,
Obserwuj
Świat

"Strefa śmierci" się powiększa. Nowa taktyka Ukraińców

3 min. czytania
14.10.2025 20:16

- Ludzie mają nie trafiać na pierwszą linię starcia, chyba że będzie to absolutnie konieczne - mówił w TOK FM Marek Świerczyński, szef działu bezpieczeństwa i spraw międzynarodowych Polityki Insight, który wrócił z kilkudniowej konferencji w Kijowie poświęconej sytuacji na froncie. Jak wskazał, "Ukraińcy zamierzają znacznie przyspieszyć i rozszerzyć dronizację pola walki".

fot. East News
  • Ukraińscy wojskowi podkreślają kluczową rolę dronów uderzeniowych na froncie w wojnie prowadzonej przez Rosję;
  • Jak wskazywał w TOK FM Marek Świerczyński z Polityki Insight, Ukraińcy rozwijają swoją "dronową rewolucję", by chronić żołnierzy i wykorzystać różne technologie do utrudniania ruchu przeciwnika.

Naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy generał Ołeksandr Syrski poinformował we wtorek, że na obecnym etapie wojny z Rosją drony uderzeniowe "wyznaczają realia pola walki, a 'strefa śmierci' sięga już 10 kilometrów". Chodzi o obszar na linii frontu, gdzie drony uniemożliwiają ofensywę, a życie żołnierzy jest szczególnie zagrożone. To obszar, w którym wojsko ma potencjał maksymalnego zniszczenia przeciwnika. Według portalu Militarnyj w 2024 roku "strefa śmierci" miała około 500 metrów do dwóch kilometrów, na początku maja 2025 roku rozszerzyła się do pięciu, a w niektórych kierunkach do siedmiu kilometrów.

- Ukraińcy zamierzają znacznie przyspieszyć i rozszerzyć dronizację pola walki. To ma im pozwolić zaoszczędzić najcenniejszy zasób, jakim dysponują jakiekolwiek siły zbrojny, czyli żołnierzy - mówił w TOK FM szef działu bezpieczeństwa i spraw międzynarodowych Polityki Insight, który był w Kijowie na trzydniowej konferencji, gdzie omawiano m.in. sytuację na froncie. - Z założenia ludzie mają nie trafiać na pierwszą linię starcia, chyba że będzie to absolutnie koniecznie. Mają się tam znajdować rozmaitego rodzaju walczące roboty, najczęściej drony - wyjaśniał.

Jak opisywał rozmówca Karoliny Lewickiej, rozwój technologiczny, jaki się dokonał w przypadku tych maszyn, powoduje, że na obszarze tej tzw. strefy śmierci "prawie niemożliwy, a w każdym razie bardzo utrudniony jest manewr większymi jednostkami zmechanizowanymi czy pancernymi, a nawet pojedynczy żołnierze muszą bardzo uważać i przemieszczać się na lekkich i cichych pojazdach, by uniknąć wykrycia przez sensory przenoszone przez drony". 

- W tej chwili już nie tylko mówimy o tym, co najlepiej znamy, czyli o kamerach rejestrujących obraz w świetle widzialnym, o kamerach termowizyjnych, które są przydatne nie tylko w nocy, ale też o sensorach akustycznych i sejsmicznych, które pozwalają niejako zastawić pewnego rodzaju pułapki dronowe - wskazywał ekspert. Jak tłumaczył, polega to na tym, że "w przypuszczalne rejony przemieszczania się wojsk przeciwnika wysyła się drony-zasadzki, które dopiero po wykryciu ruchu lub hałasu wznoszą się w powietrze i atakują".

Większe koszty wojny dla przeciętnych Rosjan

Ponadto - jak mówił Świerczyński - ukraińskie siły zbrojne planują na większą skalę wykorzystywać "drugi segment swojej rewolucji dronowej". Chodzi o maszyny, które - jak wyjaśniał - "potrafią latać na kilkaset, tysiąc, a nawet więcej kilometrów, żeby razić rosyjską infrastrukturę energetyczną i paliwową z dużą skutecznością".

- To prowadzi do swego rodzaju kryzysu w Rosji. W niektórych regionach zaczyna brakować benzyny oraz, że Rosja wstrzymuje jej eksport - zwracał uwagę gość "Wywiadu Politycznego". Podkreślił, że to zwiększa koszty prowadzenia wojny przez Federację Rosyjską "nie tylko dla aparatu państwowego, ale przede wszystkim dla zwykłych Rosjan".

Redakcja poleca

Źródło: TOK FM, PAP