,
Obserwuj
Polska

Katastrofa F-16 w Radomiu. "Nie można wykluczyć awarii"

3 min. czytania
29.08.2025 10:02

Według generała Jana Rajchela, nie można wykluczyć żadnej przyczyny katastrofy samolotu F-16. Były komendant Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie podkreślił w "Pierwszym programie" Radia TOK FM, że figura, którą wykonywał pilot, jest bardzo wymagająca. - Widzieliśmy, że ten lot odbywał się na tzw. dopalaniu, czyli takim turbo doładowaniu, już więcej z tego samolotu nie można wycisnąć - powiedział gość "TOK FM".

fot. Marcin Kucewicz / Agencja Wyborcza.pl

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie wymagania stawia przed pilotem i samolotem wykonanie tak trudnych ewolucji w powietrzu jak ta, podczas której doszło do tragedii w Radomiu;
  • Czy możemy podać już przyczynę rozbicia się samolotu F-16;
  • Które czynniki mogą przyczynić się do katastrofy lotniczej.

W czwartek wieczorem doszło do katastrofy samolotu wojskowego F-16 w Radomiu, gdzie odbywały się ćwiczenia przed pokazami Air Show. Zginął pilot mjr Maciej "Slab" Krakowian.  Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że Air Show w tym roku zostaje odwołane. Zapewnił, że odpowiednie służby wyjaśnią przyczyny wypadku. Śledztwo wszczęła prokuratura.

Generał pilot dr hab. Jan Rajchel, były komendant Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych pytany o przyczyny tragedii w Radomiu zastrzegł, że trudno ocenić co się stało na podstawie filmów dostępnych w internecie. Dodał, że to, co może powiedzieć na podstawie dostępnych materiałów, to że  pilot ćwiczył najbardziej "dynamiczny element pokazu". - To jest lot na maksymalnych parametrach pracy silnika samolotu bojowego, który aby był możliwy do oglądania przez publiczność, musiał być wykonywany na granicznych parametrach lot - powiedział w "Pierwszym programie" Radia TOK FM gen. Rajchel.

Jak dodał, to są "najbardziej widowiskowe ewolucje w trakcie pokazów" ale - co podkreślił gość "TOK FM" - najbardziej wymagające od maszyny i pilota. - Widzieliśmy, że ten lot odbywał się na tzw. dopalaniu, czyli takim turbo doładowaniu, już więcej z tego samolotu nie można wycisnąć - powiedział.

Zaznaczył, że w takich sytuacjach samolot "bardzo energicznie i szybko reaguje na każdą zmianę pozycji w przestrzeni powietrznej", szczególnie jeśli pilot wykonuje figury w dół, czyli samolot przemieszcza się z określonej wysokości w kierunku ziemi. - Samolot może wtedy nabierać bardzo dużej prędkości w krótkim czasie - dodał.

Wskazał, że pilot i samolot w trakcie tak wymagających ewolucji podlegają dużemu przeciążeniu. - Dochodzi do przeciążenia granicznego. To jest moment, kiedy sama maszyna może ulec drobnej awarii na ułamek sekundy jak i pilot może popełnić błąd i wówczas dzieje się to, co widzieliśmy wczoraj - podkreślił. Zaznaczył, że nie odważy się podać przyczyn katastrofy. - Poczekajmy na badania komisji wypadków lotniczych, z pewnością zostaną przeanalizowane czarne skrzynki - powiedział.

Czy samolot mógł być niesprawny?

Samolot F-16, który się rozbił w Radomiu, wszedł do służby w 2006 roku. Według generała Rajchela, "to jest połowa jego okresu eksploatacji". - Te samoloty po około 20 latach muszę przechodzić proces modernizacji, która sprawdza ich stan techniczny - dodał.

Podkreślił, że "do lotu nie dopuszcza się samolotu niesprawnego". Ten samolot ma wiele systemów, które pozwalają sprawdzić jego zdatność do lotu i niezawodność. - 90 proc. katastrof lotniczych to wyniki błędu ludzkiego, ale nie można wykluczyć awarii, to jest tak newralgiczny moment lotu, że jakiekolwiek odwrócenie uwagi pilota od tego co miał robić mogło spowodować tę katastrofę. Poczekajmy na wynik prac komisji - powtórzył.