Prof. Łętowska o stanie wyjątkowym: Jeżeli się zamknie usta mediom, to "hulaj dusza, piekła nie ma"
Rząd chce wprowadzić stan wyjątkowy na terenach przygranicznych z Białorusią. Wniosek w tej sprawie we wtorek trafił do prezydenta, a ten - jak wynika z ustaleń RMF FM - prawdopodobnie jutro (czyli w czwartek) podpisze rozporządzenie.
Stan wyjątkowy ma być wprowadzony na 30 dni i objąć w sumie 183 miejscowości. Szef MSWiA Mariusz Kamiński - uzasadniając decyzję rządu - tłumaczył, że wiąże się to bezpośrednio z kryzysem na granicy polsko-białoruskiej. Wśród powodów wymienił nasilające się próby nielegalnego przekroczenia granicy z Białorusi do Polski i związane z tym działania reżimu Alaksandra Łukaszenki.
Sprawę komentowała w TOK FM prof. Ewa Łętowska. Podkreśliła, że jej zdaniem cała ta sytuacja 'jest bardzo dobrą ilustracją zjawiska, które nam się w tej chwili unaocznia'. Chodzi o - jak wyjaśniała - pewną nieszczerość ze strony rządzących, którzy 'oficjalnie głoszą, że chodzi o coś, a w rzeczywistości chodzi o coś zupełnie innego'. - Mam duże podejrzenia i solidaryzuję się z tymi, którzy uważają, że głównym celem tych działań jest ukrócenie działalności aktywistów i przede wszystkim założenie kagańca mediom - oceniła pierwsza polska Rzecznik Praw Obywatelskich oraz sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku.
Prof. Łętowska podkreśliła, że stan wyjątkowy 'daje bardzo szerokie możliwości' władzy, by ograniczać swobody obywatelskie. - Na przykład można ludzi internować; wojewoda może to uczynić. Można wprowadzić zakaz demonstracji, cenzurę prewencyjną publikacji - wyliczała. - To naprawdę wygląda groźnie - ostrzegała w rozmowie z Mikołajem Lizutem.
'Hulaj dusza, piekła nie ma'
Była Rzecznik Praw Obywatelskich zwróciła uwagę na to, że każdy akt prawny 'ma swoje cienie'. I załatwia sprawy, 'które niekoniecznie w deklarowanym zamierzeniu są umieszczane'. Dlatego warto zwrócić uwagę na to, co w sprawie szykowanego stanu wyjątkowego, władza może chcieć ukryć przed opinią publiczną. Prof. Łętowska mówiła o procedurze 'push back', czyli wypychaniu za polską granicę osób, które już do naszego kraju dotarły i chciały ubiegać się o ochronę międzynarodową.
Przedstawiciele organizacji, które zajmują się pomocą dla uchodźców, wielokrotnie alarmowały, że takie zjawisko ma miejsce w Polsce. - Jeżeli się zamknie usta mediom, które mogą o tym raportować, to 'hulaj dusza, piekła nie ma'. Będziemy tych ludzi odsyłali i bawili się z nimi w ping-ponga - stwierdziła prof. Łętowska.
Dziennikarz TOK FM dopytywał o formy, jakie może przybierać wspomniana przez profesor cenzura prewencyjna. Prof. Łętowska odparła, że w przypadku stanu wyjątkowego może (choć nie musi) dojść do sytuacji, że reporterzy nie będą wpuszczani na teren pogranicza, że nikt nie będzie chciał z nimi rozmawiać ani udzielać informacji. - Może być zarządzona kontrola przesyłek, listów, paczek czy przekazów. Kontrola treści korespondencji telekomunikacyjnej i rozmów telefonicznych. Brzmi to niedobrze - powiedziała sędzia TK w stanie spoczynku i była RPO.
Po co władzy stan wyjątkowy? Prof. Matczak: To są stare numery