Szkodnik i "celebryta" na celowniku. Tak Trójmiasto chce poradzić sobie z dzikami
- Dziki jest własnością Skarbu Państwa, ale to do nas - samorządowców - zwracają się prawie codziennie mieszkańcy - tłumaczyła pełniąca obowiązki prezydentki Sopotu Magdalena Jachim. Zauważyła, że ostatnią skargę w tej sprawie dostała od mieszkańców rankiem, przed konferencją prasową.
- Otrzymałam e-maila od mieszkańców ulicy Mickiewicza, że po kolejny raz dziki zdewastowały tereny zielone, zniszczyły śmietniki i stanowią zagrożenie. Mieszkańcy boją się wieczorem czy wcześnie rano wychodzić z domu, a my musimy sprawić, żeby (...) czuli bezpiecznie - mówiła. - Rewizja aktów prawnych, która umożliwi skuteczne zabezpieczenie naszych mieszkańców, jest konieczna - dodała.
Dzik jest dziki
Dziki w Trójmieście to bardzo stary problem. Zwierzęta zamieszkują lasy, których na terenie Gdańska, Sopotu i Gdyni jest bardzo dużo. Do miasta zapuszczają się po łatwe do zdobycia jedzenie. Wywracają śmietniki, przekopują trawniki albo słabiej zabezpieczone ogródki. Internet jest pełen nagrań całych rodzin dzików spacerujących po Gdyni.
Dziki klan biega po Gdyni. 'Zachować spokój, omijać szerokim łukiem'
Nieco celebryckie traktowanie tych stworzeń może osłabiać czujność mieszkańców i turystów. Jednak należy pamiętać, że są to zwierzęta dzikie i - zwłaszcza wiosną, gdy pojawiają się młode - instynktownie mogą w ich obronie zaatakować. Groźny może być też samotny dzik. Kilka tygodni temu po spotkaniu z takim osobnikiem do szpitala w poważnym stanie trafiła mieszkanka Pustek Cisowskich w Gdyni.
Najlepsze rozwiązanie? Eksmisja
Przed epidemią ASF dziki były odławiane i wywożone w głąb lasów. Tylko z Gdyni znikało w ten sposób nawet 300 zwierząt rocznie. Samorządowcy chcą powrotu tej możliwości. - Dziki nie znają granic administracyjnych. Przemieszczają się po okolicach - mówił prezydent Gdyni Wojciech Szczurek. Podkreślał, że władze muszą podjąć działania, które doprowadzą do radykalnego obniżenia populacji dzików w lasach otaczających Trójmiasto.
- Dlatego wspólnie zwróciliśmy się do ministra rolnictwa i rozwoju wsi z wnioskiem o to, by przeanalizował przepisy prawne, które uniemożliwiają najbardziej humanitarny sposób regulacji populacji, czyli odławianie dzików i wywożenie poza obszar lasów otaczających nasze miasta - tłumaczył Szczurek.
O dzikach trzeba rozmawiać szerzej
Samorządowcy chcą też spotkać się w sprawie dzików z przedstawicielami Lasów Państwowych, weterynarii i myśliwymi. Głównym celem takich spotkań ma być określenie skali problemu, ustalenie bezpiecznej wielkości populacji dzików w mieście i wypracowanie sposobu jej utrzymania w warunkach obostrzeń związanych z afrykańskim pomorem świń.
- Mamy do czynienia ze zderzeniem dwóch wartości: bezpieczeństwa związanego z ochroną przed ASF i z bezpieczeństwem mieszkańców - mówił Wojciech Szczurek. - Wyważanie tych racji może doprowadzić do rozwiązań, by z jednej strony ustrzec się przed rozwojem ASF, a z drugiej strony dać nam narzędzia do humanitarnego i ekologicznego obniżania populacji dzików wokół naszych miast - podsumował samorządowiec.
Nie zapraszajmy dzików
Apel do ministra rolnictwa podpisały też władze Gdańska, uznając możliwość odławiania i transferowania dzików do ich naturalnego środowiska za najlepszy sposób poradzenia sobie z problemem. Drugi apel wiceprezydent tego miasta Piotr Kryszewski skierował do mieszkańców.
- Chciałbym zwrócić uwagę, by nie dokarmiać zwierząt, by odpowiednio zabezpieczać punkty gromadzenia odpadów i kompostowniki. Nie zachęcajmy dzików do przybywania do miasta, to nie jest naturalne środowisko - tłumaczył urzędnik.