"Mój przypadek wygląda jak prawniczy thriller". Sędzia Tuleya o decyzjach, o które trzeba by zapytać wróżkę

Sędzia Igor Tuleya został odwieszony, a następnie z powrotem zawieszony. Prezesi obydwu sądów, którzy wydali decyzje to nominaci ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Skąd ta niespójność w obu pismach? - Nie wiem. Prezes Sądu Apelacyjnego, jako urzędnik, podważa prawomocne orzeczenie sądu pracy i TSUE - mówił w TOK FM Igor Tuleya.
Zobacz wideo

Sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie Igor Tuleya znów nie wrócił do orzekania. Jeszcze w piątek nowa prezeska warszawskiego Sądu Okręgowego Joanna Przanowska-Tomaszek wydała na to zgodę. Jej decyzję uchylił jednak prezes Sądu Apelacyjnego w Warszawie Piotr Schab, który uznał ją za niezgodną z prawem. Pod dokumentem podpisał się jego zastępca, Przemysław Radzik.

- Mówi się, że świat prawników jest nudny, ale mój przypadek pokazuje, że to wygląda niemalże jak jakiś prawniczy thriller - komentował w TOK360 Igor Tuleya. Sędzia relacjonował, że stawił się w pracy i najpierw odebrał pismo o przywróceniu go do służby, po czym podczas wypisywania przez niego wniosku dotyczącego odmowy skorzystania z przymusowego urlopu wypoczynkowego, wręczono mu decyzję prezesa Schaba.

- Decyzja prezesa sądu apelacyjnego to decyzja urzędnika, która podważa prawomocne orzeczenie sądu pracy przywracające mnie do orzekania, kwestionuje orzeczenia TSUE i stanowisko Europejskiego Trybunału Praw Człowieka - podkreślał Tuleya.

"Trudno to wytłumaczyć w racjonalnych kategoriach"

Rozmówca Wojciecha Muzala zaznaczył jednocześnie, że prezesi obydwu sądów są nominatami ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Skąd zatem ta niespójność w obu pismach? - Nie wiem, trzeba by się było pewnie zapytać jakiejś wróżki albo szeptuchy z Podlasia. Trudno to wytłumaczyć w jakichś racjonalnych kategoriach - ocenił Tuleya. Dodał jednak, że "można snuć domysły o walce rozmaitych frakcji wśród urzędników ministra Ziobry". 

Podobnie uważa mec. Michał Wawrykiewicz z inicjatywy Wolne Sądy. "To co się dzieje z sędzią Tuleyą, to dość czytelna rozgrywka w obozie władzy. Frakcja "próbujemy wyrwać dla rządu kasę z KPO za wszelką cenę" z frakcją Ziobry (jego nominatem jest P. Schab), czyli "ani kroku wstecz przed ciemiężycielem z Brukseli". To nie ma nic wspólnego z prawem" - napisał na Twitterze.

"Niech sami wybrną z tego bagna, do którego mnie wrzucili"

Decyzję o zawieszeniu sędziego Tuleyi - w listopadzie 2020 roku wydała nieistniejąca już Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego. Przywrócenie do orzekania sędziów odsuniętych przez tę nieuznawaną przez UE Izbę jest jednym z warunków odblokowania pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy.

W miejsce Izby Dyscyplinarnej powołano Izbę Odpowiedzialności Zawodowej. Sędzia Tuleya stwierdził jednak, że nie wiąże z postępowaniem przed nią żadnych nadziei. - Zmieniono jedynie szyld. Niewykluczone, że tam będą zasiadali neo-sędziowie czy wręcz osoby, które były wcześniej zatrudnione w Izbie Dyscyplinarnej - wskazał. I dodał, że nie zamierza kierować do jej rozpatrzenia swojej sprawy. - Jeśli rządzącym zależy na tym, żeby relacje z Europą się jakoś układały, to niech sami wybrną z tego bagna do którego mnie wrzucili. Ja oczywiście chętnie bym dowodził swoich racji, ale przed prawdziwym, niezależnym sądem. Czy Izba Odpowiedzialności Zawodowej takim sądem będzie, mam poważne wątpliwości - mówił gość TOK FM.

Dodał jednocześnie, że "ostatnie dni pokazują, że tak naprawdę do szykanowania niezależnych sędziów Izba Dyscyplinarna, czy Izba Odpowiedzialności Zawodowej wcale nie są potrzebne".  - Rządząca partia robi to rękami swoich urzędników, prezesów. Pokazuje to mój przypadek, jak również przypadek sędzi Gregajtys i sędzi Leszczyńskiej-Furtak z Sądu Apelacyjnego w Warszawie, gdzie prezes Radzik doświadczonych sędziów karnistów, orzekających w pionie karnym od dwudziestu paru lat przeniósł nagle do działu ubezpieczeń społecznych - alarmował sędzia Tuleya.

DOSTĘP PREMIUM