał w sekretariacie tak, by rodzic na miejscu mógł go wypełnić.

W szkołach podstawowych uczniowie (klasy IV-VIII) będą mieli jedną godzinę edukacji zdrowotnej (w klasie VIII tylko do końca stycznia ze względu na egzamin ósmoklasisty). W liceach, technikach i szkołach branżowych będą 2 godziny tygodniowo. Lekcje z nowego przedmiotu nie będą obowiązkowe, udział w nich nie wpływa na promocję do następnej klasy.