,
Obserwuj
Polska

"To brzmi jak film z Nikaragui czy z więzienia na Dominikanie". Były policjant poruszony sprawą Joanny

4 min. czytania
20.07.2023 15:00
Były komendant Centrum Szkolenia Policji w Legionowie nie ma wątpliwości, że podczas interwencji ws. pani Joanny policja złamała prawo. - Chcę przeprosić panią za upokorzenia, których doznała - mówił w Radiu TOK FM Piotr Caliński.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Policja cały czas utrzymuje, że interwencja w sprawie Joanny była zasadna i wszystko odbyło się zgodnie z przepisami. Kobieta w kwietniu zażyła tabletkę poronną, a kiedy źle się poczuła, trafiła do szpitala. - Czterech mężczyzn pilnowało jednej, przestraszonej kobiety. Utworzyło kordon wokół pacjentki, utrudniało nam to pracę - relacjonował w materiale "Faktów TVN" lekarz z Oddziału Ratunkowego krakowskiego szpitala wojskowego. Joanna ze łzami w oczach wspominała to, co wydarzyło się trzy miesiące temu, gdy trafiła do szpitala. - Rozebrałam się. Nie zdjęłam majtek, ponieważ wciąż jeszcze krwawiłam i było to dla mnie zbyt upokarzające, poniżające, i wtedy właśnie pękłam, wtedy wykrzyczałam im w twarz: "czego wy ode mnie chcecie?" - mówiła, dodając, że policjanci kazali jej "robić przysiady i kaszleć".

- Chcę jako policjant, który składał kiedyś rotę ślubowania i w imieniu pozostałej części dobrych policjantów wyrazić ubolewanie i przeprosić panią za upokorzenia, za dziesiątki emocji negatywnych, których doznała - mówił w "Pierwszym Śniadaniu w TOK-u" były komendant Centrum Szkolenia Policji w Legionowie Piotr Caliński.

Jak przyznał, kiedy usłyszał, o sprawie pani Joanny z Krakowa nie mógł w te historię uwierzyć. - Myślałem, że to jest niemożliwe. Gdyby nie było to takie dramatyczne, brzmiałoby jak film z czasów Barei - wykrzywione zwierciadło albo "Dom zły" Smarzowskiego - wskazał w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

"Na hasło 'aborcja' zadziałał syndrom agresji i obławy"

Były komendant Centrum Szkolenia Policji w Legionowie nie ma wątpliwości, że postępowanie policji w tej sprawie było skandaliczne. - W Krakowie jest za dużo policjantów, jeśli do jednej, drobnej, szczupłej, zmaltretowanej emocjonalnie i fizycznie kobiety wysyła się sześcioro policjantów, trzy radiowozy. To jest jakiś dramat - ocenił Caliński. I przywołał słynne eksperyment dotyczący psów Pawłowa. - Wkodowane odruchy warunkowe powodują, że pies na dzwonek się ślini. Tutaj na hasło "aborcja" zadziałał syndrom agresji i obławy - stwierdził rozmówca Piotra Maślaka.

Policja w swoim oświadczeniu tłumaczy, że "interwencja nastąpiła po zawiadomieniu służb przez lekarza psychiatrę o możliwej próbie samobójczej jego pacjentki i przyjęciu przez nią substancji niewiadomego pochodzenia". Ta wersja jednak nie znalazła dotąd poparcia ani po stronie pokrzywdzonej, jej pełnomocników czy lekarzy.

Zdaniem byłego komendanta Centrum Szkolenia Policji w Legionowie już sama interwencja w gabinecie lekarskim podczas badania jest niedopuszczalna. A to w tej sprawie tylko jeden z wielu grzechów policjantów. - Policja tutaj złamała szereg przepisów. Nawet ustawę o ochronie danych osobowych, tzw. policyjną. Rzecznik prasowy oświadcza, że kobieta się leczyła psychiatrycznie, a do tego wyczuwalna była woń alkoholu. Dramat - tak Caliński podsumował stanowisko policji.

Przypomnijmy, że to oświadczenie po pewnym czasie zniknęło z internetowej strony policji i zostało zastąpione nowym. - Pod wpływem emocji i obrony oblężonej twierdzy pojawia się strategia informacyjna kładąca nacisk na to, że kobieta chciała popełnić samobójstwo. Na miłość boską, jeżeli tak wygląda pomoc dla takiej kobiety. (...) Zmuszanie jej do tego typu zachowań, do rozbierania, to brzmi jak sensacyjny film dziejący się w Nikaragui czy w więzieniu na Dominikanie - mówił zbulwersowany. Podkreślił, że policja powinna działać, aby "służyć i chronić". - To zaprzeczenie tego. Niestety w moim przekonaniu trochę ziścił się Orwell i policja myśli i jednocześnie troszeczkę policja moralności w Iranie - stwierdził gość TOK FM.

Podczas interwencji kobiecie zabrano także laptop i telefon. Jak podkreślił Caliński, odebranie rzeczy osobistych osobie, która - według policji chciała się targnąć na własne życie - jest bezpodstawne. - Dla mnie tu jest błąd na błędzie z punktu widzenia metodyki postępowania policji i procedur. To w zasadzie kradzież rzeczy, której dokonano w postaci zaboru laptopa. Po pierwsze, powinno nastąpić wezwanie do wydania rzeczy. Po drugie, jeśli tę rzecz chcemy zabrać przemocą, to musi być tytuł do tego. Tutaj tego tytułu nie było, bo nie było roli tej pani ani jako świadka, ani osoby podejrzanej - tłumaczył. - Złamanych procedur jest multum, ale dla mnie najbardziej dramatyczny jest totalny brak humanizmu, zatracenia jakiegokolwiek ludzkiego podejścia do osoby pokrzywdzonej - podkreślił.

Były komendant Centrum Szkolenia Policji w Legionowie podsumował, że "na tej sprawie policjantów powinno się uczyć, jak nie należy postępować". - Jak nie można spełniać wszystkich oczekiwań swoich przełożonych po to, aby oni mogli zbierać splendor od polityków. Niestety widzę taki podtekst - stwierdził Piotr Caliński.