,
Obserwuj
Mazowieckie

Takich jasełek w Warszawie jeszcze nie było. "Józef z Maryją będą musieli dmuchać w alkomat"

5 min. czytania
27.12.2025 09:00

Osoby w kryzysie bezdomności z Warszawy przygotowują jasełka. Bardzo nietypowe. - W tym spektaklu Józef z Marią trafiają do schroniska dla bezdomnych - mówi reżyserka, a jednocześnie psychoterapeutka Dagna Ślepowrońska, która wcześniej przygotowywała przedstawienia m.in. z kobietami doświadczającymi przemocy.

Dagna Ślepowrońska
Dagna Ślepowrońska
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM
  • Przedstawienie ma by gotowe w styczniu;
  • Jasełka będą jednak inne niż wszystkie.

Dagna Ślepowrońska, psychoterapeutka i reżyserka, która wcześniej pracowała twórczo m.in. z Centrum Praw Kobiet i kobietami, które były po doświadczeniach przemocowych, przyznaje, że najważniejsze w pracy nad jasełkami było wypracowanie wspólnego zaufania. -  Kwestia pracy z osobami w kryzysie bezdomności z ośrodka na Żytniej w Warszawie nie jest prosta. Bo a to ktoś zachoruje, a to za dużo wypije i się nie pojawia, a to dostanie mieszkanie. Ale pracujemy regularnie i widzę ich ogromne zaangażowanie - mówi nasza rozmówczyni. 

Redakcja poleca

Jak dodaje, to nie będą jasełka, do których większość z nas jest przyzwyczajona. - Ten spektakl z jasełkami tradycyjnymi będzie mieć niewiele wspólnego, ale udało się w ten sposób opisać ich życie w ośrodku i pokazać coś na temat świata. Nie chcę za dużo zdradzać, ale sam pomysł jest taki, że Maria i Józef w Wigilię przychodzą do ośrodka dla bezdomnych i są poddawani wszystkim procedurom, jak inne osoby. Czyli muszą dmuchać w alkomat, zmienić ubranie. Pracownicy ośrodka sprawdzają, czy nie mają wszy. A przy okazji, wychodzą różne napięcia związane z przybyszami z dalekich krajów, gdy przybywają choćby Arabowie - opowiada pomysłodawczyni jasełek. 

Józefa gra Ukrainiec

Józefa gra Ukrainiec, który u nas w Polsce stracił nogi, porusza się na wózku. - Miał pecha, że przyjechał do pracy dwa tygodnie przed wybuchem pełnoskalowej wojny. I stracił ubezpieczenie. W trakcie ciężkiej pracy, odmroził nogi, ale nikt nie chciał mu wtedy pomóc. Dostał wsparcie dopiero, gdy nogi trzeba było amputować. Ale jakoś sobie radzi i gra jedną z głównych ról. Bardzo obowiązkowy, zaangażowany, kreatywny. W tym spektaklu postanowiliśmy, że będzie wideoclip. I oni wybrali, że chcą, by wybrzmiał utwór "We are the champions". Zastanawiałam się, jak to możliwe, że gdy część z nich jest w nie najlepszej formie, to jednak chcą, by wybrzmiało, że są czempionami. Zapytałam o to Iwana z Ukrainy, powiedział, że to dlatego, że po tym, co się stało, nie stracił radości życia. To wartość, by mieć tak pozytywne podejście do życia - mówi pani Dagna. 

Jak dodaje, jedną z ról - tanecznych - ma zagrać pani z Czeczenii, która co prawda w tej chwili choruje, ale wszyscy liczą, że ostatecznie wystąpi. - Tańczy po prostu obłędnie. W tej chwili jest w szpitalu, ale wierzę, że się uda. A gra w naszym spektaklu ważną rolę właśnie takiej osoby, która pochodzi z kraju, który jest krajem islamskim. I ona pojawia się na Wigilii, do tego okazuje się, że jest feministką, a to rodzi określone zachowania innych - mówi Dagna Ślepowrońska. Jak podkreśla, na próby przychodzi około dziesięciu osób. - Widzę na co dzień ich bardzo duże zaangażowanie - nawet ostatnio zwrócili mnie uwagę, że spotykamy się zdecydowanie za rzadko. Zostałam zaproszona na wigilię w ośrodku. Oczywiście, to też jest tak, że to idzie małymi kroczkami. Ale wiem, bo to obserwuję, że osoby przekonały się, że to ma sens, że może wyjść z tego coś naprawdę fajnego, poruszającego, ważnego - dodaje gościni TOK FM. 

