Putin nie dotrzymał obietnicy. Zmasowany atak Rosji na Ukrainę. "Bez ogrzewania pozostają tysiące mieszkańców"
- Według informacji ukraińskich władz był to jeden z zaciężnych ataków na ukraiński system energetyczny od początku roku. Choć tych ataków w styczniu było kilka i każdy z nich wydawał się bardzo ciężki - mówił w TOK FM Piotr Andrusieczko, korespondent "Gazety Wyborczej" z Kijowa.
- Zmasowane ataki na Ukrainę;
- Jak mówił Piotr Andrusieczko z "Gazety Wyborczej" najtrudniejsza sytuacja jest m.in. w Kijowie i Charkowie. "W tym ostatnim względu na problemy z ogrzewaniem władze miasta poinformowały o zlaniu wody z 820 budynków wielomieszkaniowych" - wskazał;
- A co zmienią najbliższe rozmowy polityków?
Rosja przeprowadziła we wtorek zmasowany atak na Ukrainę z użyciem rakiet, odpalonych przez samoloty lotnictwa strategicznego, oraz dronów. Wybuchy słychać było m.in. w Kijowie, Charkowie i mieście Dniepr. Są informacje o rannych i uszkodzeniach infrastruktury energetycznej.
Jak mówił w TOK FM korespondent "Gazety Wyborczej" z Kijowa Piotr Andrusieczko "według informacji ukraińskich władz był to jeden z zaciężnych ataków na ukraiński system energetyczny od początku roku". Choć, jak przypomniał, "tych ataków w styczniu było kilka i każdy z nich wydawał się bardzo ciężki".
- Głównie dlatego, że po pierwsze mamy tak jak w Polsce, bardzo ciężką zimę. Dzisiaj temperatury w nocy spadały do -20 stopni C. Po drugie rosyjskie ataki skierowane są w dużej mierze na obiekty energetyczne, które wytwarzają ciepło i "dają" je do centralnego systemu ogrzewania - tłumaczył. Wskazał przy tym, że mer stolicy Ukrainy Witalij Kliczko powiadomił, że niemal 1,2 tys. bloków mieszkalnych w Kijowie zostało odciętych od dostaw ciepła po nocnych atakach Rosji.
Andrusieczko zastrzegł także, że "bardzo trudna sytuacja" jest np. w Charkowie. - Tam ze względu na problemy z ogrzewaniem władze miasta poinformowały o zlaniu wody z 820 budynków wielomieszkaniowych, żeby nie dochodziło do pęknięć rur. To oznacza też, że w tych mroźnych warunkach bez ogrzewania pozostają tak samo tysiące mieszkańców - podkreślił w rozmowie z Filipem Kekuszem.
"To gest solidarności"
Kilka godzin po tym ataku do Kijowa przybył sekretarz generalny NATO Mark Rutte, a do ukraińskiej stolicy wybiera się też premier Donald Tusk.
- To gest solidarności, który wiele mówił o wsparciu NATO dla walczącej Ukrainy. Pokazuje, że Ukraina pozostaje priorytetem dla sojuszu, bez zważania na różne zmiany geopolityczne - skomentował Piotr Andrusieczko.
Z kolei jutro i pojutrze planowane są w Abu Zabi rozmowy trójstronne między wysłannikami Kijowa Moskwy i Stanów Zjednoczonych. Jak zastrzegł jednak korespondent "Gazety Wyborczej", trudno mówić, na ile rzeczywiście przełożą się one na konkretny efekt.
- Silna reprezentacja polityków państw NATO w Kijowie w okolicach kolejnej tury negocjacji to też sygnał wysłany Waszyngtonowi: "Tak jesteśmy tutaj. Europa, NATO zamierzają dalej wspierać Ukrainę i dobrze by było, żeby Waszyngton także to robił" - zwrócił uwagę prowadzący "TOK360".
- Tak. Zresztą sekretarz generalny NATO też mówił o tym, że wsparcie USA dla Ukrainy jest bardzo istotne. I razem ze wsparciem partnerów europejskich i Kanady to ma być właśnie ta siła, która pomoże Ukrainie trwać - podkreślił też Andrusieczko.
Przypomnijmy, prezydent USA oświadczył w ubiegły czwartek, 29 stycznia, że poprosił Władimira Putina o wstrzymanie na tydzień bombardowania Kijowa i innych ukraińskich miast w związku z falą zimna, na co Putin się zgodził. Dzień później rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow poinformował, że prezydent Rosji zgodził się - na prośbę amerykańskiego przywódcy - na wstrzymanie ataków na Kijów do 1 lutego, "aby stworzyć sprzyjające warunki do negocjacji pokojowych".
Źródło: TOK FM, PAP/ Fot. Albin Marciniak/East News