"Dwórki prezesa", zamiana domów i metraż rezydencji. Najgłośniejsze afery dotyczące Adama Glapińskiego

Adam Glapiński od 6 lat piastuje stanowisko prezesa Narodowego Banku Polskiego. Przez ten czas był bohaterem kilku głośnych afer, które wpłynęły nie tylko na wizerunek jego samego, ale także wspierającej go partii PiS.

Sejm powołał w czwartek Adama Glapińskiego na prezesa Narodowego Banku Polskiego na drugą kadencję.Za powołaniem Glapińskiego głosowało 234 posłów, przeciw było 223 posłów, nikt się nie wstrzymał od głosu.

Adam Glapiński i jego "asystentki" - afera z "dwórkami" prezesa

Afera z "asystentkami" Adama Glapińskiego wybuchła w grudniu 2018 roku, kiedy to "Gazeta Wyborcza" przyjrzała się karierze i zarobkom dwóch bliskich współpracownic prezesa NBP nazwanych w tekście "dwórkami prezesa". Chodziło o Martynę Wojciechowską, która na stanowisku dyrektorki Departamentu Komunikacji i Promocji NBP miała zarabiać ok. 65 tys. złotych miesięcznie oraz Kamilę Sukiennik, która stanowisko dyrektorki gabinetu prezesa NBP otrzymała bez wymaganych kwalifikacji. Krytyce poddano także fakt, iż bez odpowiedniego wykształcenia zasiadała ona w radzie nadzorczej Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych (KDPW), gdzie wymagania wobec zarządu i rady są wyjątkowo wysokie ze względu na specjalistyczną działalność na rynku finansowym. Prezesowi zaczęto zadawać pytania zarówno o zarobki w NBP, jak i o rekrutację na dyrektorskie stanowiska. 

Do oskarżeń "Gazety Wyborczej" Glapiński odniósł się podczas specjalnej konferencji prasowej. Zamiast jednak wyjaśnić sytuację, zaatakował dziennikarzy, oskarżając ich o „haniebne, brutalne, prymitywne, seksistowskie pastwienie się nad dwiema matkami, nad ich dziećmi, mężami, rodzicami". Odmówił także ujawnienia zarobków Martyny Wojciechowskiej, zapewniając przy tym, że nie zarabia ona 65 tys. zł miesięcznie, jak podała "GW".

W lutym 2019 NBP zdecydowało się na ujawnienie zarobków swoich pracowników. Wówczas okazało się, że choć Wojciechowska faktycznie nie zarabia 65 tys. zł miesięcznie, to jej wynagrodzenie znacznie przewyższa gaże innych dyrektorów tej instytucji. Pensja dyrektorki Departamentu Komunikacji i Promocji NBP w 2018 r. to średnio 49 563 zł brutto. Z kolei Kamila Sukiennik na stanowisku Szefowej Gabinetu Prezesa NBP zarabiała miesięcznie ok. 42 760 zł brutto.

Adam Glapiński a afera w KNF 

 Nazwisko Adama Glapińskiego pojawiło się także przy okazji jednej z najgłośniejszych afer rządów Prawa i Sprawiedliwości, mianowicie afery w KNF. Przypomnijmy, iż chodzi o próbę korupcji, jakiej szef KNF Marek Chrzanowski próbował dokonać na Leszku Czarneckim, właścicielu Getin Noble Banku. Chrzanowski, oskarżony przez prokuraturę o "przekroczenia uprawnień funkcjonariusza publicznego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej" nazwany był przez "Gazetę Wyborczą", która opisała całą aferę "wiernym asystentem i wykonawcą poleceń Glapińskiego" oraz "człowiekiem Glapińskiego". Dowodem na to miał być choćby fakt, że, jak przyznał sam Jarosław Kaczyński, to prezes NBP wskazał Chrzanowskiego na stanowisko szefa KNF. Ponadto tuż po spotkaniu, na którym Chrzanowski złożył Czarneckiemu propozycję korupcyjną, obaj panowie udali się na spotkanie z Adamem Glapińskim właśnie. 

Afera z zamianą domów. Adam Glapiński nie wie, ile metrów kwadratowych ma jego posiadłość

Pod koniec 2021 roku wybuchła kolejna afera z udziałem Adama Glapińskiego, ponownie na skutek publikacji "Gazety Wyborczej". Tym razem sprawa dotyczyła budzącej wiele wątpliwości zamiany domów, do jakiej doszło w 2009 roku, kiedy Glapiński pełnił funkcję doradcy ekonomicznego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Dom w warszawskim Wilanowie, polityk zamienił na willę pod Warszawą. Obie nieruchomości zostały wycenione na dokładnie taką samą kwotę 2,2 mln złotych.

Taka zamiana pozwoliła uniknąć zapłaty 2 proc. podatku od każdej z nieruchomości, zobowiązując kontrahentów do zapłaty podatku tylko od jeden z nich. Dzięki temu strony transakcji zaoszczędziły w sumie 44 tys. zł. Kolejną kontrowersję wzbudził fakt, iż podmiotem, który przekazywał posiadłość w ręce Glapińskiego i jego żony, była firma deweloperska Era powiązana z Robertem Szustkowskim. To multimilioner robiący interesy na wschodzie jeszcze w czasach ZSRR, potem w Rosji i poza Rosją, także w imieniu ważnych kremlowskich oligarchów takich jak Aliszer Usmanow

"Gazeta Wyborcza" dopatrzyła się także nieprawidłowości w szacunkach wartości podwarszawskiej nieruchomości Adama Glapińskiego.  Z wyliczeń "Wyborczej" wynika, że powierzchnia użytkowa budynku oscyluje w okolicach 600 m kw, a nie "ok. 260 m kwadratowych", jak podano w umowie. Oznaczałoby to, że wartość nieruchomości na tamten czas to nie 2,2 mln, a nawet 5 mln złotych. 

Wbrew staraniom dziennikarzy, ani CBA, ani Krajowa Administracja Skarbowa, ani Prokuratura Krajowa nie zainteresowały się sprawą transakcji zawartych przed laty przez Adama Glapińskiego. 

DOSTĘP PREMIUM