Marię w jaselkach zagra młoda 20-letnia dziewczyna, która też przebywa w ośrodku dla osób w kryzysie bezdomności. - Ja nie dopytuję, ale z tego co wiem, była wcześniej w rodzinie zastępczej, coś się nie powiodło i jest tutaj. Okazuje się, że przepięknie śpiewa, gra na pianinie i organach. Jako Maria będzie śpiewała po hebrajsku. Dla tej młodej kobiety udział w jasełkach to  z jednej strony - możliwość bycia w grupie, która jest wspierająca i przyjazna, a z drugiej - jest to też w pewnym sensie możliwość realizacji artystycznej - mówi pani Dagna. 

"Nie to jest najważniejsze"

Gdy pytamy, czy jest to dla osób bezdomnych również forma terapii, odpowiada, że w jakiejś części na pewno tak, ale nie to jest najważniejsze. - Ja w ogóle tak tego nie nazywam. Mówię o tym, że tworzymy grupę, że jest to forma samorealizacji, odnalezienia się  w grupie, ale też - pewnej interwencji społecznej. Osoby, które znalazły się w kryzysie, same o tym mówią, za pośrednictwem środków teatralnych, artystycznych. Według mnie, istotą tego, co robimy, nie jest nawet sam spektakl, tylko praca, którą przed nim wykonujemy. Ważne jest to, że robimy przy okazji warsztaty teatralne, że uczymy się ekspresji, uczymy się trochę innego kontaktu. Przekraczamy pewne ograniczenia, ale efekt - oczywiście - też jest ważny. Choć dziś nie potrafię powiedzieć, kiedy będzie premiera. Planujemy na styczeń, w okresie jasełkowym - podkreśla gościni TOK FM. 

- Dla mnie podstawowe założenie jest takie, że oni muszą w tych jasełkach stać się aktorami. Oczywiście, nie będą nimi na resztę życia, ale w tym naszym przedstawieniu oni bezwzględnie mają być aktorami, a nie bezdomnymi. Po prostu szukamy takich środków wyrazu, które stworzą jakąś nową jakość. Nie udajemy, że oni staną się nagle zawodowymi aktorami, w sensie, że będą konkurencją dla Krystyny Jandy czy Bogusława Lindy, tylko w sensie, że szukamy języka teatralnego, który będzie właściwy dla tej grupy. A jednocześnie chodzi też o to, by spektakl stał się głosem w tej grupy - dodaje Dagna Ślepowrońska. 

W Warszawie według oficjalnych danych jest około 3,5 tys. osób w kryzysie bezdomności, choć NGO-sy szacują, że jest ich znacznie więcej. Koczują na działkach, na ławkach w parku, można ich spotkać w metrze. Bardzo często nie odpowiadają naszym wyobrażeniom. Bo są czyste, zadbane, trzeźwe, jako tako ubrane - problem w tym, że nie mają gdzie się podziać. Z różnych przyczyn. - Często identyfikujemy jako osoby bezdomne tych, którzy pasują do naszego wyobrażonego wizerunku, stereotypu. Czyli uznajemy, że bezdomny to ktoś brudny, brzydko pachnący. A w praktyce to wygląda tak, że ja idąc ulicami Warszawy myślę, że mogę dostrzec 15 osób, co do których czuję, że doświadczają bezdomności - a warszawiak, który nie ma mojego doświadczenia, dostrzeże trzy takie osoby. Po prostu, ludzie z doświadczeniem bezdomności naprawdę bardzo często wyglądają tak jak my wszyscy - jak ludzie, którzy mają domy - mówi w TOK FM Julia Wygnańska, prezeska Fundacji "Najpierw Mieszkanie Polska".

Źródło: TOK FM